Autor: Renata Greń

 

Pewnego dnia odwiedziłam sklep. Sklep jak sklep. Często chodzimy do sklepu. Codziennie coś kupujemy: bułki, buty, cukierki, książki, rowery, spodnie, makarony, stoły, dywany, jabłka i lampy.

Cóż może być niezwykłego w sklepie. Są dostawcy i sprzedawcy, klienci i konsumenci, półki i towary, lady i komputery. Ale w tym sklepie była jeszcze… MAGIA. Przeniosłam się w świat lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Czyli najlepszego czasu dla polskiego wzornictwa użytkowego.

Tego dnia nie kupiłam nic, ale wyszłam oczarowana i odmieniona. Szukałam informacji w książkach, albumach i oczywiście w sieci. Poznałam nazwiska wspaniałych twórców z tamtych lat: projektantów mebli i dekoratorów wnętrz, rzeźbiarzy i designerów, projektantów tkanin oraz wyrobów z ceramiki i szkła, projektantów wyrobów z porcelany i ceramiki artystycznej.

Jaka szkoda, że nie uczymy się w szkole o tych wspaniałych ludziach: Zbigniew Horbowy, Lubomir Tomaszewski, Eryka Trzewik-Drost i Jan Sylwester Drost, Danuta Duszniak, Józef Marian Chierowski, Mieczysław Puchała, Maria Chomentowska, Kazimierz Krawczyk czy Ewa Gerczuk-Moskaluk, Jerzy Słuczan-Orkusz i wielu, wielu innych – nie sposób wymienić wszystkich nazwisk. Zaprojektowane przez nich przedmioty codziennego użytku zmieniły życie każdego Polaka i gościły w każdym domu!!! Każdy z nas zetknął się „krzesłem muszelką”, wszechobecnymi segmentami, serwisami z Ćmielowa, wazonami Sękacz, Alicja, Osiołek, Izolator, Kręgiel, szkłem antico , oplotami, kryształami, talerzykami państwa Drostów, porcelanowymi figurkami zwierzątek z fabryk porcelany w Ćmielowie i Chodzieży, słynną Sudanką czy Dywanem Ognistym.

Prawdziwe cuda z tamtych lat przebojem wdarły się do mojego teraźniejszego życia!!!

Pierwszym okazem kupionym przez OLX był zestaw do napojów Zbigniewa Horbowego. Kupiłam go od mieszkanki Wrocławia – Agi. Pani Agnieszka okazała się cudowną osobą i doskonałym nauczycielem. To ona powoli i z cierpliwością wprowadzała mnie w cudowny świat szkła. Poznawałam takie pojęcia jak: szkło barwione w masie, szkło sodowe, a także nieco żartobliwe, ale jakże pomocne terminy: kolor świnkowy, kolor żółtkowy. Pani Aga okazała się kopalnią wiedzy w temacie produkcji szkła, jej historii, mieszania składników i uzyskiwania wspaniałych kolorów, a także życia projektantów i hutników, bezpośrednio odpowiedzialnych za powstanie tych dzieł. Opowiadania ubarwiała śmiesznymi anegdotkami związanymi z tą tematyką. Te godziny spędzone na rozmowach o wazonach zapamiętam do końca życia. Na jej cześć mój garnitur do napojów zyskał nazwę „AGA”.

Byłoby nieładnie z mojej strony, gdybym nie wspomniała pana Jana. Osobiście przywiózł mi z Krakowa cenny wazon. Potem długie chwile spędziliśmy na układaniu, przekładaniu, przesuwaniu mojego skromnego (na razie) zbioru. Pani Ewa wysłała mi tytuły książek, które powinny znaleźć się w bibliotece każdego pasjonata wazonów.

I tak z tygodnia na tydzień moja kolekcja powoli się rozrasta. Oddałam jej serce i sześć półek w salonie. Planuję zainstalować odpowiednie oświetlenie, nieodzowne do wydobycia wspaniałych barw i pięknej formy. Bez niego moje okazy wyglądają na nieco zaniedbane. Muszę to szybko nadrobić.

W długie zimowe wieczory będę pogłębiała wiedzę o tej dziedzinie, odwiedzę Instytut Wzornictwa Przemysłowego w Warszawie. Planuję też odwiedzić Muzeum Narodowe we Wrocławiu i Muzeum Ziemi Kłodzkiej.

Bo to są drobne radości życia.