Moja ścieżka samorozwoju wciąż trwa. To droga do siebie, do lepszego rozumienia własnych emocji, reakcji i potrzeb. Z każdym krokiem coraz wyraźniej widzę, jak ogromny wpływ na nasze życie ma umiejętność stawiania granic — i jak często, z różnych powodów, uczymy się tego dopiero poprzez trudne doświadczenia.
Stawianie granic ma ogromny wpływ na nasze zdrowie psychiczne i fizyczne. Przez długi czas nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo potrafimy nadużywać siebie dla innych — jak łatwo jest zgadzać się na coś, co w rzeczywistości nam nie służy, tylko po to, by uniknąć konfliktu, odrzucenia czy poczucia winy.
Moja własna nauka przyszła niestety poprzez trudne doświadczenia, w tym relacje, które dziś określiłabym jako narcystyczne. W takich relacjach doświadczałam nacisku, presji, podnoszenia głosu, zakrzykiwania mnie oraz nieustannego wzbudzania we mnie poczucia winy. Z czasem zaczęłam tracić kontakt ze sobą — z tym, co czuję, czego chcę i gdzie są moje granice.
To wszystko miało realny wpływ nie tylko na moje emocje, ale również na moje ciało. Przez długi czas mój organizm funkcjonował w stanie przewlekłego stresu. Z perspektywy czasu widzę, jak bardzo odbijało się to również na moim zdrowiu fizycznym — w tym na układzie odpornościowym, który był stale przeciążony napięciem.

Przełomowym momentem było dla mnie to, kiedy zaczęłam dostrzegać, że przekraczanie moich granic nie dotyczy już tylko mnie, ale zaczyna wpływać również na moje dziecko. Wtedy jeszcze mocniej otworzyłam oczy i zrozumiałam, że mam odpowiedzialność nie tylko wobec siebie, ale także wobec niej — by dawać jej przykład, jak wygląda zdrowa relacja z samą sobą i innymi.
Mam obowiązek być dla niej wsparciem i pokazywać, że można żyć inaczej — z większą świadomością, spokojem i szacunkiem do własnych potrzeb. To stało się dla mnie bardzo ważnym motywem do zmiany.
Dlatego zdecydowałam się wrócić do terapii. I nie jest to dla mnie powód do wstydu, wręcz przeciwnie — to dowód na to, że potrafię przyznać się do własnych trudności i sięgnąć po pomoc, kiedy jej potrzebuję. Widzę w tym dojrzałość i troskę o siebie, a nie słabość.
Nie ukrywam, że ta droga nie jest łatwa. Nawet teraz, kiedy stawiam granice, nadal mierzę się z trudnymi reakcjami otoczenia, czasem z agresją czy próbami wywołania we mnie poczucia winy. Jednak zauważam też ogromną zmianę w sobie — wcześniej takie sytuacje wywoływały u mnie silne reakcje w ciele: przyspieszone bicie serca, ścisk w brzuchu, napięcie i somatyzacje. Dziś, dzięki pracy nad sobą, te objawy stają się coraz łagodniejsze.
Uczę się nie wpuszczać zbyt wielu osób do swojego świata i swojego najbliższego otoczenia. Zaczynam świadomie wybierać relacje i sytuacje, które mnie wspierają, a nie osłabiają. Coraz bardziej czuję potrzebę „napełniania się sobą” — swoimi pasjami, spokojem i obecnością.
Jednocześnie korzystam z profesjonalnego wsparcia i staram się w pełni być obecną mamą. Na ten moment moje zdrowie i macierzyństwo stały się najważniejszymi obszarami mojego życia. Widzę, że dbanie o siebie nie jest egoizmem, ale fundamentem tego, jak mogę funkcjonować i jak mogę być dla mojego dziecka.
Dziś wiem, że stawianie granic nie jest czymś przeciwko innym — jest czymś dla siebie. I właśnie dlatego stało się to dla mnie jednym z najważniejszych i najbardziej wspierających procesów w moim życiu.
A Ty — jak wyglądają Twoje granice w relacjach? Czy potrafisz je stawiać, czy raczej częściej przekraczasz je dla innych?
Psycholożka Yona
22 czerwca 2026
Napisz komentarz