No i mamy piękne, gorące lato

W sumie kilka dni upałów, a wszyscy już narzekają. No cóż – zima jest po to, żeby było zimno, a lato po to, żeby było gorąco. Tego nie zmienimy. Możemy jednak podejść do tego zupełnie inaczej. Tak, jakby to było ostatnie lato przed wyjazdem do kraju z zimowym zacięciem.

Ja za bardzo za latem nie przepadam, a właściwie za tymi upałami. Ale skoro nie mogę nic na to poradzić, to staram się zrobić wszystko, żeby łatwiej je przetrwać. Odpowiednio się nawadniam, wstaję wcześniej, żeby pospacerować, zanim wszystko się nagrzeje. Napawam się pięknym zapachem budzących się do życia roślin, na których wciąż lśni poranna rosa.

tresc.jpg

Pamiętacie scenę balkonową z „Romea i Julii” i chyba najsłynniejszy cytat Williama Szekspira: „Jeszcze ranek nie tak blisko – słowik to, a nie skowronek się zrywa…”? Julia przekonuje Romea, żeby jeszcze został. A kto miał okazję słyszeć słowika, ten wie, że zaczyna śpiewać około 3.30–4.30, będąc symbolem niekończącej się nocy. Skowronek z kolei rozpoczyna swój koncert po piątej rano – symbolizując budzący się poranek.

Dlatego tak fajnie jest pospacerować pośród letniej rosy właśnie o świcie. A może nawet usłyszymy słowika. U mnie, w Dolinie Słupi, są takie piękne tereny. Mgły unoszą się nisko nad ziemią, a gdy wystawisz głowę ponad nie, czujesz się, jakbyś był w chmurach.

A propos chmur. Moim chyba najbardziej ulubionym wyciskaczem łez jest film „Spacer w chmurach”. Warto go obejrzeć, jeśli ktoś jeszcze nie widział. Gra tam niezniszczalny Keanu Reeves i moja ulubiona aktorka Aitana Sánchez-Gijón. To drugi film, przy którym na samym końcu zawsze ronię łezkę i kompletnie nie potrafię się powstrzymać. Ile razy bym go nie oglądał, zawsze łza spływa po policzku. Tak samo jak na końcu „Casablanki”.

Ale, ale… Ja tu Wam opowiadam o Julii i „Casablance”, a miałem przekazać co nieco na temat mojej walki z tym, co chodzi za mną krok w krok.

Zanim jednak do tego dojdę, właśnie spojrzałem na prognozę pogody i – co tu dużo ukrywać – cuda się zdarzają. Cały tydzień poniżej 25 stopni. No wręcz mniam! A na koniec może spadnie trochę deszczu. Deszczu nigdy za wiele.

Zawsze taką pogodę lubiłem i nazywałem ją taktyczną. Lekki deszcz, wiaterek, małe przerwy między opadami, od czasu do czasu trochę słońca, a do tego błyskawice i grzmoty. To była dla mnie najlepsza pogoda. Bo mało kto przychodził wtedy na kontrole. I tak już zostało do dziś.

Powiem Wam całkiem szczerze, że morze podczas burzy jest równie piękne jak w pełnym słońcu. Ale są gusta i guściki, a z nimi się nie dyskutuje. Jakkolwiek by nie było, zawsze warto odwiedzić morze, będąc w pobliżu.

Mówię Wam o tym dlatego, że warto sobie uzmysłowić, iż wszystko, co nas otacza, może być piękniejsze od tego, co nas spotkało i z czym się borykamy.

Ja osobiście żyję z kilkoma chorobami i zawsze staram się prowadzić w tym peletonie. Czasem jest trudniej, czasem wydaje się, że ten peleton mnie dogania, ale wtedy motywuję się i walczę, żeby znów być przed nim. A dzięki Wam nie jestem w tej walce sam. I będę to powtarzał do znudzenia.

Bałem się badania PET. Może nie samego badania, ale tego, co może się po nim okazać. Tymczasem wieści są bardziej niż obiecujące. Zatem nadal zasuwam na czele tego peletonu, tylko ta grupka z tyłu zrobiła się ciut mniejsza.

Trzymajcie się. Cześć!

PS. Obiecuję, że w kolejnym poście Szekspira już nie będzie. Za to wspomnę o „Wiśniowym sadzie”.


Radek
27 czerwca 2026

Napisz komentarz
Imie:*
Komentarz: *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Fundacja STOMAlife - administratora danych osobowych - ul. Chałubińskiego 8 00-613 Warszawa, w postaci adresu e-mail na potrzeby otrzymywania powiadomień ze strony stomalife.pl

* Pola wymagane
Napisz odpowiedź
Imie:*
Komentarz: *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Fundacja STOMAlife - administratora danych osobowych - ul. Chałubińskiego 8 00-613 Warszawa, w postaci adresu e-mail na potrzeby otrzymywania powiadomień ze strony stomalife.pl

* Pola wymagane
Znajdź nas na
Znajdź nas na
Znajdź nas na