Stomia od kuchni. Nie radzę sobie psychicznie...

Sty 202616

Są momenty, w których wszystko wygląda dobrze. I jest dobrze. Ale tylko teoretycznie. Operacja za nami. Stomia wyłoniona. Sprzęt dobrany. Rana się goi. Lekarze mówią: teraz będzie już tylko lepiej. Wierzysz im i czekasz…

Mijają dni, tygodnie, miesiące, czasami lata. Wszystko idzie ku dobremu, a jednak czujesz, że w środku coś się nie zgadza.

nie-radze-sobie-1.jpg

Na początku, zaraz po operacji, myślałeś: „nie radzę sobie – nie udźwignę tego”. Gdy próbowałeś o tym mówić, słyszałeś: „to normalne”, „daj sobie czas”, „zobaczysz, wszystko się ułoży”. Tylko że czas mija, a nic się samo nie poukładało. Co w sumie jest zrozumiałe, bo „samo” rzadko kiedy dzieje się „samo” naprawdę.

W języku pocieszeń „samo” ma ogromną moc – potrafi przenosić góry. W realnym życiu nie ma jednak żadnej sprawczości. Dociera to do Ciebie coraz wyraźniej. Myślałeś, że poczekasz i jakoś to będzie.

Ale nie jest.

nie-radze-sobie-2.jpg

Coraz częściej w Twojej głowie pojawia się więc myśl znana już z pierwszych chwil ze stomią. Wypowiadasz ją cicho, szeptem, albo tylko układasz w głowie jak sygnał SOS: „nie ogarnę tego”, „nie dam rady”, „nie radzę sobie psychicznie”.

Dziś w „Stomii od kuchni” o emocjach tak trudnych, że potrafią zbudować wokół stomika szczelny mur – i o tym, jak można zrobić w nim wyłom.

nie-radze-sobie-3.jpg

Szok nowości, który nie mija od razu

Nawet jeśli ktoś przygotowywał się do operacji, czytał, rozmawiał i wiedział, co go czeka – skala nowości i tak potrafi uderzyć. Choć często z opóźnieniem. Dopiero w domu, po kilku dniach czy tygodniach, dociera, że nic nie jest już „jak wcześniej”.

Pojawia się nowa rutyna. Na początku nieporadna, pełna łez, frustracji i wpadek. Inne poranki, inne wieczory, inne planowanie wyjść z domu. Trzeba brać pod uwagę rzeczy, które wcześniej nie istniały: akcesoria, worki, kolejność podczas ich wymiany, dbanie o skórę w miejscu, które dotąd po prostu się myło pod prysznicem. Do tego dochodzą zapachy, dźwięki i stres przed awarią – zwłaszcza w miejscu publicznym.

nie-radze-sobie-4.jpg

To wszystko wymaga uwagi i energii. A przecież stomia to nie wszystko. Równolegle toczy się zwyczajne życie: rachunki, praca, rodzina, relacje. Czy dziwi więc kogokolwiek fakt, że w największym natężeniu „wszystkiego naraz” pojawia się myśl: „nie radzę sobie psychicznie”?

Faktem jest, że w przypadku stomii wiele rzeczy dzieje się bardzo szybko – szczególnie w pierwszych dniach po powrocie do domu. Faktem jest też, że za tym tempem często nie nadąża głowa.

I to jest jeden z najbardziej „niedopilnowanych” i „niezadbanych” aspektów życia ze stomią.

nie-radze-sobie-5.jpg

Samotność w głowie

Można być wśród ludzi i jednocześnie być bardzo samotnym. Bo jak opowiedzieć, że boisz się wycieku treści spod płytki w miejscu publicznym, skoro mało kto wie, że masz stomię? Jak przyznać, że wstydzisz się własnego ciała, nie wchodząc w szczegóły, których i tak nikt z zewnątrz nie zrozumie? Jak wyjaśnić, że rozważasz wycofanie się z towarzyskich czy romantycznych relacji, które kiedyś były naturalne i to z powodu, o którym nie chcesz mówić?

Z powodu narracji, że „stomia zwraca życie”, wielu stomików nosi w sobie poczucie, że „nie wypada narzekać”, że nie ma prawa czuć się źle. Skoro żyją, skoro operacja się udała, skoro „inni mają gorzej” – odzywanie się z wątpliwościami może być przecież odebrane jak nietakt. Taka narracja, choć często powielana w dobrej wierze, stosowana bez uważności zamyka usta i myśli w środku.

nie-radze-sobie-6.jpg

To duży błąd. Bo właśnie te niewypowiedziane myśli potrafią być najbardziej bezlitosne. Pojawiają się tuż po zdaniu: „nie radzę sobie”, i brzmią na przykład tak: – „nawet tu nie pasuję”, – „jestem problemem”, – „nikt nie rozumie, co przeżywam”, – „muszę poradzić sobie sama”.

Tymczasem samotność w głowie bywa trudniejsza niż sama obsługa stomii. To fakt, nie - modne hasło.

nie-radze-sobie-7.jpg

Brak dopasowania i zmęczenie próbami

Do codziennych zmian dochodzi jeszcze doświadczenie ciągłego testowania. Sprzęt, który u jednych działa idealnie, u innych zupełnie się nie sprawdza. Skóra reaguje inaczej, brzuch inaczej się układa, ciało ma własne tempo adaptacji. To wszystko rodzi frustrację i poczucie wyobcowania. W głowie pojawiają się myśli: – coś robię źle, – nie umiem zapamiętać kolejności, – inni radzą sobie lepiej, więc to ze mną jest coś nie tak, – nie ogarniam, widocznie „ten typ tak ma”.

nie-radze-sobie-8.jpg

Tymczasem prawda jest prostsza i jednocześnie bardziej wymagająca: do własnego komfortu psychicznego dochodzi się metodą prób i błędów. I każdy przechodzi tę drogę w innym tempie. Dlatego nie warto czekać, aż coś zmieni się samo. W przypadku stomii rzadko kiedy tak się dzieje. Nie ma jednej instrukcji obsługi dla wszystkich.

nie-radze-sobie-9.jpg

Prawdziwe wsparcie – takie, które rozumie i towarzyszy

Nie radzisz sobie. Rzeczywistość nie staje się prostsza tylko dlatego, że mija czas. To zdarza się częściej, niż się wydaje, i wcale nie oznacza, że „coś jest z Tobą nie tak”.

W takich momentach ogromne znaczenie ma kontakt z kimś, kto naprawdę rozumie, z czym się mierzysz. Z kimś, kto zna temat od podszewki, bo sam przez to przeszedł. Dlatego w Fundacji STOMAlife tak ważną rolę odgrywają wolontariusze – osoby żyjące ze stomią, znające Twoją codzienność nie z folderów ani mediów społecznościowych, lecz z własnego życia.

nie-radze-sobie-10.jpg

Rozmowy w grupie wsparcia często są pierwszym miejscem, gdzie można powiedzieć wszystko bez ocen i bez tłumaczenia się. Padają tam zdania: „też tak miałem”, „też się bałam”, „to minęło, ale nie od razu”. To również przestrzeń, w której można po prostu być i słuchać – aż przyjdzie gotowość na mówienie.

nie-radze-sobie-11.jpg

Nasza grupa wsparcia to jednak nie tylko internetowe wpisy i awatary. To także spotkania poza ekranem: wspólne kawy, wyjścia w góry, czas spędzany nad wodą. Zwyczajne bycie razem, bez presji udawania i bez konieczności tłumaczenia się ze stomii. Dla wielu osób właśnie te chwile przywracają poczucie normalności i pokazują, że życie ze stomią nie musi zamykać. Wręcz przeciwnie, może stopniowo otwierać na świat.

nie-radze-sobie-12.jpg

Masz prawo nie dawać rady

„Nie radzę sobie psychicznie” to nie modne hasło ani etap do odhaczenia. To zwykłe, ludzkie stwierdzenie faktu: jest ciężko. Czasem za ciężko jak na jedną osobę, jeden organizm i jedną głowę.

Stomia potrafi odebrać poczucie przewidywalności, zmusić do ciągłej czujności i zabrać radość z rzeczy, które wcześniej były oczywiste. I to nie znika tylko dlatego, że ktoś z boku mówi: „dasz radę”, „musisz się przyzwyczaić”, „inni mają gorzej”.

Masz prawo być zmęczony/a. Masz prawo mieć dość. Masz prawo nie wiedzieć, jak to wszystko poukładać. To nie jest oznaka słabości ani porażki. To znak, że w Twoim życiu wydarzyło się lub wciąż się dzieje coś naprawdę trudnego.

nie-radze-sobie-13.jpg

Jeśli dziś jedyne, na co Cię stać, to przyznać przed sobą, że nie jest dobrze – to wystarczy. Od tego momentu można zacząć szukać realnego wsparcia: rozmowy, obecności drugiego człowieka i zrozumienia zamiast „dobrych rad na wyrost”.

Drogi Przyjacielu Stomiku, nie musisz tego wszystkiego dźwigać sam. Jesteśmy tu po to, by było Ci lżej. Pamiętaj, że z tematem stomii nikt nie musi mierzyć się w pojedynkę. Ty również nie musisz.

Tekst: Iza Janaczek
Foto: archiwum Fundacji STOMAlife.

Dzisiejsza galeria to migawki z naszych wspólnych chwil, chwil gdy Stomicy ramię w ramię pokonują swoje lęki, wspierają się ale też – doskonale bawią.

Znajdź nas na
Znajdź nas na
Znajdź nas na