
Szanowni Państwo,
zacznijmy od twardych danych: każdy, od laureata Nagrody Nobla po naszą ulubioną gwiazdę, spędza średnio od kilku do kilkunastu minut dziennie na ceramicznym tronie. To najbardziej demokratyczny proces fizjologiczny na planecie, a jednak traktujemy go tak, jakby nie istniał. Czas najwyższy wyciągnąć temat defekacji z mroku toaletowej kabiny na światło dzienne, ale tu dopada nas WSTYD…
Ewolucyjnie wstyd miał nas chronić przed patogenami – trzymanie „tych spraw” z daleka od obozowiska było kwestią przeżycia. Jednak w XXI wieku ten pierwotny instynkt zamienił się w toksyczny knebel. Wstydzimy się dźwięków, zapachów i samej rozmowy o produkcie końcowym naszej przemiany materii. Efekt? Ignorujemy sygnały alarmowe, które wysyła nasz organizm. Kupa nie jest tylko „odpadem” – to biochemiczny raport o stanie naszego zdrowia, czytelny barometr mikrobioty jelitowej i system wczesnego ostrzegania przed stanami zapalnymi czy nowotworami.
Problem jest głębszy, niż nam się wydaje, ponieważ dotyka również gabinetów lekarskich. Niestety, świat medyczny – mimo lat studiowania anatomii – nie jest wolny od społecznego warunkowania. Zbyt często rozmowa o wypróżnieniach kończy się na szybkim i wymijającym pytaniu o „regularność”, podczas gdy powinniśmy rozmawiać o konsystencji, barwie i trudnościach z niemal inżynierską precyzją.
Pacjent, który wstydzi się mówić, i lekarz, który krępuje się pytać, to duet idealny dla rozwoju chorób, którym można zapobiec. I temu mówimy stanowcze NIE!
W tej broszurze odrzucamy eufemizmy. Nie będziemy mówić o „dwójeczce” ani „wizycie w ustronnym miejscu”. Będziemy rozmawiać o:
Zrozumienie własnej fizjologii to nie powód do zażenowania – to najwyższy wyraz troski o siebie. Zapraszamy do lektury, która sprawi, że następnym razem, zamiast szybko spuszczać wodę i odwracać wzrok, spojrzymy w głąb muszli z naukową ciekawością i należnym szacunkiem.

Gabinet lekarski bywa stresujący, a opowiadanie obcej osobie o swoich wizytach w toalecie może sprawić, że poczujemy niczym nastolatek przyłapany na paleniu w szkolnej łazience. Wstyd często wynika z używania słownictwa, które kojarzy nam się z przedszkolem lub wulgaryzmami. Jeśli czujemy dyskomfort, używajmy terminów medycznych. Zamiast „robić twardą kupę”, powiedzmy o „wypróżnieniu o twardej konsystencji”. Zamiast „nie móc się załatwić”, mówmy o „przewlekłych zaparciach” lub „poczuciu niepełnego wypróżnienia”. Kiedy zamienimy słowa potoczne na te o zabarwieniu medycznym, stworzymy profesjonalny dystans, który ułatwi rozmowę z lekarzem. Zmienimy się z „zawstydzonego pacjenta” w „analityka własnego organizmu”.
Pamięć bywa zawodna, zwłaszcza gdy siedzimy już w gabinecie lekarskim. Koniecznie zróbmy notatki w telefonie. Lekarza będą interesować trzy kluczowe parametry:
Dodatki: (krew, śluz, niestrawione resztki pokarmu – to są kluczowe poszlaki!).
Jeśli poczujemy, że mamy do czynienia z lekarzem, który bagatelizuje nasze objawy lub wykazuje się „uprzejmym skrępowaniem”, przejmijmy inicjatywę. Możemy powiedzieć wprost: „Wiem, że to mało komfortowy temat, ale zależy mi na dokładnej diagnostyce moich nawyków jelitowych”.
Jako pacjenci mają Państwo prawo do pełnej diagnostyki, w tym również badania per rectum, jeżeli istnieją ku temu wskazania.
Złota zasada „Trzech P”
Jeśli mimo wszystko wstyd nas dopada i na samą myśl już zaczynamy się czerwienić, zastosujmy zasadę: Przygotuj się, Powiedz wprost, Podsumuj.
Pamiętajmy, to nasze zdrowie, a lekarz jest po to, by analizować dane. Nasz stolec to dla niego po prostu kolejny zestaw danych do przetworzenia. Wstyd zostawmy w tej sprawie za drzwiami.
Nasze jelita wykonują dla każdego z nas tytaniczną pracę 24 godziny na dobę.
Zasługują na to, żebyśmy o nich mówili z taką samą otwartością, z jaką opowiadamy o katarze czy bólu zęba.
A wiec do dzieła, przed nami kupa wiedzy o kupie.
Owocnej lektury!
Bianca-Beata Kotoro
Psycholog, psychoterapeuta ze specjalizacją onkologiczną, seksuologiczną i neurologiczną, wykładowca, edukator oraz superwizor ECE. Redaktor Naczelna magazynu PO PROSTY ŻYJ.