Tekst: Małgorzata Kalicińska

Od jakiegoś czasu jestem częstą bywalczynią w szpitalu. Mąż jest pacjentem, a ja mu towarzyszę. Pomagam, przywożę wodę i owoce, zabieram zbędne rzeczy, dodaję otuchy i zmywam się, gdy mąż jest już „osadzony”. To krótkie wypady, trzydniowe. Ale i podczas takich mam dobre pole obserwacji. Rok temu odwiedzałam w niewielkim, miejskim szpitalu naszego przyjaciela Krzyśka, który chorował na raka krtani. Co ja się napatrzyłam, nawąchałam… Po tych doświadczeniach po prostu muszę napisać to, co mi leży na sercu.

Dziwię się, że gdy szpital przyjmuje chorego z góry zakłada, że chory wie, co oznacza dobre wychowanie. No niestety nie wie, więc dobrze byłoby drukując mu kartę przyjęcia itp. wydrukować też pewnego rodzaju przewodnik (krótki i zwięzły) o tym, jak należy zachowywać się w szpitalu. Tak, ja wiem, że chorzy to… chorzy, cierpiący, ale nie każdy ma izolatkę z wygodami. Rzadko który z pacjentów ma swoją „biznes klasę” jak w samolocie, a i tam też obowiązuje bardzo ważna zasada obowiązująca też w życiu:

TWOJA WOLNOŚĆ KOŃCZY SIĘ TAM, GDZIE ZACZYNA WOLNOŚĆ INNEGO CZŁOWIEKA.

Na sali leży wielu pacjentów. W szpitalu trzeba wzmocnić ten przekaz:

TWOJA WOLNOŚĆ i wygoda, KOŃCZY SIĘ TAM, GDZIE ZACZYNA SIĘ WOLNOŚĆ i wygoda INNEGO PACJENTA.

Do rzeczy:

1 – Jeśli chcesz słuchać radia, oglądać film, słuchać muzyki, zainwestuj w słuchawki. KONIECZNIE! Nie zmuszaj współpacjentów do słuchania tego, co generuje twoje radio albo telefon.

2 – Doprawdy, wczuj się i zmniejsz do połowy głośność dzwonków. Słuchanie co i rusz dzwonienia, ryczenia, taktów rocka, bimbania, dziwnych i wymyślnych sygnałów telefonicznych jest na dłuższą metę upiorne. Ścisz telefon!

3 – Rozmawiaj ciszej. Nie wszyscy muszą wysłuchać twoich opowieści, problemów, humorów, plotek czy połajanek. DYSKRECJA.

4 – Zazwyczaj w salach są toalety, więc pomyśl sobie, że Twoi sąsiedzi słyszą, że poszedłeś (poszłaś) na siku lub też coś więcej i NIE MYJESZ POTEM RĄK! W domu to źle, a co dopiero w szpitalu?! Umyj dłonie. Tam jest nie tylko mydło, ale też często płyn dezynfekujący. No i powinieneś/powinnaś mieć własne, ręcznik też. Myj ręce i zamykaj klapę. Nie pomagaj bakteriom. Wszyscy jesteście osłabieni.

5 – Higiena obowiązuje taka jak w domu albo na wyższym poziomie. Wstajesz do łazienki? UMYJ SIĘ codziennie. Niestety, jako gość często wchodzę do sal i jak obuchem obrywam zapachami spod pach, z pachwin i niemytych nóg. Czemu to fundujesz pozostałym? Pielęgniarkom i lekarzom, którzy się nad tobą pochylają?! Masz masę czasu – myj się codziennie i używaj dezodorantu. To dzisiaj wyznacznik kultury osobistej.

Nie zapominaj o zębach. Niemycie ich publiczne to okropny obciach.

6 – Ubrania. Weź na zmianę, jeśli leżysz ponad 3 dni. Przynajmniej podkoszulek czy koszulę nocną. I niech to nie będą stare powyciągane łachy, koszule sprzed wojny, szlafroki czy piżamy złachane na maxa „bo to tylko do szpitala”.

Nie musisz wyglądać jak łach, jak Baba Jaga!

Skarpetki też zmieniaj. I ogólnie wąchaj się. To, co ty czujesz na 10 % my, obcy czujemy na 110%. Serio!

7 – Tak, wiadomo, że macie obniżoną odporność, ale świeże powietrze nikomu nie szkodzi, a zatęchłe – TAK! Pozwalaj na otwieranie i wietrzenie, domagaj się tego. Przykryj się po uszy, gdy ktoś chce wietrzyć i pozwalaj na to! Zaziębienie Ci nie grozi, gdy się nakryjesz. A przez okno wyleci powietrze z bakteriami, wleci świeże. Nie ma nic bardziej przykrego, gdy się Was odwiedza, jak zatęchły smród na sali spowodowany brakiem higieny i oknami zamkniętymi „na amen”.

8 – Chrapanie. No cóż. Wszyscy chrapiemy. Ty też. Jeśli cierpisz w nocy, bo cię budzi ktoś chrapiący, poproś rodzinę albo sam sobie kup stopery do uszu na noc, a może też plasterek przeciwdziałający chrapaniu. Albo krople. Są takie w aptece.

9 – Nie polemizuj z lekarzem na swój temat publicznie. Zwłaszcza, gdy masz ostry temperament. Twoje zdenerwowanie nie jest potrzebne innym pacjentom. Umów się na rozmowę prywatną i jednak posłuchaj lekarza, zamiast go sztorcować. To on jest lekarzem. Nie ty. Wiedza od cioci, żony albo z Internetu nie jest ostateczna. Pohamuj nerwy, one jeszcze niczego nie poprawiły, nie przyspieszyły, a już z pewnością nie wyleczyły.

Gdyby wszyscy przestrzegali tych reguł, nieporozumień i stresu byłoby w szpitalach mniej.

ZDROWIA!