08 Marzec 2026
Paź 202425
Codzienna walka o przetrwanie, której nie łatwo zrozumieć, jeśli nie przeżyło się jej osobiście. Zagubienie wśród wykluczających się diagnoz, niepewność, zabieg po zabiegu i depresja – to rzeczywistość, którą Edyta Kurlapska zna zbyt dobrze. Wielomiesięczne pobyty w szpitalu, powikłania, a w końcu – życie z ileostomią, potem z kolostomią. Choć na każdym kroku stawiała czoła nowym wyzwaniom, nigdy nie straciła nadziei. Zdecydowała się opowiedzieć o sobie, by dać siłę innym.

Można pasjami wściekać się na niesprawiedliwy los, ale można mieć inną pasję - coś co się robi z miłością. Jaka jest pani pasja?
Uwielbiam piłkę nożną.
Naprawdę?
Serio. Mój syn w wieku sześciu lat miał nadwagą w ciągu dwunastu miesięcy przytył dziesięć kilogramów. Zaniepokoiło mnie to i postanowiłam pojechać z nim do Szczecina, do poradni wad i rozwoju. Specjalistka, z którą się spotkaliśmy, dała proste zalecenie: "więcej sportu", dlatego zapisałam syna na piłkę nożną. Z czasem piłka nożna weszła w codzienność nie tylko syna ale i moją.
I tak potrzeba dziecka, stała się pośrednio zainteresowaniem mamy...
Tak wyszło. Dzisiaj syn już nie gra, bo studiuje komunikację wizerunkową. Ale w klubie zostałam ja, byłam nawet przez moment w Zarządzie. To taki mój drugi dom, teraz wspieramy charytatywnie niepełnosprawną niespełna pięcioletnią - Marysię. Zachęcamy do ruchu dzieci, młodzież i seniorów.