Sty 202612
Są takie dni, w których – przynajmniej na papierze – wszystko jest w porządku. Wyniki bez zmian, sprzęt dobrany, stomia wygląda „jak zawsze”, skóra spokojna. A jednak od rana coś nie gra. Woreczek przeszkadza, brzuch reaguje inaczej niż zwykle, ciało jest napięte, a głowa nie ma cierpliwości nawet do najprostszych czynności.

Dni, w których nic wyraźnie się nie psuje, a mimo to, nic nie chce działać tak, jak powinno, są w życiu ze stomią zaskakująco częste.
W tej odsłonie „Stomii od kuchni” warto przyjrzeć się właśnie takim momentom. Nie awariom i kryzysom, ale dniom „pomiędzy”, kiedy teoretycznie jest dobrze, a praktycznie – niekomfortowo. Zwłaszcza, że takie dni się zdarzają i nikt z tego powodu nie powinien czuć się „nie-stoma-sprawnym”.

Po pierwsze - rutyna nie jest ważna
Rutyna w życiu ze stomią jest ogromnym wsparciem. Powtarzalność pór posiłków, sprawdzone sposoby pielęgnacji, znany sprzęt i wypracowane nawyki dają poczucie kontroli i bezpieczeństwa. Dzięki nim wiele czynności odbywa się niemal automatycznie, bez ciągłego analizowania każdego ruchu.
Problem w tym, że nawet najlepiej zbudowana rutyna nie działa w próżni. Jest zależna od kondycji organizmu, emocji, poziomu zmęczenia, snu, nawodnienia i wielu drobnych czynników, które zmieniają się z dnia na dzień. Gdy któryś z tych elementów wypada z rytmu, cała układanka może się na chwilę rozsypać. Mimo destabilizacji, które po prostu czasami się zdarzają, to właśnie rutyna stanowi bezpieczny port. Wyuczone czynności, sprawdzone, znane sprzęty ratują „zły dzień”, a już na pewno – nie dokładają cegiełki do tego, by był jeszcze gorszy.

Gdy ciało mówi „dziś nie współpracuję”
Dni „nic mi dziś nie pasuje” rzadko mają jedną, wyraźną przyczynę. Często są efektem nałożenia się drobiazgów: gorszej nocy, zmiany pogody, stresu, niewielkiej modyfikacji diety albo zwykłego przeciążenia organizmu. Są pory roku, gdy jesteśmy na nie bardziej narażeni, są też sytuacje, które je wywołują. To nie oznacza jednak, że stomia „zaczęła sprawiać problemy” ani że rutyna była źle zbudowana. Raczej pokazuje, że ciało nie zawsze funkcjonuje według tego samego schematu, nawet jeśli bardzo byśmy tego chcieli. I warto mieć tego świadomość.
Takie „gorsze” sytuacje wcale nie dowodzą, że z nami „coś nie tak”, że jesteśmy „mniej wdzięczni”, „przesadzamy”, albo – o zgrozo: „czepiamy się byle czego”. To oznacza, że jak każdy człowiek, mamy gorsze dni. I warto mieć dla równowagi świadomość tego, że one miną, dlatego nie warto obwiniać się i oskarżać, że: „nie dajemy rady”… Dajemy, tylko czasami potrzebujemy chwilki, by sobie o tym przypomnieć.

Sprzęt ten sam, komfort inny
W dniach, gdy wszystko idzie nie tak, często „obrywa się” również sprzętowi. Choć go znamy, bo to sprzęt, który wczoraj był zupełnie bez zarzutu, dziś uwiera, przeszkadza, daje poczucie dyskomfortu. To doświadczenie dobrze znane wielu osobom ze stomią. Tymczasem, choć rzadko o tym myślimy, na komfort noszenia sprzętu stomijnego wpływają nie tylko jego parametry techniczne, ale też stan skóry, napięcie mięśni brzucha, ilość nagromadzonych w nim gazów, poziom nawodnienia a nawet postawa ciała. Niewielkie zmiany w organizmie mogą sprawić, że to, co wczoraj było neutralne, dziś staje się irytujące. W takich momentach warto zrobić krok w tył: odpuścić ocenę, przypomnieć sobie, że ciało ma prawo reagować inaczej każdego dnia i potraktować chwilowy dyskomfort jako sygnał, a nie porażkę. Jeśli jest na to przestrzeń, warto w takiej chwili zrobić sobie pauzę, zmienić pozycję ciała, zdrzemnąć się, wyjść na spacer, zjeść coś dobrego. „Przeczekanie” gorszego momentu bez ingerencji w niego, to metoda, która w większości przypadków sprawdza się idealnie.

Głowa też ma swój udział
Trudno mówić o „gorszych” dniach bez uwzględnienia psychiki. Zmęczenie emocjonalne, nadmiar obowiązków, brak przestrzeni na odpoczynek, czy poczucie presji, potrafią znacząco obniżyć tolerancję na bodźce. Wtedy nawet drobny dyskomfort odczuwany ze strony stomii urasta do rangi dużego problemu. To nie jest dowód na „brak radzenia sobie”. To naturalna reakcja organizmu, w którym ciało i psychika są ze sobą ściśle powiązane.

Co pomaga w takich dniach? Choć dni „nic mi dziś nie pasuje” bywają trudne, nie wymagają zazwyczaj radykalnych działań. Często skuteczniejsze są drobne korekty:
Czasami wystarczy:
Jeśli to możliwe, warto odłożyć „na później” decyzje i działania wymagające dużych nakładów energii. Czasem najlepszym wsparciem dla organizmu jest zgoda na to, że dany dzień po prostu nie jest „ten właściwy”.

Rutyna to plastyczny proces, nie beton
I naprawdę dobrze jest od czasu do czasu sobie o tym przypominać. Życie ze stomią uczy, że rutyna nie jest sztywną konstrukcją, ale elastycznym procesem – planem, który należy modyfikować, w oparciu o codzienne sygnały wysyłane przez ciało. Rutyna ma pomagać, a nie dodatkowo obciążać. Dni, w których nawet ona nie działa rutynowo, nie przekreślają jej wartości. Przypominają raczej, że każda rutyna potrzebuje czasem korekty i dostosowania do aktualnych możliwości organizmu, a elastyczność w podejściu jest tak samo ważna, jak sama konsekwencja.

„Gorsze dni” są ok. To normalność, a nie anomalia.
Najważniejsze w takich momentach jest uznanie, że one się zdarzają. Nawet wtedy, gdy wszystko „powinno” działać. Nawet po latach życia ze stomią. Nie są sygnałem cofania się ani porażki w adaptacji.
Dni „nic mi dziś nie pasuje” są częścią codzienności – takiej samej, w której są też dni lekkie i spokojne. I bardzo często mijają szybciej, gdy zamiast z nimi walczyć, pozwolimy sobie na pauzę i brak reakcji.

Życie ze stomią – tak jak życie bez niej – ma swoje wzloty i spadki. I to właśnie akceptacja tych chwil, a nie ciągła walka o idealny dzień, pozwala naprawdę poczuć komfort, pewność siebie i spokój w codzienności. Nawet gdy rutyna chwilowo „się sypie”, warto pamiętać, że z właściwym nastawieniem gorszy dzień będzie po prostu „gorszym, dniem” a nie katastrofą życia. Każdy, naprawdę każdy z nas ma kolekcję dni „na nie”. I każdy pamięta z własnego doświadczenia, że one się kończą i przychodzą te „całkiem ok”, przyzwoite lub – te naprawdę wspaniałe. Najważniejsze to, gdy coś idzie nie tak – uwierzyć, że to nie koniec świata, lecz dzień, w którym po prostu trzeba trochę odpuścić.

A jeśli, drogi Przyjacielu Stomiku „gorsze dni” zdarzają Ci się częściej niż jesteś w stanie zaakceptować, skontaktuj się z nami. Z tematem stomii nikt nie musi i nie powinien zostawać sam. Ty także nie musisz.
Tekst: Iza Janaczek
Foto: archiwum Fundacji STOMAlife, blog Med4Me oraz pexels.