Dziś Wam opowiem o granicach, projekcjach i dojrzałości w przyjaźni.
Lubię przyjaźnie i relacje z ludźmi, bo są one dla mnie źródłem inspiracji, wsparcia i poczucia bycia częścią czegoś większego. Jednocześnie z czasem zauważyłam, że nie wszystkie relacje działają na mnie w ten sam sposób. Niektóre dodają mi energii, uskrzydlają mnie i sprawiają, że czuję się bardziej obecna w swoim życiu, a inne potrafią mnie stopniowo wyczerpywać i zostawiać z poczuciem zmęczenia emocjonalnego. To doświadczenie nauczyło mnie uważności w kontaktach i tego, że granice nie są czymś, co oddziela ludzi, ale raczej czymś, co pozwala relacjom być zdrowszymi.
W relacjach międzyludzkich często działa mechanizm psychologiczny, który w psychologii nazywa się projekcją. Polega on na tym, że nieuświadomione emocje, potrzeby czy doświadczenia z przeszłości mogą być przenoszone na drugą osobę. W praktyce oznacza to, że ktoś może nie mieć pełnej świadomości swoich wewnętrznych braków, trudnych doświadczeń czy emocjonalnych deficytów i w sposób nieświadomy zaczyna szukać ich „uzupełnienia” w relacji z drugim człowiekiem. Wtedy druga osoba może być traktowana nie tylko jako partner w relacji, ale również jako ktoś, kto ma wypełnić pewną pustkę lub zaspokoić niezrealizowane potrzeby emocjonalne.
Kiedy taki mechanizm się pojawia, relacja może zacząć tracić swoją równowagę. Zamiast wzajemnej wymiany i obecności dwóch autonomicznych osób, pojawia się sytuacja, w której jedna strona bardziej daje, a druga bardziej bierze, często nie będąc tego w pełni świadoma. W takich momentach można odczuwać, że kontakt staje się obciążający, że rozmowy krążą głównie wokół trudności jednej osoby, a przestrzeń na własne emocje i potrzeby zaczyna się zmniejszać. Nie chodzi tu o ocenianie kogokolwiek, ale o zrozumienie, że każdy człowiek niesie swoje doświadczenia i nie zawsze ma narzędzia, by je świadomie regulować.
Zauważyłam, że w takich sytuacjach niezwykle ważna staje się umiejętność stawiania granic. Granice nie są odrzuceniem drugiego człowieka ani brakiem empatii, lecz formą dbania o siebie i o jakość relacji. Pozwalają one rozpoznać, kiedy kontakt jest dla nas wspierający, a kiedy zaczyna przekraczać naszą emocjonalną pojemność. Czasem oznacza to ograniczenie intensywności relacji, czasem zmianę sposobu kontaktu, a czasem po prostu większą uważność na własne samopoczucie po spotkaniach z daną osobą.
Dojrzałe relacje nie polegają na tym, że wszystko jest zawsze idealnie zrównoważone, ale na tym, że istnieje wzajemność, świadomość i gotowość do brania odpowiedzialności za siebie. Kiedy obie strony są w kontakcie ze sobą i swoimi emocjami, relacja może stać się przestrzenią wzrostu, a nie obciążenia. Natomiast kiedy jedna ze stron nie ma kontaktu ze swoimi potrzebami lub nie jest w procesie ich rozumienia, druga osoba może zacząć odczuwać przeciążenie.
Dlatego coraz bardziej uczę się rozpoznawać, które relacje mnie karmią, a które mnie osłabiają. Uczę się też nie brać odpowiedzialności za emocje innych ludzi w sposób, który przekracza moje możliwości. W tym wszystkim granice stają się nie tylko ochroną, ale też formą szacunku — zarówno do siebie, jak i do drugiego człowieka, bo pozwalają relacji pozostać bardziej prawdziwą i mniej obciążoną nieświadomymi oczekiwaniami.
Przy tym zauważam też, że budowanie relacji w nowym miejscu zawsze jest procesem. Na początku często otwieramy się szerzej, poznajemy wielu ludzi i dopiero z czasem przychodzi naturalna selekcja — które relacje mają szansę stać się głębsze, a które pozostaną jedynie przelotne. Ja osobiście należę do osób, które raczej szybko wchodzą w kontakty, a potem weryfikują je w praktyce życia. Inne osoby robią to bardziej ostrożnie i powoli, budując relacje etapami — i nie ma w tym jednej właściwej drogi, są po prostu różne style bliskości.
W moim doświadczeniu spotykałam różne osoby i różne dynamiki relacji. Część ludzi jest gotowa na bliskość, wymianę i wzajemne wsparcie, gdzie obie strony coś dają i coś otrzymują. Takie relacje są dla mnie najbardziej karmiące i dające poczucie sensu. Zdarzały się też relacje, w których pojawiały się silniejsze potrzeby — czasem potrzeba oparcia się na kimś, czasem oczekiwanie wsparcia emocjonalnego, a czasem trudność w zobaczeniu drugiej osoby poza własnymi potrzebami. Bywały również sytuacje, w których relacja stawała się bardziej jednostronna, kiedy jedna strona głównie bierze, a druga zaczyna odczuwać przeciążenie.
Z czasem uczę się coraz lepiej rozpoznawać, które relacje są oparte na wzajemności, a które wymagają ode mnie stałego przekraczania własnych granic. Uczę się też akceptować, że nie każda relacja musi zostać w moim życiu na zawsze. Są takie, które są etapem, doświadczeniem, lekcją, a są też takie, które stają się stałym, wspierającym elementem codzienności.
I w tym wszystkim wraca do mnie jedno pytanie: czy w Twoim życiu są relacje, które Cię uskrzydlają i dają Ci poczucie wzrostu — oraz takie, po których czujesz, że tracisz energię, ale trudno jest Ci je nazwać albo zmienić?
Psycholożka Yona
17 kwietnia 2026
Napisz komentarz