Majówka ze Stomalife - tam gdzie człowiek znowu oddycha pełną piersią

Maj 202624

Są wyjazdy, które kończą się w dniu powrotu do domu.

I są takie, które zostają pod skórą jeszcze długo po rozpakowaniu walizek.

Nasza majówka w Zakopanem była właśnie tym drugim rodzajem podróży.

Nie tylko w góry.
Przede wszystkim — do ludzi.

IMG_0001.jpg

Przez kilka dni w sercu Tatr byliśmy razem: 59 osób, 59 historii, dziesiątki doświadczeń i emocji, których nie trzeba było nikomu tłumaczyć. Wśród nas było także 16 osób, które przyjechały po raz pierwszy. I jak co roku wydarzyło się coś, co trudno opisać komuś z zewnątrz — nowi przestawali być „nowi” właściwie od chwili przekroczenia progu pensjonatu i pierwszego nieśmiałego: „hej, jestem…”.

Bo STOMAlife działa trochę inaczej niż zwykłe grupy ludzi.

Tu nie ma tego niezręcznego etapu oswajania się ze sobą. Nie ma udawania, że wszystko jest dobrze. Nie ma nerwowego ukrywania brzucha, stresu, skrępowania czy tłumaczenia, czym właściwie jest stomia i jak bardzo potrafi przewrócić życie do góry nogami.

Tutaj wszyscy po prostu wiedzą.

728615b4-fd44-4df8-a815-735cf1a68de4.jpg

I może właśnie dlatego już pierwszego wieczoru wyglądaliśmy bardziej jak paczka starych znajomych niż grupa ludzi z różnych części Polski, którzy dopiero co się spotkali. Wspólna kawa szybko zamieniała się w wielogodzinne rozmowy. Obok nowych znajomości rodziły się kolejne małe rytuały, żarty i historie, które będą wracać jeszcze długo po zakończeniu wyjazdu.

A śmiechu było tyle, że momentami brakowało oddechu.

Jak wtedy, gdy nasza niezastąpiona koleżanka — zgodnie z wieloletnią tradycją — przypinała nowym uczestnikom symbol fundacji, czyli charakterystyczne róże STOMAlife. Uroczystym tonem oznajmiła wtedy:
„Uwaga, teraz tradycyjnie będziemy wciągać na członka…”

I zanim zdanie zdążyło wybrzmieć do końca, sala wybuchła śmiechem.

Był taki rodzaj śmiechu, który pojawia się tylko wtedy, kiedy ludzie naprawdę dobrze się ze sobą czują — spontaniczny, szczery, trochę absurdalny i kompletnie nie do zatrzymania. Jeszcze długo później wracaliśmy do tego tekstu przy stole, na spacerach i podczas wieczornych rozmów.

Bo właśnie takie są nasze wyjazdy.

Prawdziwe.

Bez scenariusza.

Bez pozy.
Za to z ogromną ilością emocji, wzajemnego wsparcia i zwyczajnej ludzkiej bliskości.

A nad tym wszystkim były Tatry.

Potężne, spokojne, momentami jeszcze przykryte śniegiem. Patrzyliśmy na nie podczas wędrówek po Rusinowej Polanie, podczas podejścia na Gęsią Szyję, w drodze do Morskiego Oka i Doliny Pięciu Stawów. Dla jednych były to po prostu piękne wycieczki. Dla innych — symboliczne przekraczanie własnych granic.

11a2c862-2f69-4fa5-8c62-64079848b30b.jpg

Bo człowiek po operacji często najpierw musi na nowo nauczyć się ufać swojemu ciału.

A później krok po kroku odzyskuje świat.

Każdy kilometr miał tutaj znaczenie. Każdy szlak był trochę więcej niż tylko trasą na mapie. W zmęczonych nogach, przyspieszonym oddechu i szerokich uśmiechach było coś niezwykle wzruszającego — poczucie, że mimo wszystkiego nadal można zdobywać góry. Dosłownie i w przenośni.

Kolejnego dnia wjechaliśmy na Kasprowy Wierch. Wysoko w górach wciąż leżał śnieg, a widoki zatrzymywały ludzi w pół kroku. Później była Gubałówka i chwile spokojnego odpoczynku z panoramą Tatr — bez pośpiechu, bez napięcia, bez codziennego „muszę”.

I chyba właśnie to było najpiękniejsze.

To, że przez kilka dni nikt nie musiał niczego udowadniać.

Wieczorami wracaliśmy do pensjonatu zmęczeni, ale szczęśliwi. Grill, muzyka, tańce, wspólne siedzenie do późna i rozmowy, które płynnie przechodziły od tematów bardzo ważnych do kompletnie absurdalnych. Od historii szpitalnych po wakacyjne plany. Od wzruszeń po żarty, przy których bolał brzuch ze śmiechu.

I właśnie wtedy najmocniej czuć, czym naprawdę jest STOMAlife.

Bo to coś znacznie więcej niż fundacja.

To miejsce, gdzie nikt nie panikuje, kiedy wydarzy się stomijny „klops”. Gdzie ktoś zawsze ma zapasowy sprzęt, pomoże bez zadawania pytań albo po prostu usiądzie obok i powie:

„Spokojnie. Znam to.”

  • Bez litości.
  • Bez oceniania.
  • Bez poczucia, że jest się „innym”.

W świecie, który często każe ludziom być silnymi za wszelką cenę, nasze wyjazdy są miejscem oddechu. Miejscem, gdzie można być dokładnie takim, jakim się jest.

  • Zmęczonym.
  • Wesołym.
  • Cichym.
  • Gadatliwym.
  • Pogubionym albo pełnym energii.

I zawsze znajdzie się obok ktoś, kto to zrozumie.

Czas minął zdecydowanie za szybko.

Wracamy do codzienności z telefonami pełnymi zdjęć, sercami pełnymi ludzi i głową pełną wspomnień, które będą ogrzewały nas jeszcze bardzo długo. Wracamy bogatsi o relacje, których nie da się zaplanować ani stworzyć „na siłę”.

One po prostu rodzą się same.

Między ludźmi, którzy wiedzą, jak kruche potrafi być życie — i dlatego potrafią cieszyć się nim tak prawdziwie.

Dziękujemy każdej osobie, która była częścią tej majówki.

  • Za obecność.
  • Za śmiech.
  • Za rozmowy do późna.
  • Za wsparcie.
  • Za wzajemną troskę.
  • Za tę niezwykłą atmosferę, której nie da się podrobić.

To właśnie Wy tworzycie STOMAlife!

I już teraz wiemy jedno.

Będziemy czekać na kolejne spotkanie dokładnie tak samo jak zawsze — z ogromną tęsknotą.

Znajdź nas na
Znajdź nas na
Znajdź nas na