Autor: Joanna Troszczyńska Reyman

Jesień. Liście lecą z drzew, ptaki odlatują do ciepłych krajów, a ludzie szykują koszyki i nożyki na grzyby. Smażone rydze, jajecznica z kurkami, zupa opieńkowa… pycha! Opieńki zresztą są nie tylko bardzo smacznymi, ale także wyjątkowymi grzybami. Kiedy się już pojawiają, to zwykle w dużych ilościach. Łatwo je zbierać, bo przecież rosną w dużych skupiskach. Grzyb (owocnik), który potem z zapałem dusimy lub marynujemy, to tylko niewielka część organizmu, która znajduje się na zewnątrz. To właśnie opieńki, a właściwie ich grzybnie, tworzą największy poznany dotąd na świecie organizm! Nie jest nim ani wielkie dożywające 3000 lat drzewo, jakim jest mamutowiec olbrzymi (zwany także sekwoją olbrzymią), czy największe znane w historii zwierzę jakim jest płetwal błękitny, a właśnie ten swojski jesienny grzyb.

Chodzi dokładnie o opieńkę ciemną (Armillaria ostoyae) spokrewnioną blisko z opieńką miodową (Armillaria mellea). Opieńki są pasożytami drzew żerującymi na martwych i żywych drzewach. Grzybnia pewnego osobnika opieńki ciemnej, odkryta w Górach Błękitnych w USA, zajmuje powierzchnię blisko 9 km kwadratowych i waży prawdopodobnie 605 ton. Ten gigant nad giganty wyrósł z jednego zarodnika ok. 8 tysięcy lat temu i wciąż się rozrasta… Jak duże mogą być podziemne terytoria naszych rodzimych opieniek nie wiadomo, ale na pewno są także bardzo, bardzo rozległe. Zajrzyjcie kiedyś Państwo pod korę zainfekowanego przez ten grzyb drzewa. Dojrzycie metry splątanych, przerastających wszystko ciemnych, jakby skórzanych, sznurów i nici, tzw. ryzomorfów. To grzybnia przypominająca korzenie roślin. Gdybyście Państwo przyszli w to samo miejsce w nocy, zobaczylibyście tajemnicze zielone światełko… To świecą strzępki opieńki. Podobno w XIX wieku ich niesamowity zielonkawy blask (podobny do tego emitowanego przez świetliki) oświetlał podziemne korytarze kopalń, a podczas I wojny światowej umożliwiał tkwiącym w okopach francuskim żołnierzom czytanie w nocy listów od bliskich.

 

PRAWIE JAK KOSMICI

Lubię filmy fantastyczne i opowieści o kosmitach. W produkcjach z ostatnich lat rzadko pojawiają się już zielone ludziki, za to mamy do czynienia z niepozornymi istotami, które często sprawiają wrażenie delikatnych i bezbronnych. Tak jak w filmie Daniela Espinosy Life z 2017 roku, gdzie załoga stacji kosmicznej odkrywa w próbce ziemi z Marsa nową formę życia. Maleńki jednokomórkowy organizm stopniowo zaczyna rosnąć i przeradza się w dziwną galaretowatą formę życia, zdolną do zmieniania swojej postaci i przemieszczania się. Tacy „kosmici” żyją także na ziemi. Mają różnorodne, czasem niesamowite kształty i kolory oraz zdolność do przemieszczania się i rozmnażania. Najłatwiej spotkać je właśnie teraz jesienią podczas zbierania grzybów.

Krótsze, chłodniejsze dni oraz wilgoć to ulubione warunki dla śluzowców, bardzo tajemniczych i mało znanych organizmów. Przez kilka stuleci uważane były za rośliny, potem za grzyby. Teraz zalicza się je do odrębnej supergrupy Amoebozoa. Na świecie znanych jest około 1000 ich gatunków, z czego w Polsce występuje 250.

Niewiele osób widziało śluzowce. Może dlatego, że przez większość życia są tak małe, że można je zobaczyć jedynie pod mikroskopem? Z zarodnika powstaje przypominający amebę pełzak, który następnie zlewa się z innym pełzakami, tworząc superorganizm – wielojądrową śluźnię, która przemieszcza się za pomocą nibynóżek (ok. 0,5-1cm na dobę) w poszukiwaniu pożywienia i dogodnych warunków do życia (cień, wilgoć, dużo materii organicznej). Śluźnie mogą rosnąć i łączyć się z innymi śluźniami w kolonie. Największe takie skupisko zaobserwowano w Polsce w Górach Stołowych. Znaleziona na starym buku – siatecznica okazała – miała 1,5 metra i ważyła ok. 25 kg. W pogarszających się warunkach (brak pożywienia, zimno lub susza) śluźnia wypełza na podwyższenie terenu (pnie drzew, gałęzie) i tworzy zarodnie, które – analogicznie do grzybów – nazywają się owocnikami. Zarodnie mają różne niesamowite kształty i kolory, oraz wielkość od 1 mm do 2 cm. Mogą być umieszczone na trzonkach, zaś część zostaje na podłożu jako tzw. „leżnia”. Z zarodni wysypują się zarodniki, które będą czekać na sprzyjający dla siebie czas, by rozpocząć cykl życiowy ponownie. W przetrwalnikowej formie mogą tak czekać nawet kilkanaście lat.

Śluzowce trudno też zauważyć, bo się „chowają” w ciemne miejsca, wśród butwiejących liści, w ściółce, na zmurszałych kłodach – wszędzie tam, gdzie mają dużo pokarmu. A żywią się przede wszystkim bakteriami, glonami i grzybami. Same są zaś chętnie zjadane przez różne chrząszcze i ślimaki. Ludzie także jedzą śluzowce, np. wykwit piankowaty na Ukrainie przygotowuje się jak jajecznicę, zaś w Meksyku smaży jak omlet wraz z roztrzepanym jajkiem, mlekiem i płatkami kukurydzianymi. Takie danie nazywa się księżycowym ciastkiem.

Może uda się Państwu wypatrzyć niektóre z naszych śluzowców. Nie jest to łatwe, ale warto się uważnie rozglądać za tymi „kosmicznymi” organizmami. Dla ułatwienia poszukiwań prezentuję zdjęcia i krótkie opisy wybranych gatunków, które najłatwiej spotkać w polskich lasach i parkach.

Wykwit piankowaty. Dość pospolity i łatwy do zaobserwowania na martwych pniakach czy opadłych liściach, zwłaszcza po deszczu. Tworzy śluzowate, rozlane, żółte powierzchnie o średnicy 3-10 centymetrów, w późniejszym stadium rozwoju zawierające rozgałęzione nitki. Z czasem twardnieje i zmienia barwę na czerwonawą lub brązową. Jak wszystkie śluzowce lubi ciemność i wilgoć, ale podczas okresu wytwarzania zarodników (z których rozwiną się nowe wykwity) wypełza na oświetlone powierzchnie – mech, krzewy, drzewa. Niezwykłą właściwością wykwitu jest jego ogromna (niespotykana u żadnego innego organizmu) odporność na toksyczne działanie metali, np. cynku.

Rulik nadrzewny (nazywany też groniastym). Można go stosunkowo często zobaczyć już latem na konarach drzew liściastych na terenie całej Polski. Jest naprawdę ładny. Wygląda jak skupisko okrągławych kulek w koralowym lub malinowym kolorze. Kiedyś uważano, że są to krople mleka wilczycy lub wilkołaka-kobiety zabarwione krwią ofiar.

Kędziorek mylny. Jesienią zarodnie tego śluzowca mogą pokrywać duże powierzchnie pni drzew. Zarodnie na trzonkach o wysokości 3 mm mają kulisty kształt i rosną w licznych skupiskach. Barwa zarodni zmienia się w trakcie dojrzewania od oliwkowej poprzez pomarańczową do brązowej.

Zlepniczek walcowaty. Owocniki – pomarańczowe lub czerwone (później fioletowe) – tego gatunku rosną blisko siebie w skupisku długości kilkunastu centymetrów. Kiedy są małe, wyglądają jak owoce maliny. Można je spotkać na powierzchni roślin i zmurszałych pniach od czerwca do listopada.