Lut 202614
Życie ze stomią potrafi zmienić codzienność w sposób, którego nikt nie spodziewa się przed operacją. Są dni, kiedy organizm gra wbrew rutynie i planom. Gdy sprzęt sprawia niespodzianki, a najmniejsza aktywność wymaga dodatkowej uwagi. Często ciągną się one, tworząc całe długie pasma złych chwil, w których drażni i denerwuje wszystko, co łączy się ze stomią. W takich momentach warto mieć kogoś, kto rozumie, wspiera i nie ocenia. Warto mieć swojego człowieka.

Nie chodzi tu o osobę, która przychodzi, żeby wykonać za stomika wszystkie czynności, z jakimi on sobie nie radzi, lub nie ma na nie czasu. Zresztą tego typu usługi świadczą wykwalifikowane w danym zakresie osoby, nierzadko - odpłatnie, nie warto więc mylić pojęć.

Chodzi o kogoś, kto wysłucha bez oceniania, kto pomoże zamówić potrzebny sprzęt podczas popołudniowej wspólnej kawy, kto ugotuje rosół, gdy człowiek w kryzysie niemocy i który tak po prostu, zwyczajnie, po ludzku będzie. Nie dlatego, że ma to w pakiecie usług, lecz dlatego, że jest „naszym człowiekiem”. Przyjacielem, partnerem i bratnią duszą.
Obecność takiej osoby daje poczucie, że życie nie zatrzymało się w chwili operacji, że nadal można funkcjonować normalnie, a trudne momenty są po prostu częścią codzienności — takiej, w której nie zostaje się z problemem samemu.

„Wsparcie” to nie frazes. Ono naprawdę ma znaczenie
Zwłaszcza ludzie starsi, wychowani w czasach słusznie minionych, gdy o psychice i potrzebie dbania o jej dobrostan mówiło się niewiele albo wcale, często cierpią z powodu braku tej świadomości. Nie dostrzegają, że właściwy poziom zdrowia to nie tylko odpowiednio dozowane leki i suplementy. Zwłaszcza oni odczuwają trudność z poradzeniem sobie z bólem innym, niż fizyczny. Tymczasem w badaniach nad jakością życia stomików często podkreśla się znaczenie wsparcia społecznego.
Osoby, które mają przy sobie uważnych i empatycznych bliskich szybciej adaptują się do zmian, rzadziej też doświadczają izolacji i depresji. Zrozumienie codziennych wyzwań, na przykład takich jak planowanie wyjścia uwzględniającego znalezienie na szybko toalety, w której można wymienić worek w trybie awaryjnym ma dla stomika nieocenioną wartość.

Przyjaciel nie musi być obecny fizycznie cały czas. Często wystarczy świadomość, że w razie potrzeby można się zwrócić o pomoc, że ktoś pamięta i pyta, jak minął dzień, albo że po prostu wysyła wiadomość: „jak się czujesz?” „jak Ci poszła wyprawa na miasto?”. Badania pokazują, że stomicy, którzy utrzymują bliskie relacje, odczuwają mniejsze napięcie i lepiej radzą sobie z lękiem przed społeczną stygmatyzacją. To jeden z powodów dla którego nie warto odcinać się od bliskich, uważając, że stomia to nie ich sprawa. Owszem, stomia to sprawa stomika, ale skoro komuś na stomiku zależy, akceptuje go i wspiera – z całym jego pakietem.

Gdy przyjacielem jest partner
Kiedy przyjacielem jest również partner życiowy, wartość wsparcia rośnie. Intymność po stomii bywa trudniejsza do odbudowania, szczególnie w pierwszych miesiącach po operacji. Partner, który potrafi rozmawiać o obawach, pomaga w adaptacji, akceptuje zmiany ciała i codzienną rutynę związaną ze stomią, staje się kluczową częścią powrotu do życia.
Nasi przyjaciele ze stomią podkreślają często, że akceptacja partnera znacząco wpływa na poziom ich pewności siebie i chęć powrotu do aktywności społecznej. I co najważniejsze - to nie jest kwestia wielkich gestów, lecz codziennej normalności.

Codzienność, w której ktoś jest obok
Oprócz emocjonalnego wsparcia, praktyczna pomoc w codziennych sprawach może naprawdę ułatwić życie. Wspólne gotowanie, pilnowanie zapasów sprzętu stomijnego, wspólne wyjścia – wszystko to nabiera nowego wymiaru. Życie ze stomią staje się realnie prostsze, gdy ktoś bliski rozumie ograniczenia, jakie bywają udziałem stomika i nie traktuje ich jak problemu, lecz jak naturalną część nowej codzienności.
Warto też pamiętać, że bycie „swoim człowiekiem” działa w obie strony. Taka relacja wymaga otwartości i komunikacji – mówienia o potrzebach, granicach, trudach, ale też o tym, co sprawia radość. To sprawia, że wsparcie nie jest jedynie jednostronne.

Dlaczego mówimy o tym akurat w walentynki?
Walentynki to dobry moment, żeby o tym mówić, bo skupiają uwagę na relacjach. Nie na ich idealnych wersjach z reklam i social mediów, ale na tym, co w nich naprawdę działa albo nie działa. Przy stomii to szczególnie wyraźne – choroba, operacja i późniejsze życie z woreczkiem szybko weryfikują, kto potrafi być obok, a kto znika, kiedy robi się mniej wygodnie.
To też czas, kiedy wiele osób ze stomią mocniej odczuwa samotność, wycofanie albo lęk przed bliskością. W walentynkowej narracji jest dużo par, serduszek i łatwych historii z filmowym wręcz happy endem, a mało miejsca na relacje, które musiały przejść przez coś trudnego. Mówienie o „swoim człowieku” w tym kontekście nie jest więc świętowaniem ideału, tylko przypomnieniem, że bliskość może wyglądać różnie – i nadal może być prawdziwa.

Walentynki są też dobrą okazją, by normalizować rozmowę o wsparciu. O tym, że związek czy przyjaźń po stomii nie polegają na bohaterstwie ani poświęceniu, tylko na codziennej obecności, akceptacji i rozmowie. Bez tego trudno wracać do życia – z randkami, wyjściami, planami i zwykłą radością.
Dlatego właśnie teraz warto powiedzieć głośno: dobrze mieć swojego człowieka. Nie tylko od święta.

„Swój człowiek” to nie luksus, tylko realna potrzeba
Uczucia są ważne. Te kłębiące się w stomiku również. Obecność bliskiej osoby w życiu stomika to nie dodatek ani walentynkowy banał. To element zdrowia psychicznego, pewności siebie i poczucia sprawczości. Nawet jeśli to tylko przyjaciel, który przychodzi z uśmiechem i kawą, jego obecność pomaga żyć dalej normalnie.
A jeśli tym przyjacielem jest partner, który akceptuje zmiany, wspiera i rozumie - wartość tego wsparcia jest nie do przecenienia.
Dobrze mieć swojego człowieka… i właśnie dlatego, z okazji Walentynek i bez okazji też – życzymy Wam drodzy Przyjaciele, jak najwięcej dobrych ludzi wokół.
Tekst: Iza Janaczek
Foto: archiwum Fundacji STOMAlife