Wrz 202310
Ten wywiad zacznie się…od końca!
Kasia ma się dobrze, a nawet bardzo dobrze!!!
Na początek?
Jej monolog przekazany NA WŁASNYCH ZASADACH, bo to credo życiowe naszej bohaterki.

„To był sylwester 2018r. Trzymając w ręce lampkę szampana, miałam mocne postanowienie, że to będzie mój rok! Zawalczę o siebie, zrobię kursy, spełnię marzenia! Będę miała więcej siły i chęci .Niestety, wraz ze zmianą daty nie stała się magia..., a jeśli tak, to nazwałabym ją czarną.
To był mój rok. Walczyłam o życie. Nie miałam siły wstać z łóżka, ból brzucha stał się nie do zniesienia, nie mogłam jeść. W Dzień Kobiet, po przeprowadzonej kolonoskopii lekarz oznajmił: „ Proszę się ubrać, ma pani raka.”
No, bez jaj!!! - krzyczało moje wnętrze. Jaja się skończyły. Zaczął się rollercoaster. Nienawidzę karuzel i innych tego typu atrakcji. Lubię stąpać po ziemi, bo wtedy mam poczucie , że kontroluję sytuację. 8 marca 2018 zupełnie ją straciłam. Karuzela ruszyła, nie miała przycisku stop.
To był czas, kiedy wszystko mi się posypało. Ból, strach, niemoc, badania i okrutna diagnoza- rak jelita grubego. Uroiłam sobie wtedy, że aby to przetrwać, muszę znaleźć jakieś źródło mocy, coś, czemu mogę zaufać. Zaufałam mojej głowie. Jak koń z klapkami na oczach zaczęłam brnąć. Postanowiłam nie oglądać się za siebie, tylko przeć naprzód. Moje motto wtedy brzmiało: Skoro jest diagnoza, musi być ratunek.