Jako nauczycielka języka polskiego wiem, że pytanie retoryczne to wdzięczne narzędzie – nie oczekuje odpowiedzi, bo ta jest oczywista, ale ma człowieka pobudzić do refleksji. Przez dwadzieścia pięć lat moje życie było zakładnikiem pytań, na które nikt nie potrafił udzielić odpowiedzi:
„Czy jeszcze kiedyś obudzę się bez bólu?”, „Czy dzień w pracy nie skończy się sygnałem karetki?”, „Czy można żyć bez opoidów, która zamiast ratować, powoli odbiera mi mnie samą?”.
Dziś, mając 63 lata, patrzę na te pytania z perspektywy kogoś, kto przeszedł przez najtrudniejszy egzamin z egzystencji. Moim wrogiem nie była niechęć do świata, lecz własna fizjologia. Najprostsze ludzkie czynności, o których zdrowy człowiek nawet nie myśli, dla mnie były barierą nie do przejścia. Przez 25 lat ból był moim jedynym wiernym cieniem. Aż do roku 2020.
Pit-stop na drodze do wolności
Słowo „stomia” brzmi dla laika jak wyrok albo przynajmniej bolesne okaleczenie. To życiowy „pit-stop” – moment, w którym musisz się zatrzymać, a w głowie huczy od lęku, frustracji i rozpaczy. Czy ceną za życie bez bólu musi być „worek”? To pytanie zadaje sobie każdy z nas, stomików, stojąc przed decyzją, która dzieli życie na „przed” i „po”.
Moje „po” miało zacząć się w lutym 2020 roku, ale strach wygrał. Potem świat zamknęła pandemia. Te kilka miesięcy oczekiwania było czyśćcem. Doszłam do momentu, w którym ból był tak obezwładniający, że w akcie desperacji wizualizowałam sobie, iż sama dokonuję tego zabiegu. Dlatego, gdy w czerwcu w końcu nadszedł dzień operacji, nie szłam na blok z lękiem. Szłam tam jak na bal. Dosłownie.
Kiedy obudziłam się z narkozy i dotknęłam nieestetycznego, pooperacyjnego worka, uśmiechnęłam się. Ból rany był zaledwie „fraszką”, w porównaniu z demonem, który dręczył mnie przez 25 lat. 9 czerwca 2020 roku miecz Damoklesa, który wisiał nad moją głową, wreszcie opadł, nie czyniąc mi krzywdy.
Nowa gramatyka szczęścia
Czy można zacząć życie na nowo w wieku 57 lat? Czy można cofnąć mentalny zegar o dwie dekady? Dziś, z pełnym przekonaniem, odpowiadam: tak.
Moje życie ze stomią nie jest egzystencją „pomimo”. Jest radosnym, pełnym pasji trwaniem, w którym woreczek jest jedynie dyskretnym towarzyszem wolności. To właśnie to doświadczenie – tak autentyczne, że niemal namacalne – zaprowadziło mnie do Fundacji StomaLife. Nie było w tym kalkulacji, chęci zdobycia „fejmu” czy wielkich, górnolotnych słów o misji. To był wewnętrzny głos, który mówił: „Mirelo, musisz się tym dzielić”.
Zdecydowałam, że moje bezbolesne życie i fakt, że stomia jest dla mnie bezproblemowa, muszą stać się świadectwem. Chcę pokazywać innym, że to, co bierzemy za koniec świata, może być jego najpiękniejszym, nowym początkiem. Jako nauczycielka wiem, że najlepiej uczy przykład. Mój przykład mówi jasno: ból nie musi mieć ostatniego słowa.
W moim prywatnym słowniku wykreśliłam już pytania retoryczne dotyczące cierpienia. Zastąpiłam je wykrzyknikami radości. Bo życie, nawet z „dodatkiem” na brzuchu, jest darem, którego nie wolno zmarnować na strach. Wręcz przeciwnie! To zaproszenie do realizowania pasji, zainteresowań i smakowania każdego dnia, jakby był filiżanką pachnącej kawy o poranku.
Mirela Bornikowska
9 luty 2026