Z plecakiem i z workiem. Moje własne "Everesty".

Zasadniczo nie przepadam za mówieniem o tym, co było. I to nie tak, że odwracam się od przeszłości, zatrzaskując za nią ciężkie drzwi i wyrzucając klucz. W żadnym wypadku. Myślę sobie jednak, że dostała ona ode mnie mnóstwo uwagi. O wiele więcej, niż zasłużyła, i dlatego teraz, gdy już wreszcie mogę – nie rozpamiętuję jej, lecz czerpiąc ze zdobytego podczas tych trudnych lat doświadczenia, patrzę przed siebie i na to, co wokół. I chłonę energię z tego, czego znów mogę doświadczać.

miedzy-nami-Iza-1.jpg

Przeszłości, której sporo spędziłam w pozycji leżącej (w łóżku własnym lub szpitalnym), lub siedzącej – w toaletach (domowych, szpitalnych i zupełnie przypadkowych, rozsianych po świecie), oddałam wspaniałe 13 lat życia.
Przeżyłam je napędzana różnymi środkami medycznymi mającymi poprawić to, co było nieodwracalnie zepsute i wolą życia - innego niż w cieniu toalety. Nie bez znaczenia w tym czasie była też nadzieja - własna i moich ukochanych bliskich, mówiąca, że kiedyś uda mi się po takie dobre życie znów sięgnąć.

Szansa na to pojawiła się wraz ze słowem „stomia”.

Mając świadomość, że innej nie dostanę, a na cud nie mam szans, zdecydowałam się zamienić znany od lat stabilny cień toalety na pełne niewiadomych życie z dala od niej, za to – wreszcie znów na własnych warunkach.

Operacja wyłonienia stomii stała się dla mnie kolejnym startem. Zaczęłam żyć tam, gdzie przeszło dekadę wcześniej – utknęłam. Tylko tym razem pełniej, bardziej świadomie i z przeświadczeniem, że to jest mój czas. Marzenia, jakie snułam, w najciemniejszych momentach choroby zaczęłam przekształcać w szkice planów, a te – w codzienność. Postanowiłam kuć żelazo, póki gorące, nie chcąc zmarnować szansy, jaką dostałam, zwłaszcza, że nieintencjonalnie zmarnowałam wszak przeszło dekadę. I to - bez żadnych szans na horyzoncie.

miedzy-nami-Iza-2.jpg

Tak, to była najwyższa pora, by zacząć doganiać stracony czas. Właśnie dlatego z trybu przetrwania i snucia marzeń niemal natychmiast weszłam w tryb planowania i organizowania dalszego czasu, jaki otrzymałam wraz ze stomijnym workiem.

Czy było mi trudno zaakceptować tak dużą zmianę? Nie, ale tylko dlatego, że od samego początku naszej wspólnej drogi, woreczek był dla mnie naturalnym elementem codzienności. Ważnym dodatkiem do życia. Czymś, dzięki czemu, w ogóle mogło (i nadal może) ono trwać. Nadal uważam, że to potężny argument przemawiający za normalizacją nawet tak niecodziennej nowości. :)

Partnerskie podejście do stomii pozwala mi żyć z nią w zgodzie, wiele czerpiąc z tej niezwykłej koegzystencji. Stomia dała mi czas, a ja – staram się z niego korzystać, najpiękniej jak tylko się da.

By nadać sens tym staraniom ukułam hasło: „stomik może” – pokazując, jak dobrze i pięknie stomik może żyć. I to - wciąż po swojemu, choć w zupełnie innych okolicznościach.

Dziś hasło to zna wiele osób ze stomią. Co cieszy jeszcze bardziej - wielu stomików, wzięło je sobie głęboko do serca, pokazując, jak aktywnie, pięknie i dobrze stomik może żyć.

miedzy-nami-Iza-3.jpg

Gdy piszę te słowa, siedzę na werandzie domku z bambusowymi ścianami, gdzieś na peryferiach Ranau, na Borneo. Patrzę na zieleń deszczowego lasu i na Kinabalu - najwyższy szczyt Malezji, dziś ukryty częściowo za pierzynką z chmur i myślę sobie, że stomik może marzyć. Może też te marzenia regularnie przekuwać w rzeczywistość.

Moje marzenia, dzięki stomii zamienione w plany, zaprowadziły mnie w wiele wspaniałych miejsc i sytuacji, w których przekonywałam się raz za razem, że stomijny woreczek i plecak to duet absolutnie idealny.

Mając stomię spełniłam marzenie, by zobaczyć, jak rośnie najpyszniejsza na świecie herbata, a także pieprz i cynamon. Wraz z woreczkiem przemierzałam szlaki pośród sadów mango, papai i smoczego owocu. Mieszkałam w maleńkiej chatce w bananowym gąszczu, wędrowałam przez dżunglę i namorzynowe lasy, podziwiałam buddyjskie świątynie oraz perły sztuki arabskiej i chrześcijańskiej, a także te, które nie zostały stworzone ludzką ręką.

Stawiałam i nadal stawiam przed sobą kolejne „Everesty” i wspinam się na nie, wierząc, że ze szczytu widać najlepiej, jak wiele stomik może, gdy tylko w to uwierzy.

Tekst: Iza Janaczek
Zdjęcia: Iza Janaczek, archiwum własne

Znajdź nas na
Znajdź nas na
Znajdź nas na