Miłość, która była próbą przetrwania

Czasami wydaje nam się, że kochamy kogoś, choć w rzeczywistości możemy być wciągnięci w powtarzający się wzorzec emocjonalny, który ma niewiele wspólnego z dojrzałą miłością. Dopiero z czasem zaczynamy rozumieć, że to, co nazywaliśmy uczuciem, mogło być próbą przetrwania — reakcją na brak bezpieczeństwa, stabilności i wewnętrznego oparcia.

Przeszłam przez relacje, które miały w sobie elementy przemocy psychicznej i emocjonalnego wyniszczenia. Z perspektywy czasu widzę, jak łatwo można pomylić intensywność emocji z bliskością, a chaos z przyciąganiem. W takich układach człowiek często nie buduje relacji z drugą osobą, tylko z własnym lękiem, potrzebą bycia wybraną i nieuświadomionymi schematami przywiązania.

Żyłam przez długi czas w stanie, który dziś rozumiem jako nieprzepracowane mechanizmy traumy. W takich warunkach miłość zaczyna być poszukiwana na zewnątrz — jakby ktoś inny miał dać mi wartość, uspokoić wewnętrzny chaos i potwierdzić, że jestem wystarczająca.

Każdy człowiek szuka walidacji, potwierdzenia swojej wartości. Jednak u mnie przez długi czas odbywało się to poprzez relacje, które nie były bezpieczne. Wchodziłam w więzi z osobami, które nie dawały stabilności, a jednocześnie silnie przyciągały emocjonalnie. Tworzył się cykl: napięcie, ulga, przywiązanie, rozpad.

 

main.jpg

 

Kiedy udawało mi się wyrwać z takich relacji, pojawiali się „wybawiciele” — osoby, które nazywały mój ból, tłumaczyły mi moje doświadczenia i pokazywały, jak bardzo było to destrukcyjne. Były jak lustro, w którym mogłam zobaczyć swoją historię z dystansu. Ale nawet wtedy powrót do siebie nie był natychmiastowy — to był proces budzenia się i odzyskiwania własnej tożsamości.

Zrozumiałam, że moja skłonność do szybkiego i intensywnego zakochiwania się nie była przypadkiem, ale próbą wypełnienia pustki i znalezienia bezpieczeństwa. Dziś widzę, że prawdziwa zmiana nie polega na unikaniu ludzi, ale na budowaniu stabilności w sobie.

Obecnie staram się podchodzić do relacji z większym dystansem i świadomością. Uczę się rozpoznawać momenty idealizacji, projekcji i potrzeby ratowania się poprzez drugą osobę. Zatrzymywanie się przy sobie stało się ważniejsze niż natychmiastowe podążanie za emocją.

Najważniejsze odkrycie jest takie, że bezpieczeństwo nie musi pochodzić z zewnątrz. Może być budowane wewnętrznie — poprzez relację ze sobą, akceptację własnej historii i stopniowe odzyskiwanie zaufania do siebie.

Czy potrafisz rozpoznać moment, w którym nie szukasz już miłości, tylko ratunku?


Psychlożka Yona
3 sierpnia 2026

Napisz komentarz
Imie:*
Komentarz: *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Fundacja STOMAlife - administratora danych osobowych - ul. Chałubińskiego 8 00-613 Warszawa, w postaci adresu e-mail na potrzeby otrzymywania powiadomień ze strony stomalife.pl

* Pola wymagane
Napisz odpowiedź
Imie:*
Komentarz: *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Fundacja STOMAlife - administratora danych osobowych - ul. Chałubińskiego 8 00-613 Warszawa, w postaci adresu e-mail na potrzeby otrzymywania powiadomień ze strony stomalife.pl

* Pola wymagane
Znajdź nas na
Znajdź nas na
Znajdź nas na