Pełnia zrobiła swoje. Nie wiem, jak na Was, ale na mnie działa. To kolejny czas bezsennych nocy, które – paradoksalnie – mają też swoje dobre strony.
Siadłem więc przy nocnym świetle do komputera i pomyślałem, że skreślę kilka słów. Do kawy jeszcze co najmniej dwie godziny. Pewnie będzie mnie ciągnęło, żeby zrobić ją wcześniej, ale potrenuję silną wolę. Spróbuję wytrzymać chociaż do czwartej rano.
No i tyle z trenowania.
Ale co tam. Świat jest jednak piękny. Choćby dlatego, że można spotkać ludzi, którzy bez zbędnych ceregieli potrafią zainteresować się drugim człowiekiem. Czasem nawet zanim ten zdąży poprosić o pomoc.

„My wiemy, o co chodzi”
Mam wrażenie, że świadomość tego, czym jest stomia i jak wygląda życie ze stomią, jest dziś większa niż kiedyś. Patrząc wstecz, muszę zresztą przyznać, że ja sam przed operacją właściwie nie wiedziałem, czym jest stomia. Dowiedziałem się dopiero wtedy, kiedy temat zaczął dotyczyć mnie bezpośrednio.
Pamiętam sytuację z czasów, kiedy pracowałem w jednym z moich ulubionych miast – w Gdyni. Miałem już wtedy ileostomię. Poszedłem na obiad do nieistniejącej dziś tawerny przy Skwerze Kościuszki.
Czekając na zamówienie, poczułem, że worek się rozszczelnił. Kto ma ileostomię, ten wie, że takie rzeczy raczej nie umawiają się z człowiekiem na dogodną godzinę.
W dodatku właśnie zobaczyłem, że mój obiad zmierza w stronę stolika.
Powiedziałem więc kelnerce ściszonym głosem, że mam problem, worek stomijny puścił i muszę skorzystać z toalety. Nie zdążyłem nawet skończyć zdania.
– My wiemy, o co chodzi. Niech pan spokojnie zrobi, co trzeba, a ja zapakuję obiad na wynos.
Przyznam, że mnie zamurowało.
Nie było zdziwienia. Nie było pytań. Nie było niezręczności. Była zwyczajna, ludzka reakcja.
Do tej restauracji wracałem później jeszcze wiele razy. I tak, zostawiałem całkiem spory napiwek. Chociaż napiwki to temat na zupełnie inną opowieść.
Dużo się jednak zmieniło
Pamiętam też swoje pierwsze podróże do Kruszwicy i toalety na stacjach benzynowych z tamtych czasów. Dziś zatrzymujesz się na stacji i niektóre toalety są wyposażone tak, że człowiek chętnie widziałby podobne rozwiązania we własnym domu.
Coś się więc zmieniło. I chyba warto to zauważać.
Zmieniają się miejsca, zmienia się świadomość ludzi, coraz częściej wiadomo, czym jest stomia. To zasługa wielu osób: samych stomików, ich bliskich, organizacji pacjenckich, personelu medycznego i wszystkich tych, którzy przez lata po prostu o stomii mówili.
Oby tak dalej.
Zaakceptować stomię – łatwo powiedzieć
Ostatnio sporo czytałem o życiu ze stomią i zaskoczyło mnie, jak wiele osób ma trudność z jej zaakceptowaniem. Nie będę przytaczał konkretnych procentów, bo nie chcę podawać liczb bez pewności co do źródła.
Dało mi to jednak do myślenia.
Mnie udało się w jakiś sposób zaakceptować fakt, że żyję ze stomią. Być może zostanie ze mną już do końca życia. Dziś mogę powiedzieć coś, co już nieraz powtarzałem:
stomia jest obecnie moim najmniejszym problemem.
Nie znaczy to, że zawsze wszystko jest łatwe. Nie znaczy też, że każdy musi dojść do akceptacji tą samą drogą albo w tym samym czasie.
Ale stomia naprawdę nie musi zabrać całej reszty życia.
A tymczasem – morze
Są też dobre wieści.
Byłem nad morzem, w Ustce. Przywitałem się z Neptunem, który serdecznie Was pozdrawia i ostrzega przed jesiennymi sztormami – tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś planował jesienny wypoczynek nad Bałtykiem.
Morze jest piękne właściwie o każdej porze. Szum fal, ciepła bryza, trawy na wydmach, zachód słońca…
A wschody?
O wschodach już kiedyś wspominałem. Powiem tylko, że bywają równie ekscytujące, jeśli nie piękniejsze. Resztę zostawię jako niedopowiedzenie. Romantycy będą wiedzieli, o co chodzi. Podobno zresztą każdy ma w sobie coś z romantyka.
Do kawy proponuję dziś Siostry Melosik i „Coś nie tak!”.
Trzymajcie się. Cześć!
Radek Grabowski
PS. Czereśnia i ja
Na koniec ostatnia rymowanka z cyklu „W czereśniowym sadzie”.
I
Pięknie wygląda ten burgund czereśniowy,
owoc pięknie pachnie, jest taki dojrzały, lipcowy.
Wisi jak kolczyk na pięknym uszku, tuż obok listka,
dojrzał na słońcu, a przy poruszeniu gałązki widać tylko jego – reszta jest mglista.
II
Krwista czerwień przyprawia o zawrót głowy,
patrzysz na czereśni lico i nie możesz zjeść – nie ma mowy.
To koniec prawie i żywot tego owocu się kończy,
a czerwony sok po naciśnięciu delikatnie się sączy.
I ta chęć połknięcia kilku naraz…
Oj, nie wytrzymam i zjem je zaraz.
Jednej rzeczy bym nie robiła: nie usuwałabym historii z kelnerką. To jest właściwie najmocniejszy fragment całego tekstu i bardzo „STOMAlife” bez potrzeby dopisywania do niego edukacyjnych morałów. Pokazuje, czym w praktyce jest świadomość społeczna: człowiek mówi „worek stomijny puścił”, a po drugiej stronie słyszy po prostu „wiemy, o co chodzi”. To nawet nadaje się na zajawkę artykułu na FB.
Słupsk, 13 września 2026
Napisz komentarz