Michał - Aktywista, Humanista, Artysta

michal.jpg
 
 
 

Witaj Michale. To nasza kolejna rozmowa po spotkaniu w Olsztynie przy okazji „Kawy z Fundacją Stomalife”. Już wtedy wiedziałam, że zaproponuję Ci wywiad do naszego kwartalnika, bo chwila rozmowy wystarczyła, bym określiła Cię jako „ciekawego człowieka” , którego historię chcę przedstawić Czytelnikom, dlatego pozwól, że zacznę od standardowej prośby, byś po prostu się nam przedstawił.

Nazywam się Michał Ostrowski. W tym roku skończę 30 lat. Od urodzenia poruszam się na wózku inwalidzkim, co nie przeszkadza mi jednak w odhaczaniu kolejnych punktów na prywatnej liście ambicji. Pochodzę z malowniczej miejscowości, położonej na Mazurach – Mikołajek. W 2020 roku ukończyłem filologię polską na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. Od 5 lat mieszkam w Olsztynie. Jestem autorem monografii artystycznej Wojciecha Młynarskiego pod tytułem Młynarski. Światowe życie, a także laureatem Literackiej Nagrody Czytelników Warmii i Mazur – Wawrzyn Czytelników (2023). W lipcu 2024 wydałem książkę prozatorsko-poetycką Imago

IMG_9008.jpg

Nie lubię słowa „wow”, ale tutaj go użyję. W króciutkim curriculum vitae tyle informacji! I to jakich! Na pewno poproszę Cię o rozwinięcie każdej z nich, ale może zacznijmy chronologicznie, czyli  od Mikołajek. Co w nich  lubisz najbardziej? Jakie wspomnienia masz z tej miejscowości?

Mam świadomość, że pochodzę z jednej z najbardziej turystycznych miejscowości, ale – szczerze mówiąc – sam osobiście nie czułem nigdy tego szału, bo większość atrakcji przez wózek była i tak dla mnie niedostępna. Zbliżając się do osiemnastki czułem się przytłoczony tym miejscem. Wszyscy znali mnie i  moich rodziców. No i zawsze rzucałem się w oczy. Narastająca forma buntu przekuła się w chęć pracowania na własne konto – oderwania się od tego miejsca. Oczywiście nie zamierzam wypierać się tego, skąd pochodzę, gdzie są moje korzenie, i że na Mazurach mam większość rodziny. Zdecydowanie wyzbyłem się już romantycznej optyki. Część wspomnień z dzieciństwa związanych jest z osobami, których już nie ma albo ostatnio odeszły… Patrząc w przyszłość, widzę siebie jako autonomiczny twór - działający na własne konto, niebędący tylko synem swoich rodziców. Nasuwają mi się od razu słowa piosenki Chmury Pawła Domagały: Życie jest większe niż 5 na 5, ramka zdjęć… Kiedy przyjeżdżam do Mikołajek, przeważnie raz do roku, w okolicy świąt Bożego Narodzenia, zawsze cieszę się z tego, że zobaczę znajome buzie – cioć, wujków, kuzynów. Ale tak jak przyjeżdżam na ostatnią chwilę przed Wigilią, tak samo szybko i chętnie wracam do Olsztyna. To tutaj coraz mocniej zapuszczam korzenie i mam coraz więcej znajomych. 

Pozostając przy chronologii zapytam o czasy licealne. Jak je wspominasz? Kto kształtował Twoje zainteresowania, które zaowocowały wyborem kierunku studiów?

Czasy liceum nie zapisały się jakoś szczególnie mocno w mojej głowie. I nie chodzi tu o moje złe nastawienie do tego miejsca, czy że doświadczyłem tam czegoś przerażającego. Nie. Czasy licealne związane były właśnie z wewnętrzną walką, o której przed chwilą wspomniałem. Chciałem pokazać szeroko pojętemu światu na co mnie stać, i że nie będę tym, za którego mnie mają. Ale wówczas nie miałem narzędzi do przekucia tego buntu w jakieś konkretne działanie. W związku z tym byłem sfrustrowany. Od dziecka spędzałem sporo czasu w szpitalach, i w sposób naturalny odtrutką na to stał się świat fantazji i literatury. Mówiąc poetycko – zacząłem spędzać czas we własnej głowie, co zresztą zostało mi do dziś, bo kocham każde g… rozkładać na części pierwsze (śmiech). Wtedy też zacząłem pisać. I oczywiście stałem się egzaltowany. A egzaltację tę podbiły dodatkowo II i I miejsca w kolejnych edycjach poetyckiego konkursu wojewódzkiego. Gdzieś w połowie liceum, kiedy zaczęły się rozszerzenia do matury, jedyną osobą, która potrafiła powściągnąć moje ego była polonistka. To ona potrafiła powiedzieć wprost, że piszę wypracowania jak egzaltowana nastolatka, i że muszę przestać bujać w obłokach. I chociaż wyniki maturalne z dzisiejszej perspektywy nie są oszałamiające, to właśnie pani Maria swoją postawą, konkretnością, a jednocześnie dyskretnym rozpalaniem zainteresowań - stała się inspiracją do podjęcia przeze mnie studiów polonistycznych. Teraz, kiedy mam własnych uczniów, staram się wizualizować, jak postąpiłaby lub co powiedziałaby pani Maria w danej sytuacji. Wzorowanie się na konkretnym nauczycielu, ucząc tego samego przedmiotu,  jest pewnego rodzaju spłatą długu wdzięczności…

Konsekwencją zdanej matury i roli polonistki w twoim życiu był wybór kierunku studiów: filologia polska. Co w studiowaniu  ci się podobało, a co nie? Czy pracujesz zawodowo? Zgodnie z wykształceniem? 

Rozpoczęcie studiów na osi mojego życia jest cezurą. Wszystko co było przed, pokryło się lekką mgłą. To właśnie czas studiów otworzył przede mną sporo możliwości i ciekawych doświadczeń. Konferencje naukowe, odczyty, wydziałowe imprezy, a przede wszystkim juwenalia. I masa nowych twarzy. Czułem się tak, jakbym po wyjściu z rodzinnego domu zrzucił wylinkę, stając się kompletnie osobnym bytem. Studia polonistyczne wynikały z moich zainteresowań. No i trochę z chęci ucieczki jak najdalej od matematyki, ale o tym sza (śmiech). Były one ciekawe, choć i bardzo wymagające. Gdyby porównać czas poświęcony na naukę, to myślę, że niewiele by się różnił od tego, poświęconego przez studentów kierunku medycznego czy technicznego. Wiem, wiem, to dość kontrowersyjna teza. Ale jeśli powiemy sobie, że do każdej z 10 epok trzeba było przeczytać kilkanaście – jeśli nie kilkadziesiąt – książek i artykułów… Z perspektywy człowieka, który ukończył studia 5 lat temu, widzę, że nie byłem wolny od idealizacji tego kierunku. Kiedy w połowie studiów pojawiło się już zmęczenie materiału, zacząłem zazdrościć studentom ścisłych kierunków, że uczą się rzeczy bardziej praktycznych, jak budowanie maszyn, ratowanie ludzi, itp. Po studiach, które ukończyłem już w pandemii, towarzyszyło mi poczucie, że nie posiadam żadnych namacalnych umiejętności. Dlatego, chcąc ich nabrać, przez kilka lat tułałem się po różnego rodzaju stażach - od domu kultury, po sądy i teatr. Nawet przez 6 miesięcy pracowałem w Urzędzie Statystycznym, choć do tej pory nie wiem co tam robiłem (śmiech). Pięć lat zajął mi zwrot ku naturalnej kolei rzeczy – uczeniu. Aktualnie udzielam korepetycji z języka polskiego. Wyspecjalizowałem się w przygotowaniu uczniów do egzaminu ósmoklasisty i  matury. Zacząłem dostrzegać, że poza nauczaniem przedmiotu, dokładam ważną cegiełkę do zjawiska odczarowywania  niepełnosprawności. Podoba mi się to! A jako że apetyt rośnie w miarę jedzenia, aktualnie jestem na podyplomówce z przygotowania pedagogicznego.  Od września rozpoczynam szkołę policealną na kierunku terapia zajęciowa. Po latach „jojczenia”, pojawił się konkretny pomysł na siebie. Myślę, że mogę zrobić wiele dobrego!

IMG_8855.jpg
 
IMG_8869.jpg
 

Określenie  „człowiek niepełnosprawny”  odchodzi do lamusa. I dobrze. Częściej używamy sformułowania „ osoba z niepełnosprawnością”. O stomii mówi się, że to niepełnosprawność niewidoczna. Stomikami jesteśmy oboje, ale w twoim przypadku to niejedyna niepełnosprawność. Poruszasz się na wózku inwalidzkim. Powiesz nam jaki jest tego powód? 

Powodem jest przepuklina oponowo-rdzeniowa – znana powszechnie jako rozszczep kręgosłupa i pakiet innych chorób do tego dołączonych, m.in. wodogłowie, kończyny końsko-szpotawe, jedna nerka, nadciśnienie. Swoją niepełnosprawność postrzegam dość specyficznie. Jest trochę jak kieszeń, której nie używam. Niby wiem o jej istnieniu, ale nie wpływa ona na to, jak żyję czy co robię; albo jak lekko skrzypiące drzwi — czasem je słyszę, ale nie udaje im się wyprowadzić mnie z równowagi. Choć czasem daje o sobie znać w najmniej oczekiwanych momentach. Wolę nazywać się osobą doświadczającą niepełnosprawności. Ale za to sformułowania takie jak inwalida czy kaleka, które niekiedy zdarza mi się słyszeć w kolejce u lekarza czy na poczcie, wywołują u mnie wściekliznę. Cytując matematyczkę z podstawówki: ,,mam mord w oczach” (śmiech).

Czy na sposób traktowania przez ciebie  „skrzypiących drzwi” mieli wpływ ludzie, którzy cię otaczali? Rodzina, nauczyciele, rówieśnicy?

Na postrzeganie przeze mnie niepełnosprawności miało wpływ wiele rzeczy i wiele doświadczeń. Przede wszystkim zostałem wychowany jak zdrowy człowiek. Nie pamiętam, abym kiedykolwiek doświadczał taryfy ulgowej, czy „miękkiego” traktowania. Osoby, którymi się otaczałem i otaczam, często rozmawiając ze mną podkreślają, że niemalże z automatu przestają widzieć wózek. Mój stosunek wynika z nabrania dystansu. Od jakiegoś czasu wychodzę z założenia, że jeśli ktoś ma problem z moją niepełnosprawnością, to nie mój problem. Bycie na wysokich obrotach tylko potwierdza, że jestem ponad to. 

A z drugą „ciemną stroną księżyca” też się spotykałeś? Poza kolejką na poczcie?

Nie raz! Dystans do niepełnosprawności musi być poprzedzony trudnymi emocjami. Bez tego nie obrasta się grubą skórą. Ta ciemna strona księżyca pojawiła się wraz z pójściem do szkoły podstawowej. Do tego momentu jakoś niespecjalnie człowiek zdawał sobie sprawę z różnic anatomicznych, czy różnic w funkcjonowaniu. W którejś z książek napisałem, że czułem się jak kulawy wśród olimpijczyków. A czujesz się gorszy przeważnie w zestawieniu z kimś zdrowym. Tę obserwację bym i dziś podtrzymał.  Nawet wiele lat później zdarzały się sytuacje, kiedy to poczucie do mnie wracało. Nie czuję potrzeby rzucania tu jakimiś konkretnymi przykładami. Dość powiedzieć, że ze stereotypami różnego typu walczyłem i walczę do dziś. Jakimi? Na przykład takim,  że skończyłem studia, bo miałem fory u wykładowców, że potrzebuję całodobowej opieki, a co za tym idzie litości; że nie mam potrzeb natury intymnej, „a kto się będzie chciał tobą opiekować, tak się poświęcić?”. Dużo tego! Ale dzięki temu wiem, że będzie co robić do końca życia (śmiech)

Jak długo jesteś stomikiem? Jaki był powód wyłonienia? Jak radzisz sobie z obsługą stomii? Akceptujesz ją? Jakie widzisz plusy, a jakie minusy tej sytuacji?

15 czerwca stuknęła dekada!!! Historia mojej stomii nie jest wcale oczywista. Nigdy nie mierzyłem się ani z chorobą nowotworową, ani z chorobą jelit. U końca liceum otworzyła się przede mną perspektywa wyjścia z domu, z małego miasteczka na studia. Wiedziałem, że nie uda mi się spełnić tego bez pozbycia się pampersa. Tak też się stało. 15 czerwca 2015 roku, na trzy miesiące przed rozpoczęciem roku akademickiego, wyłoniono mi kolostomię. Początki nie były łatwe. Zaraz po zabiegu byłem przerażony! Kompletnie nie panowałem nad zawartością worków, a już sama czynność wymiany napawała mnie obrzydzeniem. Po powrocie do domu, przez kilka tygodni korzystałem z pomocy wykwalifikowanej pielęgniarki. Potem wszystko odbywało się już na zasadzie prób i błędów - testowałem każdy możliwy sprzęt, obserwowałem organizm. Myślę, że oswojenie się z „różyczką” zajęło mi 2 lata. Aktualnie korzystam z jednego rodzaju wypróbowanych worków, podobnie jest z zestawem środków pielęgnacyjnych. Chętnie sięgam do nowinek, choć tylko w ramach ciekawostki. Doszedłem do takiego punktu, że mój organizm akceptuje tylko ten rodzaj używanego przeze mnie sprzętu, wszystko inne traktując jak „intruza” (śmiech). Mimo tak długiego stażu, wciąż zdarza mi się mieć różne wpadki i wypadki, ale chyba jest to wpisane w koszta…

IMG_8878.jpg
 
IMG_8961.jpg
 

Pierwsze informacje,  jakie o Tobie usłyszałam, to: Michał -aktywista- humanista- artysta. Człowiek-orkiestra po prostu.  Rozwiniesz te hasła? 

  • Humanista z krwi i kości. Kocham czytać – moja domowa biblioteka liczy już około 700 książek i wciąż rośnie, mimo że półki zaczynają prosić o litość. Zrzućmy więc to na karb zboczenia zawodowego, którego bynajmniej nie zamierzam leczyć (śmiech). 
  • Aktywista – bo lubię ludzi i lubię, jak coś się dzieje. Często słyszę, że ciężko złapać mnie w domu. Tak często bywam poza nim. Sąsiedzi mówią że żyję tak, jakbym chciał w jednym życiu zmieścić kilka biografii.
  • Artysta – dlatego, że piszę. W 2022 roku wydałem monografię artystyczną Wojciecha Młynarskiego pt. Młynarski. Światowe życie, a rok później otrzymałem za nią Literacką Nagrodę Czytelników Warmii i Mazur. Słowo jest dla mnie czymś więcej niż narzędziem – to tworzywo, z którego można ulepić emocję, pejzaż. Stąd moim pierwotnym gatunkiem stała się poezja. W zeszłe wakacje powróciłem do niej po 5 latach! 

    Jak rozumiem te trzy hasła? Humanista to ktoś, kto widzi więcej. Widzi świat przez pryzmat tego, co pulsuje gdzieś pomiędzy, co nie jest zauważane przez innych. Aktywista – to ten, kto jest w ruchu, kiedy inni tylko kręcą głową albo komentują świat z pozycji kanapy, z pilotem w dłoni. A artysta – to wolny duch, może trochę czarodziej? Tylko artysta jest w stanie sprawić, że ktoś zagoniony w codzienności, zatrzyma się nad czymś, zamyśli. U mnie te role się przenikają i wzajemnie napędzają. 

Wiesz, że litery z  tych haseł ukryte są w twoim imieniu? Stąd mój pomysł na „diagramowy” tytuł naszego wywiadu. Do każdego z tych haseł odniosę się teraz   kolejno.  Zacznijmy od humanisty. Jaką literaturę lubisz najbardziej? Twój  ulubiony pisarz? Poeta?

Zdecydowanie jestem zwolennikiem tezy, że dobra literatura to taka, której poznawanie wiąże się z intelektualnym wysiłkiem, czytanie musi człowieka zmęczyć. Wtedy przeczytanie danej książki jest jeszcze bardziej satysfakcjonujące. Na moich półkach dominuje literatura piękna i beletrystyka historyczna. Ostatnio spostrzegłem, że w dużej mierze są to autorzy już nieżyjący albo w zaawansowanym wieku – tacy, którzy nie muszą się z nikim ścigać, są ponad wszelkimi trendami. Jeśli chodzi o prozę to mam wszystkie teksty Hermanna Hessego, Gabriela Garcii Marqueza, Kazuo Ishiguro, Milana Kundery. Jeśli chodzi o polską literaturę moim niedoścignionym autorytetem jest i pozostanie Wiesław Myśliwski. Przeczytałem prawie wszystko Olgi Tokarczuk, Elżbiety Cherezińskiej. Kolekcjonuję Serię Dzieł Pisarzy Skandynawskich i dzieła – „tego starego nudziarza” – Kraszewskiego (śmiech). W poezji hołduje byciu osobnym, także wbrew trendom, bez współczesnego przeintelektualizowania. Kiedy czytam współczesną poezję, przyznać muszę, że nie zawsze wszystko rozumiem. Często zastanawiam się, dla kogo jest to tworzone –  dla czytelników, łechtania ego autora, czy jury tego czy tamtego konkursu, które ma określone preferencje estetyczne? Choć sam uprawiam poezję, rzadko do niej zaglądam. Głównie dlatego, że nie chciałbym się czymś zainspirować, czy czegoś od kogoś „zgapić”, i wziąć jako swoje. Kiedy jednak szukam inspiracji – językowej, nastrojowej, tematycznej - zawsze sięgam po Ewę Lipską, Krystynę Miłobędzką czy Urszulę Kozioł.  One nigdy nie zawodzą!

Akcje, w których uczestniczył Michał-aktywista? Wiem o twoim udziale w Campusach. Fundacja Stomalife też była tam obecna. Opowiedz o tym doświadczeniu.

Przede wszystkim Campus Polska nie jest dla mnie wydarzeniem politycznym, choć niewątpliwie może z zewnątrz za takie uchodzić. W moim przypadku jest to dobry pretekst do wyjścia z domu, zwłaszcza w sytuacji, kiedy coroczne zwyczajowe, olsztyńskie wydarzenia są najzwyczajniej w świecie albo przeludnione, albo poza moim zainteresowaniem. Początkowo, w 2023 roku, trafiłem na to wydarzenie spontanicznie. Chciałem dostać się na spotkanie z Olgą Tokarczuk. Dzięki uprzejmości obecnej Ministry Edukacji, otrzymałem wejściówkę na wszystkie wydarzenia, do ostatniego dnia. Bardzo szybko udzieliła mi się atmosfera. Poznałem masę sympatycznych i uprzejmych ludzi, zawsze gotowych pomóc w ten czy inny sposób. Brałem udział w dużych spotkaniach,  odważnie zadając pytania. Mam sporo zdjęć ze znanymi ludźmi, których lubię i cenię. Zwracałem na siebie uwagę, ale myślę, że w pozytywny sposób. Każde publiczne pojawienie się osoby niepełnosprawnej sprzyja oswajaniu z tematem. Biorąc pod uwagę mój udział w Campusie w 2023 i 2024 - można powiedzieć, że wycisnąłem spędzony tam czas jak cytrynę. 

A jak aktywności poza Campusem?

To temat na osobny artykuł! (śmiech). No ale – spróbujmy… W czasie studiów byłem Przewodniczącym Koła Literaturoznawców. Cztery lata byłem stypendystą rektora. Uczestniczyłem w 5 konferencjach naukowych, zarówno na moim wydziale, jak i na krakowskim Uniwersytecie Papieskim. Mam nawet jeden artykuł w czasopiśmie pokonferencyjnym, który dotyczy korespondencji Delfiny Potockiej i Zygmunta Krasińskiego. Po studiach polonistycznych, w warunkach domowych ukończyłem podyplomowo bibliotekoznawstwo. Ukończyłem Studium Reportażu przy Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie, a także warsztaty mistrzowskie dla instruktorów teatralnych. Kurs teatroterapii.  W listopadzie 2024 poprowadziłem wykład dla słuchaczy Akademii Trzeciego Wieku o Wojciechu Młynarskim. Tak z grubsza!

Dużo tych „A” w moich pytaniach, ale tego zabraknąć nie może. Rozwińmy wątek  A jak artysta!

Piszę. Jak już wspominałem,  w 2022 roku wydałem monografię artystyczną Wojciecha Młynarskiego pt. Młynarski. Światowe życie

Skąd pomysł akurat na Młynarskiego? 

Pomysł pojawił się trochę przypadkiem – od rozmowy z kolegą-redaktorem, który zaproponował, żebym rozwinął wątek z mojej pracy magisterskiej. Temat brzmiał: Obraz społeczeństwa polskiego w twórczości Wojciecha Młynarskiego. Zgodziłem się trochę odruchowo, a potem przez półtora roku żyłem Młynarskim – wertowałem jego dorobek, rozmawiałem z rodziną i współpracownikami. Ciekawostką może być to, że wszystkie rozmowy odbyłem przez telefon, rejestrując je dyktafonem. Metoda pisania była więc dopasowana do moich życiowych niedyspozycji – bo, niestety, nie mogłem podążyć śladami mojego bohatera fizycznie… Tak czy inaczej – była to spora praca dokumentacyjna. Dziś, myślę, że ta książka była w gruncie rzeczy domknięciem etapu studiów – takim symbolicznym zamknięciem furtki, której pandemia nie pozwoliła mi domknąć. Nie było pożegnania z akademickim życiem, wykładowcami, koleżankami i kolegami, więc ta książka stała się takim właśnie pożegnaniem, którego potrzebowałem, żeby pójść dalej. W następnym roku, w maju 2023, otrzymałem za nią Literacką Nagrodę Czytelników Warmii i Mazur – Wawrzyn Czytelników. Nagroda przyszła jeszcze bardziej niespodziewanie, niż sama propozycja (śmiech). 

IMG_9013.jpg
 
IMG_9037.jpg
 

Gratulacje!  Monografia Młynarskiego to nie  jedyna pozycja, którą wydałeś drukiem. Były tomiki poetyckie, a także „ Imago”.  Jakie wątki poruszasz w tworzonej przez siebie literaturze?

Moje początki literackie sięgają 2014 roku, kiedy udało mi się zdobyć II nagrodę w konkursie poetyckim. Od tamtej pory – trochę żartując – wpadłem w artystyczny egoizm i zacząłem wydawać tomiki własnym nakładem, przez studio reklamowe. Przysięgam, że kolejności pierwszych tomów dziś już nie pamiętam (śmiech), ale wiem, że korzystałem z uprzejmości znajomych fotografów, którzy pozwalali mi używać swoich zdjęć na okładkach i jako dopełnienie środka. Wyszło ich 7 albo 8. 

Wszystko, co robiłem do momentu monografii, zdawało się prowadzić właśnie do niej. Ale po jej wydaniu… kompletnie się zablokowałem. Ani proza, ani poezja – nie byłem w stanie napisać niczego. Poszedłem wtedy do Studium Reportażu przy Teatrze Jaracza w Olsztynie. Tam powstał reportaż panoramiczny – opowieść o mojej niepełnosprawności i dojściu do punktu, w którym jestem dzisiaj. Kiedy go ukończyłem, przypadkiem wróciłem do dawnych wierszy i pomyślałem: „one wcale nie są takie złe” (śmiech). Tak narodził się pomysł na książkę prozatorsko-poetycką Imago.

Od tego momentu wróciłem do pisania wierszy – po pięciu latach przerwy. Ale już z innym nastawieniem: nie gonię za tym, nie wymuszam. Pisanie jest czymś, co się po prostu zdarza. A ja staram się zdać na los. Być może pójdę w stronę młodszego czytelnika i spróbuję odczarować temat niepełnosprawności, może powstanie reportaż o nas, „torbaczach”. Będzie, co będzie. Wychodzę z założenia, że żeby pisać, trzeba najpierw trochę pożyć zwykłym życiem i uważnie obserwować. Temat potrafi przyjść w najmniej oczekiwanym momencie.

Czy wybrałbyś jeden ze swoich wierszy i zacytował czytelnikom?

Myślę, że w temat naszej rozmowy dobrze wpisuje się jeden z wierszy, napisanych w zeszłym roku. 

[tolerancja]
skoro nie masz nic do mnie 
mojego zapachu koloru oczu
wady wymowy blizn 
za dużej głowy 
nawracających odparzeń  
sansewierii w pełnym słońcu 
żółknącego drzewka szczęścia 
dlaczego nos zatykasz 
każesz zejść sobie z powiek

Michał jestem pod wrażeniem rozmowy z Tobą i tego, co udało nam się zbudować wspólnie, by móc przekazać Czytelnikom. Jesteś naprawdę Ciekawym Człowiekiem, z gatunku tych, których zaprasza się na spotkania nie tylko autorskie. Mam nadzieję, że Czytelnicy właśnie w ten sposób odbiorą ten tekst! Gratuluję Ci tego, co osiągnąłeś do tej pory. Będziemy wszyscy mocno trzymać kciuki za Twoje kolejne pomysły i inicjatywy. Czy jest temat, który  na koniec chciałbyś  poruszyć? Coś przekazać naszym Czytelnikom?

Chciałbym powiedzieć kilka słów  o walce o siebie. W moim przypadku walka o samodzielność zaczęła się od pogodzenia się z tym, że mam ciało, które działa inaczej, co nie oznacza wcale, że jest gorsze. Wyłonienie stomii było istotną częścią tej walki. To świadoma decyzja, dzięki której mogłem pójść dalej – dosłownie i w przenośni. Niepełnosprawność uczy, że granice często są w głowie, nie w nogach czy innych „odjętych” partiach ciała. Dlatego jeśli mogę komuś coś przekazać, chciałbym podkreślić, że warto zawalczyć o swoją przestrzeń, o swój sposób na życie – nawet jeśli oznacza to nietypowe rozwiązania. Bo niezależność i godność (patos, wiem) są warte świeczki. Myślę, że całą tę wypowiedź mógłbym sprowadzić do motta, które mam w gabinecie na korkowej tablicy: „Każdy ma to, na co się odważy”.

Michał Ostrowski
Sierpień 2025
Zdjęcia: Joanna Dawidzionek

Znajdź nas na
Znajdź nas na
Znajdź nas na