Ruszam w świat tanecznym krokiem

Rozmowa z Aleksandrą Zdeb

Dzień Dobry Olu. Bardzo się cieszę, że w zapisanych maczkiem kalendarzach znalazłyśmy dzień, by móc spokojnie ze sobą porozmawiać. Bardzo czekałam na tę rozmowę, proszę, byś na początku sama przedstawiła się Czytelnikom.

Ja również Cię witam i bardzo się cieszę, że będę mogła kilka słów powiedzieć o sobie odbiorcom kwartalnika „ Po prostu żyj” . Nazywam się Ola Zdeb. Pochodzę z Lublina, gdzie studiowałam fizjoterapię.

Następnie kilka lat mieszkałam w Warszawie i jest to zdecydowanie jedno z moich ulubionych  miejsc na świecie. Potem około 1,5 roku mieszkałam w Londynie, a w tym roku ze względu na zmiany w moim życiu prywatnym i zdrowotnym znowu mieszkam w domu rodzinnym. Jako niespokojna dusza prawdopodobnie niedługo wrócę do Warszawy. Chyba, że mój wiatr w żagle powieje silniej i polecę za marzeniami do Paryża albo Barcelony.

Pytanie o wiek stało się w tym roku nieco trudniejsze, bo kilka miesięcy temu skończyłam 30 lat i trochę się przekroczeniem tej magicznej granicy stresowałam, ale jak się okazało, strach miał wielkie oczy, nic się nie zmieniło, a szczerze mówiąc, nadal czuję się na dużo mniej, niż pokazuje metryka.

Moja najbliższa rodzina to oprócz mnie trzy osoby - rodzice (tata pracuje zawodowo, a mama zajmuje się domem) oraz młodsza o cztery lata siostra Agnieszka. Odkąd pamiętam, w naszym domu towarzyszą nam czworonogi. Tak samo jest teraz, mamy uroczy zestaw składający się psa i kota.

DSC07582.jpg

Marzenia to słowo klucz otwierające drzwi do szczęśliwego, spełnionego życia. O czym marzyła mała Ola? Czy marzenia z dzieciństwa się spełniły? A o czym marzy młoda kobieta- Aleksandra?

Wydaje mi się, że mała Ola miała wiele szybko zmieniających się marzeń. Raz chciałam być piosenkarką, innym razem lekarką. Chciałam jeździć konno, a potem grać na pianinie. Kiedy zaczęłam tańczyć, większość moich marzeń i celów dosłownie i w przenośni zaczęła kręcić się…na parkiecie. Bardzo konsekwentnie trenowałam i realizowałam kolejne cele. Taniec nauczył mnie nie tylko koordynacji i poczucia rytmu, ale dużej samodyscypliny i organizacji.

A o czym marzy Aleksandra? Chyba też ma wiele różnych marzeń. Lubię powiedzenie, że trzeba marzyć tak ogromnie, że nie każdy człowiek obok te wielkie marzenia zrozumie. Na pewno mam wiele marzeń związanych z tańcem oraz długą listę miejsc na świecie, które chcę zobaczyć. Oprócz tego moim marzeniem jest jak najzdrowszy brzuszek. To marzenie na pewno pomogłoby mi zrealizować wszystkie inne.

Przez moment robi mi się smutno, gdy moim rozmówcom zadaję pytania o choroby. Jest to jednak bardzo istotny moment naszych rozmów. Prawdopodobnie nigdy byśmy się nie poznały, gdyby nie szeroko rozumiane problemy jelitowe. Publikując wywiady w gazecie w dużym stopniu dedykowanej stomikom , nie mamy zamiaru tematyką problemów zdrowotnych martwić czytelników, a wręcz przeciwnie pokazywać bohaterów, którzy w rozmaity sposób radzą sobie z chorobami, realizują marzenia i żyją pełnią życia. Ty Olu idealnie pasujesz do tej charakterystyki.

Dziękuję Ci bardzo. Potwierdzam, że tak staram się żyć, choć choruję na WZJG całe moje “dorosłe życie” .Pierwsze objawy pojawiły się miesiąc po moich 18 urodzinach. Nie wiem, co mogło spowodować wystąpienie ich akurat wtedy, bo nie przypominam sobie, żebym przeszła wtedy jakąkolwiek stresującą sytuację, zmianę, etc. Zaczęło się typowo, od częstych wizyt w toalecie i bólu brzucha, a gdy leki od lekarza rodzinnego nie działały, zgłosiłam się do gastrologa i na szczęście bardzo szybko zostałam zdiagnozowana. Zostało wdrożone pierwsze leczenie. 

Przebieg mojej choroby był średnio zaawansowany - często wpadałam w umiarkowane zaostrzenia, gdzie ratowano mnie sterydami, od których stałam się zależna, więc spróbowano immunosupresji i pierwszej biologii. Nie uzyskałam chyba nigdy pełnej remisji endoskopowej, ale po leczeniu biologicznym miałam dwa- trzy lata remisji objawowej i to był jedyny czas, kiedy miałam “spokój.”

Duże problemy z moim zdrowiem zaczęły się około dwóch lat temu, kiedy przy kolejnych zaostrzeniach przestałam reagować na kolejne podawane mi serie leczenia biologicznego. Przeszłam każdy dostępny program lekowy i nic nie wprowadziło mnie w remisję. Została mi jedynie operacja, przed którą broniłam się najdłużej jak mogłam. Finalnie doszło do niej w maju 2024 roku.

Choroba na pewno w jakimś stopniu wpłynęła na moje życie. Obawy i chęć bycia blisko domu i znajomych lekarzy powstrzymała mnie przed wyjechaniem na studia do innego miasta. Nigdy jednak nie powstrzymała mnie przed realizowaniem mojej największej pasji czyli tańca i podróżowaniem po dużej części Europy, więc jestem bardzo dumna, że mój upór nie pozwolił mi siedzieć w domu i zapomnieć o marzeniach. Oczywiście były ciężkie momenty, kiedy musiałam sobie radzić z bólem i dyskomfortem, jakiego nikt obok mnie nie odczuwał. Wiele razy musiałam ubrać kostium i wyjść na scenę mimo tego bólu, mimo tego, że przed chwilą źle czułam się w toalecie, ale nawet gdybym miała przejść przez to wszystko jeszcze raz, zrobiłabym to samo.

DSC07509.jpg
 
DSC07825.jpg
 

 Wyłonienie stomii. Milowy krok w życiu każdego, kto tego doświadczył. Jak go przeżyłaś? Fizycznie i psychicznie?

O stomii usłyszałam już kilka lat temu. Lekarze mówili mi że “muszę mieć z tyłu głowy myśl, że jeśli nic nie zadziała, to stomia jest jedną z opcji, którą muszę wziąć pod uwagę”. I pewnie jak większość, w ogóle nie chciałam o tym słyszeć, szczególnie jako młoda, sprawna, aktywna dziewczyna. Nie dopuszczałam myśli, że taki prezent dostanę od życia na moje 30 urodziny. Byłam pewna, że w takim przypadku moje życie, szczególnie to taneczne, definitywnie się zmieni. 

Doszłam jednak do takiego momentu w moim zdrowiu i samopoczuciu, że jedyne co mogłam robić, to leżeć w łóżku. Pojawiły się bardzo bolesne i uciążliwe komplikacje. W mojej głowie zaczęły pojawiać się myśli, że może to życie z workiem choć nie będzie idealnym wyjściem, to da mi szansę na ŻYCIE, na powrót do normalnego jedzenia, chodzenia, aktywności, pracy, spotykania znajomych, może nawet tańca? Operację miałam zaplanowaną na koniec czerwca 2024 roku, ale ból i dolegliwości sprawiły, że trafiłam na SOR i operację wyłonienia stomii przeszłam już w połowie maja. Wtedy naprawdę chciałam, żeby odbyła się jak najszybciej. Gdy po operacji zobaczyłam, jak szybko wracam do normalnego funkcjonowania, jak nabieram sił fizycznych i psychicznych ani przez moment nie żałowałam tej decyzji.

W szpitalu poznałaś Patryka Boguckiego, naszego Wolontariusza z województwa lubelskiego. Jak wspominasz spotkanie z nim?

Spotkanie z Patrykiem to była zdecydowanie jedna z najserdeczniejszych chwil w moim ponad miesięcznym pobycie w szpitalu. Kręciłam się po korytarzach i kojarzyłam go z widzenia, ale tak naprawdę to kochane panie pielęgniarki zaaranżowały nasze spotkanie, po tym, jak widziały, że oboje nudzimy się w swoich salach. Takim sposobem pewnego dnia po prostu przyszłam na salę Patryka i zaczęliśmy rozmawiać. Oboje czuliśmy, jakbyśmy znali się od zawsze. Patryk opowiedział mi historię swojego życia, ja jemu swoją i od tego momentu siedzieliśmy na swoich salach codziennie. Był tak ogromnym wsparciem, odpowiadał na każde moje pytanie dotyczące stomii, rozweselał mnie, kiedy dopadały mnie „dołki” i myślałam, że moje problemy nigdy się nie skończą. Razem z moją rodziną siedział przy moim łóżku tuż przed operacją i zaraz po. Czasami budziłam się rano, a on już był u mnie w odwiedzinach. Jedliśmy razem posiłki, chodziliśmy na spacery i narzekaliśmy na to, ile mamy kroplówek. To on powiedział mi o grupach wsparcia dla stomików, zapisał mnie do Różowej Drużyny Fundacji Stomalife. Dzięki niemu poznałam wiele osób ze stomią . Był i nadal jest dla mnie ogromną inspiracją i źródłem energii. Widziałam piękny teledysk do piosenki „ Ławeczka” Michała Zabłockiego z udziałem m.in. lubelskiej ekipy- Patryka, Olgi, Filipa. Są po prostu wspaniali. Wierzę, że teraz, kiedy jestem w domu, uda mi się z nimi spotkać i jeszcze bliżej zakumplować. Czytałam także, że oboje z Patrykiem jesteście w gronie wolontariuszy. Gratuluję i powiem, że jesteście do tej roli stworzeni. Może i ja będę mogła zostać taką wolontariuszką w przyszłości?

Myślę Olu, że ty także do roli wolontariusza jesteś stworzona, a nawet bez ukończonego kursu doskonale pasujesz do osób, które nazywamy Bratnimi Duszami.

Dziękuję za miłe słowo. Myślę, że doskonale się rozumiemy, bo ja pomaganie mam w genach i jest to dla mnie stan naturalny, że tak powiem.

DSC07691.jpg
 
DSC07739.jpg
 

Cierpliwość czytelników wystawiam na dość trudną próbę dopiero teraz pytając Cię o pasje, zainteresowania, zawód- czyli po prostu o taniec!

Taniec w moim życiu towarzyszy mi od dziecka. Oglądałam programy telewizyjne, piękne stroje, choreografie, i chciałam też tak tańczyć! Dzięki moim rodzicom trafiłam do szkoły tańca towarzyskiego kiedy miałam około 10 lat i od tego momentu nigdy już nie przestałam tańczyć. Tańczyłam taniec towarzyski sportowo przez następne 9 lat, a potem z różnych przyczyn zmieniłam styl na salsę - a gdy odkryłam zouka brazylijskiego i lambadę to wiedziałam, że znalazłam to czego szukałam. Łatwo policzyć, trudniej uwierzyć, że tańczę już 20 lat, czyli 2/3 mojego dotychczasowego życia.

Lambada to słowo niezupełnie mi obce, choć ze zdefiniowaniem tego słowa na pewno miałabym problem. Natomiast na temat zouka brazylijskiego nie wiem nic. Czy mogłabyś czytelnikom przybliżyć trochę tę tematykę? Opowiedz na czym polegają, skąd się wywodzą, co wyrażają i czym się od siebie różnią te tańce?

Lambada i zouk brazylijski to dwa pokrewne tańce. Często używamy określenia, że lambada jest "matką" zouka brazylijskiego. Kiedy opowiadam o tych tańcach, często spotykam się dokładnie z taką reakcją - lambada jest jakoś kojarzona, choć zwykle jest to skojarzenie pochodzące z teledysków z lat 80 i 90tych, w których partnerki wykonywały mocno "akrobatyczne" ruchy do szybkiej muzyki, do tego w bardzo charakterystycznych strojach. Współczesna lambada wygląda inaczej - jest ustrukturowana, bezpieczna, piękna. Polega na interakcji partnerów, odczytywaniu sygnałów i odpowiadaniu na nie, jest wesoła i energetyczna. Charakterystyczne są ruchy głowy partnerki.

Zouk brazylijski natomiast powstał w momencie, gdy lambada traciła na popularności w Brazylii. Zachowano idee pochodzące z tego tańca, jednak zaczęto tańczyć go do nieco wolniejszej muzyki, bardziej scenicznie i liniowo i tak powstał nowy rodzaj tańca, który coraz bardziej zyskuje na popularności.

Na początku rozmowy wspomniałaś o przeprowadzce z Lublina do Londynu. Domyślam się, że miało to związek z tańcem?

Tak i jak to często bywa, zaczęło się od cudownego splotu wydarzeń. Kilka lat po rozpoczęciu nauki zouka w Warszawie dostałam propozycję prowadzenia zajęć.

Z uczennicy do instruktorki?

Myślę, że właśnie tak należy to nazwać. Co ciekawe, nigdy nie myślałam, że chcę uczyć i nigdy nie wyobrażałam sobie, że cała moja kariera tak się potoczy. Po kilku latach prowadzenia zajęć tanecznych w Warszawie, dostałam ciekawą propozycję współpracy z partnerem mieszkającym na stałe w Londynie i pomyślałam, że może życiu czasem trzeba powiedzieć “TAK” i zobaczyć, jakie drzwi otworzą się jako następne? Tak zaczęłam trenować z moim partnerem i zaczęliśmy uczyć w obu krajach, w których mieszkaliśmy, czyli w Anglii i w Polsce. Potem propozycje zaczęły spływać z wielu innych krajów Europy. Gdy to mówię, aż ciężko mi uwierzyć, że to się wydarzyło, bo było to marzenie, o którym chyba nawet nigdy nie pomyślałam, by wypowiedzieć je na głos, bo było tak abstrakcyjnie, zwłaszcza w kontekście moich problemów zdrowotnych.

DSC07857.jpg
 
DSC07873.jpg
 

Jak sama widzisz, życiu trzeba szeroko otwierać drzwi, a ja tylko mogę potwierdzić, że robię kolejny wywiad do naszej gazety z inspirującą bohaterką i prawdziwie waleczną dziewczyną. A jak obecnie wygląda Twoje życie?

Obecnie jestem w domu rodzinnym i nadal zmagam się z kilkoma problemami jelitowymi - prawdopodobnie przejdę niedługo jeszcze jedną operację, będę musiała dostosować się do kolejnych zmian w moim ciele, a to jako tancerce na pewno nie przychodzi łatwo. Nie mogę się jednak doczekać, aż moja sytuacja zdrowotna się poprawi i będę mogła wrócić na pełnych obrotach do moich planów.

Rozwiń hasło „ plany”, jeśli możesz. Czy chodzi o turnieje, pokazy, kursy? Na czym polegają, kto w nich uczestniczy? Jak można się zapisać na zajęcia z Tobą?

Świat taneczny ma wiele do zaoferowania. To wspaniały sposób na spędzanie wolnego czasu. Podstawą są regularne kursy prowadzone przez instruktorów, takich jak ja. Zajęcia odbywają się raz lub dwa razy w tygodniu. Trwają godzinę lub dwie. W tym czasie kursanci uczą się przygotowanego przez nas materiału i ćwiczą prawidłowość wykonania pod naszym okiem. Na kurs może zapisać się każdy, czy w parze czy też solo, bo jest to świetna okazja do poznania nowych przyjaciół.

Taki kurs regularny to działanie podstawowe, tak je określę. Kolejny stopień to festiwale czyli większe eventy, na które zapraszani są instruktorzy z dosłownie każdego zakątka Europy, a także świata – np. Brazylii czy USA. Obecnie ja pracuję właśnie w takim formacie. Festiwale mają całodzienny program wypełniony po brzegi zajęciami, po których następują całonocne imprezy z profesjonalnymi DJ’ ami, na których po prostu tańczymy ze znajomymi z całego świata.

Na takich festiwalach często odbywają się też konkursy, a największą popularnością cieszą się konkursy typu Jack & Jill , w którym dostajemy losowo wybranego partnera i tańczymy do losowo wybranej muzyki. Na tej podstawie jesteśmy oceniani przez jury pod względem technicznym, artystycznym, muzycznym.

Żyjesz pięknie, aktywnie, kolorowo, energetycznie. Taka osoba na pewno ma kolejną ogromną walizkę pełną marzeń. Uchylisz wieczko tej walizki?

Ach moje plany i marzenia..

Na pewno chciałabym kontynuować moją karierę taneczną i zobaczyć, co jeszcze może wydarzyć się w tym obszarze. Jest jeszcze wiele rzeczy, które chciałabym poprawić, nauczyć się i osiągnąć jako tancerka. 

Czy jest coś, co kochasz oprócz tańca?

Rozwijając moją taneczną pasję zrozumiałam, że kolejną jest podróżowanie. Taniec pozwolił mi odwiedzić wiele europejskich krajów, których być może nie zobaczyłam, gdyby nie moja taniec. Chciałabym połączyć te dwie rzeczy i podróżować jeszcze więcej i jeszcze dalej, szczególnie poza Europę.

DSC07750.jpg
 
DSC07782.jpg
 

A jaki kraj, region, miasto albo zabytek z tych, które już widziałaś, zrobił na Tobie największe wrażenie?

Na pewno było wiele takich momentów w moim podróżniczym życiu, że stanęłam w jakimś mieście, przed jakimś zabytkiem i pomyślałam " Wow... ja tu naprawdę jestem!" Zdecydowanie był to Paryż, bo coś od zawsze sprawiało, że chciałam to miasto zobaczyć, pochodzić uliczkami wieczorem, zobaczyć Luwr czy migającą światełkami wieżę Eiffla.

Drugim miejscem o którym pomyślałam jest Barcelona - dla mnie tam "powietrze pachnie inaczej" i oczywiście jest tam nieporównywalna z niczym piękna La Sagrada Familia. Zdecydowanie chciałabym przeżyć jeszcze więcej takich momentów zachwytu. Poza Europą również!

A jedną z rzeczy, którą bardzo cenię w podróżowaniu jest.. smakowanie lokalnych kuchni. Potrzebuję więc zdrowego brzucha, który umożliwi mi zjedzenie wszystkich pyszności, które występują na świecie i mocno wierzę, że jest to możliwe!

Wszyscy czytelnicy w to wierzą Olu. Czy chciałabyś im coś przekazać na koniec naszej rozmowy?

Czytelnikom chciałabym przekazać jedną rzecz!

Ty, Ty i Ty, i każdy kto to czyta, niech pamięta! Jesteś silniejszy niż Ci się wydaje!

Przeszłam rzeczy, które nie mieściły mi się w głowie, o których istnieniu kilka lat temu w ogóle nie miałam pojęcia, zaciskałam zęby z bólu wiele razy i już myślałam, że dłużej nie wytrzymam- bólu, bezradności, niemocy, beznadziei. A jednak za każdym razem wytrzymałam. I wierzę, że każdy z nas wytrzyma!

Wszystko jest możliwe, a jeszcze bardziej do zniesienia z odpowiednim wsparciem - ja nieocenione miałam od mojej najbliższej rodziny i przyjaciół, którym chciałam tutaj przy tej okazji podziękować za wszystko, co dla mnie zrobili.

Dlatego Kochani pamiętajcie, że warto czasem poprosić o pomoc, bo to nie jest oznaka słabości, tylko siły!

Styczeń 2025
Zdjęcia: Paulina Maj

Znajdź nas na
Znajdź nas na
Znajdź nas na