Stomia od kuchni. A w tym roku będę po prostu szczęśliwa

Sty 202602

W tym roku będę po prostu szczęśliwa. I spełniona. I pełna dobrych emocji. Nie „silna”. Nie „dzielna”. Nie „taka, która daje radę, mimo wszystko”. W tym roku chcę być po prostu szczęśliwa, czyli pełna spokoju i pewności, że wszystko jest tak, jak trzeba i że znów żyję, a nie – zaledwie funkcjonuję. Bez: „w drodze wyjątku” i bez konieczności tłumaczenia się światu, że mam do tego prawo.

bede-szczesliwa-1.jpg

Myślę, że takie życzenie „do natychmiastowego spełnienia” należy się wszystkim stomiczkom i wszystkim stomikom. Bo przecież silni jesteśmy. Dzielni – też. Dajemy radę. Bierzemy co trzeba na klatę. Kiedy trzeba, zmagamy się z życiem i zaciskamy zęby, gdy boli – zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Skoro więc stoma mocarność mamy już opanowaną do perfekcji, czas poćwiczyć coś innego: spokój, luz i radość.

bede-szczesliwa-2.jpg

Szczęście nie jest przywilejem

Dla wielu stomików szczęście jawi się jako coś warunkowego. Coś, co przychodzi dopiero „po”. Po wyzdrowieniu. Po zamknięciu kolejnego etapu. Po oswojeniu nowego życia. Wtedy, gdy już nic nie będzie bolało – ani w ciele, ani w głowie. Tymczasem życie ze stomią bardzo szybko pokazuje, że takie myślenie zwyczajnie nie działa. Bo jeśli szczęście ma czekać na moment, w którym „wszystko będzie idealnie”, to może nie nadejść nigdy. A my razem z nim możemy utkwić w wiecznym zawieszeniu.

Dlaczego? Bo ze stomią bywa inaczej. I nie zawsze jest tylko dobrze, lekko i różowo. Czasem jest po prostu trudniej. A wtedy zamiast szczęścia pojawia się jedynie ulga – że dziś nie jest gorzej. A szkoda, bo wcale tak „minimalistycznie” być nie musi.

bede-szczesliwa-3.jpg

Pogódź się, bo lepiej nie będzie” – naprawdę?

Do tego dochodzi jeszcze jedno zdanie, które wielu stomików słyszało przynajmniej raz: „pogódź się, bo lepiej nie będzie”. Często przyjmujemy je za pewnik. Bez sprawdzenia. Bez zadania sobie pytania, czy to w ogóle musi być prawda. To wielkie niedopatrzenie, zwłaszcza, że zgoda na takie półśrodki powoduje, że oddalamy się od tego, co buduje nasz prawdziwy, długotrwały dobrostan. Najgorsze jednak jest to, że nierzadko akceptujemy tę wersję rzeczywistości bez słowa sprzeciwu – nie dopuszczając nawet myśli, że może być inaczej. A bardzo często – jest.

bede-szczesliwa-4.jpg

Szczęście to spokojna codzienność

Życie ze stomią to nie jest historia o jednej decyzji. To wiele historii – dokładnie tyle, ilu jest samych stomików. I każda z nich jest inna. Tak jak i każda droga do szczęścia.

I by nie wpadać w górnolotne, romantyczne eufemizmy warto uściślić, co w tym artykule kryje się pod roboczym hasłem: „szczęście”.

Szczęście to poczucie spokoju i zadowolenia. Trwałe i długofalowe utkane jest z dobrej codzienności. Codzienność stomika to z kolei ciąg wyborów – codziennych, drobnych, czasem niewidocznych dla innych, choć wcale przez to nie łatwiejszych.

  • Czy dziś wyjdę z domu, czy zostanę, by nie ryzykować?
  • Czy założę elegancką sukienkę, czy raczej „bezpieczne” spodnie?
  • Czy prześpię całą noc, czy znów zdarzy się awaria?
  • Czy powiem głośno, że jest mi trudno, czy znów udam, że wszystko mam pod kontrolą?

O ile małe troski złożone w całość tworzą balast trudny do udźwignięcia, o tyle małe codzienne kompromisy – są w stanie balast ów uczynić lżejszym i łatwiejszym do niesienia. Warto więc się na nie wyczulić, jak? Ucząc się akceptacji siebie i swojego nowego życia.

bede-szczesliwa-5.jpg

Akceptacja to początek, a nie finał

Droga do stoma szczęścia – a właściwie do poczucia codziennego spokoju – to wyboista, kręta ścieżka, a nie szeroka, wielopasmowa autostrada. Wie o tym każdy stomik. Na jej początku często pojawia się brak zgody na nową codzienność, smutek, rozczarowanie, żałoba po dawnym życiu i strach, że coś zaczęło się zmieniać, a Ty nie do końca wiesz, czy umiesz i czy chcesz to wziąć jak swoje.

Akceptacja rzadko przychodzi nagle. Najczęściej jest efektem małych zgód, ustępstw i kompromisów, na które idzie się z samym sobą, z życiem, otoczeniem i własną stomią. I dobrze jest nie oponować, gdy zaczyna się pojawiać mała odwilż we własnym poczuciu krzywdy, bo to moment, w którym przestajemy się ze sobą siłować. A stąd już naprawdę blisko do pracy nad odzyskaniem kontroli nad własnym życiem – i do codziennego, zwykłego stoma spokoju.

bede-szczesliwa-6.jpg

Szczęście bez fajerwerków, za to w wersji: codzienne

Szczęście w życiu ze stomią rzadko ma postać fajerwerków. Częściej jest ciche. Niewidowiskowe. Ukryte w detalach, które z zewnątrz wyglądają zupełnie zwyczajnie. Czym one są? By wymienić tyko niektóre: to spokojny poranek bez nerwów i stresu, to wyjście z domu bez planu awaryjnego w głowie, to ubranie, zakładane dlatego, że je lubimy, a nie dlatego, że jest jedyną, która maskuje worek, to spokojny sen bez awarii, skóra bez bólu i podrażnień a także moment, gdy przestajemy odmierzać dzień skalą: „dało się go przeżyć”.

bede-szczesliwa-7.jpg

Normalność? Tak, ale - na własnych zasadach

W momencie gdy przestajemy się siłować z tym, czego nie da się zmienić pojawia się wręcz namacalna zmiana perspektywy. Akceptacja nowej normalności sprawia, że poczucie zadowolenia z życia, czyli swoiste szczęście przestaje być nagrodą za bycie dzielnym. Nie jest już czymś, na co trzeba zasłużyć cierpieniem, wytrwałością albo heroiczną postawą. Staje się prawem do normalności – tej na własnych zasadach.

bede-szczesliwa-8.jpg

Dobrostan zamiast iluzji

Życie ze stomią uczy jeszcze jednej ważnej rzeczy: że dobrostan nie zawsze oznacza brak problemów. Czasem oznacza umiejętność reagowania na nie bez poczucia, że cały świat właśnie się wali. Oznacza również zaufanie do siebie – do tego, że nawet jeśli coś pójdzie nie tak, i tak sobie poradzisz. Może nie idealnie. Może nie bez trudniejszych emocji. Ale wystarczająco, by iść dalej.

Szczęście stomika to nie przysłowiowa gwiazdka z nieba, nie jest też oderwanym od realiów świętym Graalem. Nie polega na udawaniu, że stoma nie istnieje. Polega na tym, że przestaje ona być centrum dowodzenia całym życiem. Zajmuje swoje miejsce – ważne, wymagające uwagi, ale - nie dominujące. Takie otwarte podejście niezamykające się na to co poza stomią, pozwala przeżywać życie naprawdę i na bieżąco modyfikować to, co stanowi jego codzienną treść.

bede-szczesliwa-9.jpg

Życie dzieje się teraz

Lepsze zaczyna się wtedy, gdy przestajemy żyć w trybie ciągłego „kiedyś”. Kiedyś będzie lżej. Kiedyś się przyzwyczaję. Kiedyś zacznę żyć naprawdę. Kiedyś to fałszywy trop - życie – także to ze stomią – dzieje się teraz. Nie po zamknięciu etapu. Nie po spełnieniu warunków. Nie wtedy, „gdy się człowiek przyzwyczai”. Życie dzieje się teraz. Dokładnie w tym momencie, w którym jesteśmy. Im szybciej to dostrzeżemy i zrozumiemy, tym szybciej zaczniemy tworzyć codzienność pełną dobrych momentów.

Dlatego myśl o byciu szczęśliwą „w tym roku” nie jest ani naiwna, ani zbyt śmiała. Jest bardzo konkretna. Oznacza zgodę na to, by nie odkładać siebie na później. By nie zawieszać emocji do odwołania i nie czekać, aż coś drgnie samo. Bo przecież mamy te stomię, tak? I mamy ją najczęściej dlatego, że bez niej nie byłoby już nic. Zatem – co stoi na przeszkodzie by się z nią choć zakolegować, jeśli już nie polubić?

bede-szczesliwa-10.jpg

Pomyśl o sobie ciepło

Nie redukujmy własnych potrzeb do minimum tylko dlatego, że ciało postawiło nowe warunki. Układajmy nową rzeczywistość małymi krokami. To właśnie one budują spokój i poczucie szczęścia.

Szczęście w życiu stomika często zaczyna się od prostego pytania: jak zagospodarować tę nową rutynę, by była dodatkiem, a nie centrum życia?

Jak?

Na dobry początek pomyśl o sobie ciepło. Bez gniewu i poczucia krzywdy. Nie w kategorii ofiary, lecz kogoś, kto wiele przeszedł i wciąż idzie dalej. Stomia – choć bywa postrzegana jak pyrrusowe zwycięstwo – bardzo często okazuje się pomostem do dalszego życia.

Czy dobrego? To w dużej mierze zależy od podejścia do własnego szczęścia. Warto więc powiedzieć to sobie otwarcie: bycie szczęśliwą lub szczęśliwym ze stomią nie jest aktem odwagi ani przywilejem dla nielicznych. Jest aktem troski o siebie. A ta – wbrew pozorom – jest jedną z najzdrowszych decyzji, jakie można podjąć.

Dlatego w tym roku – po prostu – warto pozwolić sobie na szczęście. Skoro silni już jesteśmy, dzielni też – czas na spokój ducha i codzienny spokój głowy.

Tekst: Iza Janaczek
Zdjęcia: archiwum Fundacji STOMAlife.
Dzisiejsza galeria to portrety kobiet, które pokazują, że codzienna odwaga i siła może iść w parze z poczuciem wewnętrznego spokoju.

Znajdź nas na
Znajdź nas na
Znajdź nas na