Paź 202603
Są takie spotkania, po których trudno po prostu zebrać kubki ze stołu i powiedzieć „do następnego”. Dzisiejszy Gdańsk był właśnie taki.
Piękna kawiarnia na Starym Mieście, na stole nasze fuksjowe róże, a wokół niego wyjątkowo liczne grono. Stali bywalcy i zupełnie nowe twarze. Osoby, które widziały się już wiele razy, i takie, które znały się dotąd wyłącznie z internetowej grupy wsparcia, a dzisiaj po raz pierwszy usiadły naprzeciwko siebie.

I zaczęły się rozmowy.
Te trudne, o których czasem łatwiej mówić komuś, kto naprawdę wie, z czym mierzy się druga osoba. Te praktyczne, wynikające z doświadczenia. Ale też te kompletnie zwyczajne, lekkie i tak śmieszne, że przy stole co chwilę wybuchał śmiech.
Była z nami również osoba, przy której powiedzenie „mam worek” nabiera zupełnie innej perspektywy. Bo ona ma ich cztery. Cztery stomie, cztery worki i ogromną dawkę energii, którą dziś dzieliła się z innymi.
To spotkanie po raz kolejny pokazało nam coś ważnego: internet potrafi połączyć ludzi, którzy prawdopodobnie nigdy by się nie odnaleźli. Ale dopiero moment, kiedy nick, zdjęcie profilowe czy komentarz na grupie zamieniają się w człowieka siedzącego po drugiej stronie stołu, robi prawdziwą różnicę.

Dziś przy tym stole było mnóstwo doświadczeń, bardzo różne historie i różne życiowe sytuacje. Nie było natomiast potrzeby tłumaczenia, dlaczego pewne rzeczy są trudne, krępujące albo po prostu wkurzające.
Można było mówić. Można było pytać. Można było się śmiać.
I chyba właśnie dlatego dzisiaj w Gdańsku naprawdę działa się magia.
Gdańsk, 3 października 2026