Maj 202622
Są takie stomijne sytuacje, których kompletnie nie da się przewidzieć przed operacją. Bo o workach jeszcze ktoś wspomni. O pielęgnacji skóry też. O diecie – oczywiście. Ale nikt raczej nie siada naprzeciw człowieka i nie mówi: „będą też dni, kiedy zawartość worka postanowi przykleić się przy stomii i absolutnie nigdzie się nie ruszać”. A potem przychodzi pierwszy pancaking i człowiek odkrywa, że to nie żart ani dziwnie brzmiące hasło z internetu, tylko całkiem realny problem, który potrafi skutecznie zepsuć dzień. I właśnie o tym, jak ten temat ogarnąć, więcej w dzisiejszej ‘Stomii od kuchni’.

Pancaking – co to właściwie jest i na czym polega?
Pancaking to określenie, które naprawdę funkcjonuje w świecie stomików. Jest nieoficjalne i trochę absurdalne, ale za to bardzo obrazowe więc trafne. Bo właśnie o to chodzi w tym zjawisku: treść zamiast opaść na dno worka, zatrzymuje się wokół stomii, przykleja do ścianek i tworzy coś przypominającego zbity „placek”.

Najbardziej irytujące w pancakingu jest chyba to, że na pozór wszystko wygląda idealnie. Worek dobrze się trzyma, jest względnie pusty i nic wielkiego się nie dzieje. A jednak coś od początku „nie gra”. Przy stomii robi się ciasno i niekomfortowo od nagromadzonej tam treści, płytka zaczyna być dziwnie napięta, człowiek co chwilę poprawia ubranie i ma coraz mocniejsze przeczucie, że sytuacja zmierza w bardzo złą stronę.
I zwykle niestety zmierza, dlatego, że pancaking często kończy się podciekaniem. Nagromadzona wokół stomii treść nie mając miejsca, zaczyna szukać wyjścia bokami. Skóra piecze, sprzęt szybciej się odkleja, a stomik po raz kolejny odkrywa, że coś, co brzmi nawet zabawnie i oznacza teoretycznie mało prawdopodobne zdarzenie, w praktyce potrafi zagospodarować pół dnia. Zwłaszcza poza domem i wtedy, kiedy człowiek akurat chciał choć przez chwilę nie myśleć o stomii.

Skąd ten problem? Czyli nie robisz czegoś źle tylko aż za dobrze
Najbardziej przewrotne jest to, że pancaking bardzo często pojawia się wtedy, gdy stomik… za bardzo się stara. O co chodzi? O zbyt duży perfekcjonizm. Intuicyjnie człowiek chce, żeby worek był jak najbardziej płaski. Dyskretny, wygładzony i bez grama powietrza.
Tymczasem worek bez odrobiny powietrza zaczyna się zapadać. Ścianki sklejają się ze sobą i treść zwyczajnie nie ma gdzie opaść. Zostaje więc przy stomii, gromadząc się w przestrzeni wokół niej.

Czasem tej sytuacji winna jest również zbyt gęsta treść jelitowa. Wystarczy kombinacja: za mało płynów, gorzej pracujące jelita, niektóre produkty w diecie — i nagle zawartość worka zmienia się w substancję o ambicjach montażowej pianki, która zupełnie odmawia współpracy.
Bywa również, że problem nasila filtr. I to jest dopiero stomijna ironia. Bo filtr ma pomagać, odprowadzać powietrze i poprawiać komfort, a czasem działa tak skutecznie, że worek robi się kompletnie „zassany”, a pancaking dostaje idealne warunki do rozwoju.

Stomia i surrealizm
Życie stomika ma w sobie mnóstwo momentów, które z boku brzmią kompletnie surrealistycznie. Pancaking jest jednym z nich. Nagle okazuje się, że dorosły człowiek prowadzi wewnętrzne negocjacje z zawartością worka, zaklinając rzeczywistość. Delikatnie poprawia sprzęt pod koszulą. Analizuje ilość powietrza w worku. Zastanawia się, czy wypił dziś wystarczająco dużo wody. Siłą woli usiłuje zaczarować jego ścianki, by tym razem się nie skleiły. I z doświadczeniem eksperta obserwuje, jak zachowuje się filtr. A wszystko po to, żeby coś, co powinno po prostu opaść na dół worka, przesunęło się choć kilka centymetrów niżej.

I chyba właśnie w takich momentach najlepiej widać, czym naprawdę jest życie ze stomią. To codzienne ogarnianie rzeczy, o których większość ludzi nawet nie wie, że istnieją.
Tekst: Iza Janaczek
Foto: pexels i blog Med4Me tworzony przez sieć sklepów medycznych Med4Me. Tu, prócz sprzętu i akcesoriów stomijnych znaleźć możesz również, drogi Przyjacielu Stomiku, fachową, rzetelną i empatyczną pomoc – także w temacie „pancakingu”.