att.Nt8KrO6Q6B1DF_sZbAo3CkNHCPzFjdFalGd4krjgo08.jpg
 

W styczniu 1966 roku na południu odległej Danii na świat przyszedł Mały Lars.

Od najmłodszych lat był duszą towarzystwa i rozrabiaką, jakich mało. W jego towarzystwie nie sposób było się nudzić. Mimo że życie nigdy go nie rozpieszczało i po trudnym dzieciństwie przeżył gorycz pierwszego nieudanego małżeństwa do dziś pozostał osobą, która najpierw myśli o innych. Przykład? Ciężarówka wypchana prezentami wiezionymi z Danii do polskich domów dziecka.

Od zawsze interesował się wszystkim, co poruszało się na kołach, począwszy od żółtego rowerka, który przepiłował na pół, bo nie podobał mu się jego kolor, po motocykle bez tłumika, którymi hałasował tak, żeby sąsiedzi wiedzieli, że Lars jest w pobliżu.

Jego największą miłością zawsze były i nadal są ciężarówki. Tę pasję odziedziczył po ojcu.

Za kierownicą tzw. TIR”a spędził dużą część swojego życia. W wieku osiemnastu lat ,chwilę po otrzymaniu prawa jazdy wyruszył w swoja pierwsza trasę, która wiodła z Danii przez Polskę do byłego ZSRR. Wiózł ser .

Jeździł, przez tę Polskę jeździł, aż wyjeździł sobie całkiem fajna rodzinkę- bliźniaczki: Pernille i Betinę , Aleksandrę oraz Piotra. Starsze córki na stałe zamieszkały w Danii, Ola we Wrocławiu, a Piotr w Bydgoszczy. Lars ze swoją drugą połówką Agą ukochał sobie północne rejony Polski. Były to okolice Szczecina, Lęborka, Człuchowa. Gdziekolwiek nie wyjeżdżali, zawsze wracali w te rejony.

 

Lars w swoim życiu przejechał miliony kilometrów, począwszy od maleńkiej Danii i całej Skandynawii przez Europę kawałek Afryki, po Azję.

Zycie ,,za kółkiem’’ ma swoje plusy i minusy. Poznajesz ludzi, zwiedzasz świat, ale jesteś samotny. Z rodziną kontaktujesz się przez telefon, a niedzielny obiad jesz w przydrożnym barze. Ogromną radość sprawiało Larsowi, kiedy jego ukochana Aga mogła wygospodarować kilka dni i wyruszyć z nim w drogę. Kiedyś szybki wypad do Szwecji stał się dwutygodniowym pobytem w trasie z kilkoma dniami w przepięknej Norwegii. To były plusy, które w ogólnym podsumowaniu stanowiły mniejszość.

A minusy ? Rachunek przychodzi później.

W sierpniu 2015 roku Lars przebywając na wakacjach w Danii przeszedł rozległy zawał. Był to potężny cios dla całej rodziny. Do najbliższego szpitala było 50 km, ale lekarze mówili, że trzeba go przetransportować do innej kliniki oddalonej o 130 km na zabieg ratujący życie.

Pod warunkiem że przeżyje transport. Przeżył!

Nasz Lars to prawdziwy twardziel kochający życie.

Po dwóch tygodniach był już w swoim domu w Polsce, a po pół roku wrócił do swojej ukochanej ciężarówki. Niestety już niedługo ciemne chmury znów miały zasłonić słońce, które tak pięknie zaczęło rozświetlać życie Larsa.

W lutym 2018 roku zupełnie przez przypadek u pana Lunda wykryto sześciocentymetrowego guza prawej nerki. Strach, łzy w oczach i natłok myśli: „ Co teraz?”

Odpowiedź przyszła natychmiast: ,,Wyrwiemy chwasta i jedziemy dalej, życie jest za krótkie, żeby się bać”.

I tak się stało. Już w kwietniu tego samego roku dzięki wspaniałym umiejętnościom dra Miłosza Jasińskiego z Centrum Onkologii w Bydgoszczy ze szpitala wyszedł całkiem zdrowy Lars. Wdzięczność dla Pana Doktora w rodzinie Lundów jest dozgonna.

att.OZAFDrGPTKED2mWpFgISRdXzmaPPxrfgmkHsAQfwxFg.jpg

Lars stara się, żeby w jego życiu nie było nudy i rutyny. Tryska humorem i uwielbia zaskakiwać podejmowanymi samodzielnie decyzjami, dlatego po kilku miesiącach rekonwalescencji postanowił wrócić do swojej ukochanej pracy, za co zapłacił kolejną operacją. Tym razem był to kręgosłup .

Z bloku operacyjnego wrócił o osiemnastej w sylwestrowy wieczór 2020/2021. Jak to on, spuentował to żartem, że sylwestra spędził upojnie na białej sali w towarzystwie pięknych pielęgniarek.

Żeby wrócić do pełni sił i sprawności uczestniczył w zajęciach rehabilitacyjnych. Niestety były to czasy Covid-19. Ta choroba też go nie ominęła. W październiku trafił do szpitala na oddział zakaźny, gdzie spędził prawie miesiąc. Lekarze nie dawali zbyt wiele nadziei, to był kolejny koszmar.

„Proszę przygotować się na najgorsze” , kto słyszał te słowa choć raz w życiu ten zrozumie…

Trzeciego listopada 2021 roku Lars pokonawszy Covid wrócił do domu. Po prostu BYŁ i nic więcej się nie liczyło.

Pierwsze próby poruszania się były przy balkoniku. Ogromna radość, jak wyszedł na ogród i obszedł dom naokoło. Kolejny raz wrócił do formy w dość krótkim czasie. Miał duuużo do naprawienia i nadrobienia. Walczył zaciekle.

Ile trwała „ cisza w eterze”? Niestety tylko pół roku. Dosłownie sześć miesięcy po wyjściu ze szpitala zaczęły się problemy z pęcherzem. Negatywne parametry szybowały w górę , bakterie i grzyby w układzie moczowym namnażały się w zastraszającym tempie Lars słabł z każdym dniem, a kolejny lekarz kiwał głową i mówił, że już nie ma pomysłu, jak i czym go leczyć. Możliwości zostały wyczerpane. Lars miał serdecznie dość szpitali, lekarzy i całego zamieszania wokół jego osoby. Radosny wiking nikł w oczach. Do drzwi jego domu zapukała depresja .Nie chciał współpracować ani z psychologiem, ani z psychiatrą. Ciężko było na niego patrzeć, nikt nie umiał mu pomóc. Dzieci cały czas na zmianę dyżurowały przy swoim ukochanym tatusiu. Łączy ich magiczna więź, zawsze są dla niego ogromnym wsparciem. To był trudny czas bez perspektyw na lepsze jutro.

W lipcu 2023 roku znów trafił do szpitala, bo tym razem doszło do sepsy, silne dawki antybiotyku dość szybko postawiły go na nogi i już po kilkunastu dniach został wypisany do domu.

Niestety po dwóch tygodniach Lars znów dostał bardzo wysokiej gorączki i trafił na urologię do jednego ze szczecińskich szpitali. Obustronna nefrostomia wykonana została w trybie pilnym w środku nocy ,kolejna dawka silnych antybiotyków z informacją, że” Jak to nie zadziała, to już nie mamy Pana czym leczyć.” Lek zadziałał, ale wywołał halucynacje. Na sali były różowe ptaki, a z lampy wyłaziły czarne robale. Na szczęście nadszedł czas stabilizacji.

Obustronna nefrostomia to dwie dziury w plecach i dwa worki „dyndające” po bokach. To czasami nie lada wyzwanie zwłaszcza, jak coś pęka czy przecieka. Trzeba znaleźć sposób, jak uszczelnić wężyk i zabezpieczyć worki. Wszystko przychodzi z czasem, bo przecież kosmetyczka z zestawem naprawczym do nefrostomii może stać się standardowym wyposażeniem damskiej torebki, a zapasowe ubrania zawsze trzeba mieć pod ręką, żeby naprawa przecieku i zmiana ubrań z mokrych na suche na parkingu pod galerią handlowa nie były problemem, a tylko rutynową czynnością Jest też strach przed odrzuceniem, brakiem akceptacji i wyjściem z domu. Jest też ogromna radość, że pomimo albo właśnie dzięki tym workom się żyje. Potrzebny jest czas.

Lars po wyłonieniu nefrostomii ustabilizował się, zaczął nabierać sił, poprawiły się wyniki. Zaczął wychodzić z domu, spotykać ze znajomymi, a nawet z ukochaną zdecydował się na kilkudniowe wyjazdy. Było to jednak tymczasowe rozwiązanie i lekarze głowili się , jak rozwiązać ten problem, bo Lars to pacjent wysokiego ryzyka z ogromem chorób współistniejących.

 
att.08_TV_ky3nARcPGheZ6DdhKj3XWtSjXPnpVG9FdZL2A.jpg
 

Kolejna wizyta w szpitalu i kolejna cystoskopia, na szczęście w badaniu wyszło, że zmian nowotworowych nie ma . Po tym pobycie zapadła decyzja z wyznaczeniem terminu i sposobem leczenia. Pacjent usłyszał, że kwalifikuje się do operacji nadpęcherzowego odprowadzenia moczu z użyciem wstawki Brickera. To było fantastyczne uczucie, nareszcie jest jakiś plan, sposób żeby żyć normalniej.

Nadszedł 4 stycznia 2024. Wchodzimy w nowy rok z nadzieją na nowe, inne lepsze życie.

Po kilkugodzinnej operacji i krótkim pobycie w szpitalu Lars wrócił do domu. Szkolenie zmiany worków na oddziale do łatwych nie należało, bo słaniał się na nogach z bólu i osłabienia.

Damy radę, bo kto jak nie my!

Zaczęło się nowe, inne życie we dwoje. Do codziennych rytuałów doszła zmiana worków, dopasowywanie sprzętu, kosmetyków i poszukiwanie pomocy dla stomika. Między innymi w Internecie- kilka grup w mediach społecznościowych i ogrom ludzi z podobnymi problemami.

Upłynęło trochę czasu, nim udało się dobrać odpowiedni sprzęt i dzięki pomocy BRATNICH DUSZ Lars odnalazł się w świecie stomików .

Znaleźliśmy sklep, w którym mogliśmy dopasować sprzęt odpowiedni do stomii, a nie przywiązywać się do marki, miksować kosmetyki według potrzeb torbacza. Dzięki fachowej pomocy Pań ze sklepu Med4My w Gorzowie Wlkp. i pomocy tamtejszej pielęgniarki stomijnej Marioli uczyliśmy się jak ogarnąć urostomię.. Mariola podczas jednej z wizyt zaproponowała uczestnictwo w SPOTKANIU PRZY KAWIE w Gorzowie Wlkp. Niestety nie mogliśmy dojechać i wtedy odezwała się do Larsa Nasza Mirelka - człowiek orkiestra, wulkan tryskający różową energią .

Wzięła go pod swoje różowe skrzydła, doszło do spotkania przy kawie w Szczecinie i wtedy Lars przejrzał na oczy. Zobaczył, że ze swoimi problemami nie jest sam. Poznał mnóstwo ludzi w różnym wieku, z których każdy ma swoja historię, a łączy ich jedno- stomia, dzięki której mogą być i żyć.

att.8JxF21EEguRicvu6xv99JkrrcfjpXxe8uNMswFdmJmk.jpg
 

Od tego spotkania zaczął się jego powrót do życia. Fundacja STOMAlife. która jest organizatorem tych spotkań. wspiera osoby z wyłoniona stomią i aktywnie pomaga w integracji.

Dzięki fundacji Lars otworzył się na ludzi, nowe wyzwania i zaczął walczyć o siebie i lepsze jutro dla całej naszej rodziny. Był dumny, że zdjęcia jego i małżonki trafiły do pięknego teledysku” Ławeczka” wydanego przez Fundację.

Małymi krokami parł do przodu, od kilku kroków po ogrodzie do wędrówek po Puszczy Goleniowskiej . Nordic Walking stał się jego codziennym rytuałem, z tygodnia na tydzień z kilometra do dziesięciu dziennie staje się coraz silniejszy fizycznie, a co najważniejsze psychicznie.

Kolejnym krokiem był zakup nowego roweru i tyle widziano Larsa w domu. Kije czy rower ? To jego obecne rozterki. Jeszcze kilka lat temu namówienie Larsa na spacer było nie lada wyzwaniem, a teraz, żeby zastać go w domu, trzeba mieć dużo szczęścia. Rano przemierza swoje ulubione leśne trasy przy akompaniamencie ptasiego śpiewu i zapachu drzew, a po południu wsiada na rower i „trzaska” kolejne kilometry leśnych dróżek.

Stomia to nowy rozdział w życiu dla całej rodziny nie tylko stomika, pomimo bólu i cierpienia daje szanse na kolejny nowy dzień, pozwala celebrować życie na pełnych obrotach.

Po kilkunastu miesiącach od wyłonienia stomii Lars wrócił do pracy, jest szczęśliwy.

 

Dwa koty, które są wspaniałymi psychoterapeutami wykonują ciężką pracę, żeby rozweselić swojego Pańcia. Kto wie, czy każdy z nich nie oddał po kilka ze swoich siedmiu żyć, żeby mieć go przy sobie o kilka lat dłużej, bo kto , jak nie on pomimo wielu trudności tak bardzo kocha życie i tak bardzo o nie walczy.

Tyle chorób, lekarzy , szpitali i diagnoz lepszych i gorszych, a on wciąż walczy.

Czy można bardziej kochać życie?

Tak uparcie i tak skrycie?

P.S. W rolę narratora tej historii wcieliłam się ja- żona Larsa Agnieszka Lund. Próbowałam opowiedzieć naszą wspólną historię z pozycji obserwatora, bo dopiero taka forma pozwoliła nam obojgu „spojrzeć z boku” na to, co wspólnie przeżyliśmy. Łzy kapały przy redakcji tego tekstu, ale były to łzy oczyszczenia, wdzięczności i szczęścia. Bardzo dziękujemy Fundacji Stomalife za możliwość podzielenia się z Drogimi Czytelnikami „ Po prostu żyj” naszą historią. Wierzymy, że będzie ona równie budująca, jak te z poprzednich wydań gazety, które my czytamy z zapartym tchem, podziwiając STOMIKÓW-WOJOWNIKÓW!!!

Styczeń 2025
Zdjęcia: Dagmara Bandera

Znajdź nas na
Znajdź nas na
Znajdź nas na