Poczułam, że umrę, a potem zrozumiałam, że życie jest piękne

Wywiad: Magdalena Łyczko
Fotografia: Dagmara Bandera
Makijaż: Joanna Kurosz
Stylizacja fryzur: Aleksandra Szczurek
Wywiad i sesja z Natalią Pahudo


Historia zaczyna się od diagnozy, która wstrząsnęła światem Natalii Pahudo. Z dnia na dzień przyszła zmiana, która mogła zabrać wszystko. Mimo poczucia beznadziei, podjęła walkę, nauczyła się nowej rzeczywistości i odnalazła w sobie siłę, która pozwoliła wygrać z własnym strachem. "Nie zamierzam siedzieć do końca życia w domu, jak jakaś przegra tylko dlatego, że mam stomię! - mówi. To opowieść o tym, jak choroba uczy kochać życie jeszcze mocniej.

1.jpg
 
2.jpg
 

Od czego zaczęła się pani historia związana ze zdrowiem? 
No cóż, można powiedzieć, że o chorobie dowiedziałam się znienacka, nawet przypadkowo. Czułam się bardzo dobrze, nic mi nie dolegało. Zauważyłam jedynie śladowe ilości krwi w kale, wtedy zadzwoniłam do lekarki rodzinnej, że chcę powtórzyć badania, które robiłam raz do roku. Zapytała, dlaczego i zgodnie z prawdą odpowiedziałam, co zaobserwowałam. Dostałam skierowanie na kolonoskopię. Po dwóch tygodniach zadzwoniła lekarka ze szpitala i poprosiła, żebym przyjechała, bo musi ze mną porozmawiać. 

Podejrzewała pani, że coś jest nie tak? 
Zachowałam zimną krew. Dojechałam do szpitala i usłyszałam, że mam guza i czeka mnie długa ścieżka leczenia. Nie czytałam nawet wyników, wsadziłam je do torebki i pojechałam do domu. Pomyślałam wytną guza, będzie po wszystkim. To był maj 2021 rok. 

Kiedy pani zorientowała się, że to jednak poważna sprawa?
Uświadomiła mnie teściowa syna. Przeczytała wyniki badań - a tam jak wół napisane - nowotwór złośliwy. Byłam w ciężkim szoku, jakby mi ktoś w głowę przywalił. Ryczałam przez trzy dni i nie potrafiłam przestać. 

Podjęła pani leczenie?
Wraz z moim przyszłym mężem pojechaliśmy do Szczecina na prywatną wizytę. Miałam kartę DILO, żeby było szybciej, no ale niestety odesłano nas z kwitkiem. Znów usłyszałam, że to długa droga i muszę czekać. Znajoma powiedziała, że w Zielonej Górze ma wujka, onkologa i zaproponowała, żebym pojechała właście tam. Znów usłyszałam to samo, z jedną małą różnicą, mam czekać na telefon i wtedy szybko przyjechać do szpitala. 

Kiedy zadzwonił telefon ze szpitala?
W sierpniu. Jeszcze w tym samym miesiącu rozpoczęłam radioterapię, która trwała pięć tygodni. 

Jak pani znosiła radioterapię?
Po tym, co przeczytałam na temat radioterapii, spodziewałam się, że będzie źle. Jedyny problem, jaki miałam, to mocne pieczenie w okolicy odbytu. Było to na tyle niekomfortowe, że przestałam używać zwykłego papieru toaletowego na rzecz chusteczek nawilżanych. Kiedy odetchnęłam po radioterapii, ponownie przeżyłam szok. 

Co się stało? 
Lekarz stwierdził: operacja wyłonienia stomii 8 listopada. Wcześniej temat stomii nigdy się nie pojawił, nawet jako opcja ostateczna. Kolejny raz czułam się załamana, bo gdybym wiedziała wcześniej, już w trakcie radioterapii, na pewno czytałabym o stomii. Byłabym w jakikolwiek sposób przygotowana, a tak wyszłam z gabinetu z płaczem, przez łzy zdążyłam wycedzić, że dam radę, bo wiem, że ludzie ze stomią wracają do codziennego, dobrego życia. 

Jak czuła się pani po wyłonieniu? 
Od momentu kiedy się wybudziłam, czułam się dobrze, nic mnie nie bolało. Upewniłam się tylko, czy oby na pewno na brzuchu mam worek. Pielęgniarka powiedziała, że wszystko jest okej. Po chwili przestałam czuć jedną nogę, później drugą. To przypominało paraliż, byłam przerażona. Szybko zawołałam po pomoc, z jednej strony pojawiła się stomia - szansa na nowe życie, a z drugiej obawiałam się, że zaraz stracę nogi. Odłączono mi pompę z lekami przeciwbólowymi i wszystko zaczęło wracać do normy ale nikt mi nie powiedział, że nie można pompy podłączyć ponownie. Wtedy uderzył mnie potworny ból pooperacyjny. Nawet stękać nie miałam siły, miałam wrażenie, że tego nie przetrwam. Podawano mi środki przeciwbólowe ale ból ciągle się nasilał. Nie mogłam jeszcze pić wody, tylko zwilżano mi usta. Żebym jękami nie przeszkadzała innym pacjentom, wywieźli mnie na inną salę, zasłonili kotarami, zamknęli drzwi, żeby nikt mnie nie słyszał. Gdy zobaczyłam, że za inną kotarą jest starszy, umierający mężczyzna, wtedy byłam pewna - to już koniec. 

3.jpg
 
4.jpg
 

Co się wydarzyło, że pani przetrwała?
Nie wiem, po prostu stwierdziłam, że nie dam się, że nie chcę się poddać

Szybko stanęła pani na nogach? 
Chyba kolejnego dnia. Odwiedziły mnie dwie pielęgniarki i kazały wstać. Nie wiem czy to z bólu, czy z wrażenia ale nie mogłam ruszać rękoma, ani wstać. We dwie podniosły mnie i postawiły na nogi. Zobaczyłam tunel i miałam uczucie, że mój brzuch rozrywa się na pół. Okropne uczucie. Potem mnie umyły i w końcu przyszedł do mnie rehabilitant. Pokazał jak mam wstawać, jak układać nogi, ręce i było już znacznie lepiej. 

W domu zmieniała pani worki stomijne bez stresu? 
Jeszcze w szpitalu pielęgniarka tłumaczyła mi, co i jak robić. Identycznie robiłam krok po kroku w domu. 

I jak? 
Za pierwszym razem wzięło mnie mdłości, zrobiło mi się ciemno w oczach. Nie z obrzydzenia, tylko z przerażenia, bo rana na brzuchu była ogromna i te szwy, z których jeszcze się sączyło. Bałam się, że nigdy nie wrócę do pracy, bo skoro zmiana pierwszego worka zajęła mi godzinę, to już zawsze tak będzie. 

Z upływem czasu było lepiej? 
Zdecydowanie! Przeszkoliłam się na You Tube - czym i jak przyklejać worki, a potem wpisałam na Facebooku hasło "życie ze stomią" i wyświetliło mi się kilka grup, między innymi Stomia Symbol Zwycięstwa, gdzie znalazłam mnóstwo ludzi ze stomią, poczułam się wśród nich "jak u siebie". Zaczęłam czytać komentarze, interesować się ich problemami, to wszystko dodawało mi skrzydeł - bo w końcu poczułam, że nie jestem sama.
Na początku bałam się też, że 15 sztuk worków na miesiąc mi nie wystarczy ale dzisiaj, kiedy ich obsługa jest dla mnie znacznie sprawniejsza, stwierdzam, że świetnie daję sobie radę, a w razie niespodziewanych awarii, dostaję dodatkowe zaopatrzenie od koleżanki, bo ona ma większy limit. 

Jak czuje się pani dzisiaj? 
Z jednej strony czuję się wyśmienicie, bo dzięki stomii, prowadzę swobodne życie. Ale z drugiej, martwi mnie i ogarnia jakaś bezsilność, bo ludzie bardzo mało mówią i piszą o stomii. Najczęstsze reakcje społeczne na ten temat, to "oh jaka ona biedna". Wcale nie czuję się gorsza ani tym bardziej biedna. 

Jak na pani stomię reagują znajomi?
Czasem słyszę: "jaka ty jesteś biedna i nieszczęśliwa". Ja się tak nie czuje! Jedyny żal jaki mam to, że moja stomia jest delikatnie wklęsła, u innych widziałam wypukłe. Czasami zdarza się, że mi podcieka, bo lubię spać na brzuchu. Zdarzają mi się małe awarie, jak wczoraj w pracy, czuję, że coś się odkleja... Pracuję na portierni, więc orientuję się - wiem, że zaraz nikt nie przyjedzie i biegnę do toalety. Mam świadomość, że zostawię jakiś tam zapaszek ale staram się to tak zrobić, żeby wszystko wyglądało pięknie.

Ile zajmuje pani wymiana worka? 
Kiedyś godzina, teraz to to 15 minut. Ciach, ciach i już!

Trudno było pani wrócić do pracy po wyłonieniu stomii?
Szef przyjął  mnie z otwartymi ramionami, że tak powiem. Wcześniej  przez 12 lat pracowałam przy produkcji w tej samej firmie, a teraz nie mogę, więc zostałam przeniesiona do ochrony. 

Bardzo dobrze się tutaj czuję.

Jak z nową wersją żony oswoił się mąż?
Czasami mi się wydaje, że faceci są słabsi. Nie tak dawno znajoma opowiadała o mężu ze stomią. Chłop kompletnie się załamał, nie chce mu się żyć, a ma dopiero 53 lata. Nie chce wychodzić z domu, nikogo słuchać, itd... Uważam, że kobiety szybciej podnoszą się po takiej życiowej zmianie. Mój mąż worka mi nie zmienia, ale został przeszkolony na wypadek, gdybym kiedyś rozłożyła się na łopatki, choć oczywiście nie zamierzam. Oczywiście przytulił mnie i powiedział, że razem damy radę. 

Czyli pozytywnie... 
Na początku oczywiście, bał się położyć na mnie rękę, w obawie, że przypadkiem odklei mi worek. Teraz jest tak, jakbym miała go od zawsze. Ciągle zapewniał, że wszystko jest okej i żebym się nie martwiła, bo będzie mnie wspierał. 

5.jpg
 
6.jpg
 

Uwierzyła pani w te zapewnienia?
Nawet jeśli do końca w to nie wierzyłam, to fakt, że mówiła to do mnie bliska osoba, plus sama świadomość i moment, że to usłyszałam, dało mi ogromny wewnętrzny spokój. Chciałabym, by ludzie, którzy są na początku przygody ze stomią, nie poddawali się, nie załamywali, bo to jest najgorsze, co mogą zrobić. Ciężko jest mi wyobrazić sobie ludzi starszych, którzy są samotni. To musi być trudne. 

Stomię wyłoniono u pani w tempie ekspresowym. Wolałaby pani być na to przygotowana? 
Oczywiście, że tak. Może nie byłoby łez, pewnie podeszłabym do tego spokojniej. Chłonęłabym dzień po dniu, czym jest stomia, jak się z tym żyje? Łatwiej byłoby mi przyswoić fakt, muszę ją mieć i tym samym, zobaczyć w niej szansę na nowe życie. Nie ważne jak długie, kolejne, dwa, pięć czy dziesięć lat. Pewnie wypytywałabym każdego o stomię, czy widział, słyszał i oczywiście szukała informacji na własną rękę.
Kiedy wychodziłam ze szpitala nie wiedziałam, że mam kolostomię, ani tego, że można mieć ileostomię i urostomię, ani tym bardziej, że może być wklęsła, płaska, czy wypukła. Wszystkiego dowiedziałam się sama. Uważam, że cały proces może być dużo, dużo łatwiejszy ale lekarze są zbyt powściągliwi w informowaniu pacjentów.  Może jest inaczej, jak pójdzie się prywatnie?

Czy dla kogoś z najbliższego otoczenia stomia była problemem?
Mam trochę żalu do mojej mamy, bo o stomii nie pozwala mówić w Ukrainie, nie chce by ktokolwiek wiedział. Choć jest mi z tym niewygodnie, przystałam na to, bo nie chce robić jej przykrości. Moi sąsiedzi, ludzie z pracy, wszyscy wiedzą, że mam stomię, bo tego nie ukrywam, nie chcę tego robić - poza jednym wspomnianym przypadkiem. 

Jest coś, o czym można powiedzieć, że dzięki pani stomii zyskała?
Poznałam mnóstwo fantastycznych ludzi. Każdy człowiek - inna historia. Dzięki nim zrozumiałam, że stomia nie jest czymś, co jest najgorsze. Przecież niektórzy nie mają wzroku, nie widzą piękna świata, zachodów słońca słońca, zmieniających się kolorów liści na drzewach, a ja mam tylko stomię, z tego powodu mam się załamywać? Nigdy w życiu! Mogę chodzić, jeździć na rowerze, pływać, podróżować, czego chcieć więcej? Kiedy skończyłam chemię, doszłam do wniosku, że mam dopiero 48 lat i nie zamierzam siedzieć do końca życia w domu, jak jakaś przegra tylko dlatego, że mam stomię! 

Jakie aktywności pani lubi?
Kiedy mam ochotę odciąć się od jakiś smutnych życiowych rzeczy, idę na długi spacer albo przejażdżkę rowerową, Pomaga mi też pływanie i czytanie książek. Poza tym uważam, że jestem bardzo szczęśliwa i bogatsza. Moim bogactwem są wszyscy, których kocham - mąż i dwoje wspaniałych, dorosłych synów. 

Ile czasu minęło od wyłonienia stomii?
Ósmego listopada minęły trzy lata... i czuję się świetnie. 


Wrzesień 2024
Projekt zrealizowany dzięki wsparciu sponsora – firmy Med4Me.
Dziękujemy!

Znajdź nas na
Znajdź nas na
Znajdź nas na