Czułość dla siebie w cieniu traumy

tekst.jpgTrauma to temat, do którego wracam. Nie dlatego, że brzmi poważnie. Tylko dlatego, że jest prawdziwy. I że – w mniejszym lub większym stopniu – dotyczy nas wszystkich.

Kiedyś myślałam, że trauma to coś spektakularnego. Wypadek. Katastrofa. Nagła strata. Dziś wiem, że to może być również coś cichego. Coś, co wydarzało się latami. Napięcie. Chłód. Brak bezpieczeństwa. Brak czułości.

W psychologii mówi się, że trauma to doświadczenie, które w danym momencie przekracza nasze możliwości poradzenia sobie z nim. Już Zygmunt Freud pisał o tym, że silne, nieprzeżyte emocje potrafią wracać do nas w snach, w lękach, w powtarzających się schematach relacji.

Bardzo porusza mnie też podejście Gabor Maté, który mówi, że trauma to nie tylko to, co nam się przydarzyło. To również to, czego zabrakło. Czasem bardziej boli brak przytulenia niż krzyk. Bardziej brak obecności niż konkretne wydarzenie.

Można być „dzielną dziewczynką”.
Można być „silną kobietą”.
Można radzić sobie ze wszystkim.

Tylko ciało pamięta.

Coraz częściej rozumiem, że to, czego nie przeżyłyśmy w pełni, odkłada się gdzieś głęboko. W napiętych barkach. W zaciśniętej szczęce. W płytkim oddechu. W nadmiernej czujności. W tym, że zawsze jesteśmy gotowe „dać radę”.

Zwierzęta po przeżyciu zagrożenia drżą. Otrząsają się. Rozładowują napięcie. My często uczymy się je zatrzymywać. Być opanowane. Być grzeczne. Być „normalne”.

A może właśnie dlatego tak bardzo potrzebujemy czułości wobec siebie?

Poza terapią uczę się wracać do ciała. Joga. Oddech. Taniec. Masaż. Czasem zwykłe zatrzymanie się i sprawdzenie: co ja teraz czuję? Gdzie to czuję? Czy to jest moje, czy niesione od lat?

Bliska jest mi myśl o wewnętrznym dziecku. O tej części nas, która kiedyś musiała być silniejsza, niż powinna. I o dorosłej części, która dziś może powiedzieć: „już jesteś bezpieczna”.

Przez długi czas czułam, że dobrze opiekuję się sobą. Potem jako mama i partnerka zaczęłam się rozpuszczać w potrzebach innych. Byłam obecna dla wszystkich, tylko nie dla siebie. I choć z zewnątrz wszystko wyglądało dobrze, w środku było coraz mniej mnie.

Dziś wracam. Powoli. Bez wielkich deklaracji. Jestem singielką i na ten moment to jest zgodne ze mną. Nie dlatego, że uciekam od relacji. Dlatego, że uczę się relacji ze sobą.

Uczę się mówić do siebie łagodniej.
Uczę się nie ignorować zmęczenia.
Uczę się nie bagatelizować własnych emocji.

Czułość dla siebie to nie słabość. To odwaga, by przestać udawać, że nic nas nie dotknęło.

A Wy?

Czy potraficie zauważyć, gdzie w Waszym ciele mieszka napięcie?
Czy Wasze wewnętrzne dziecko czuje się dziś bezpieczne?

Między nami — można zacząć od małego kroku. 

Psycholożka Yona 
Warszawa, 4 marca 2026


Napisz komentarz
Imie:*
Komentarz: *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Fundacja STOMAlife - administratora danych osobowych - ul. Chałubińskiego 8 00-613 Warszawa, w postaci adresu e-mail na potrzeby otrzymywania powiadomień ze strony stomalife.pl

* Pola wymagane
Napisz odpowiedź
Imie:*
Komentarz: *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Fundacja STOMAlife - administratora danych osobowych - ul. Chałubińskiego 8 00-613 Warszawa, w postaci adresu e-mail na potrzeby otrzymywania powiadomień ze strony stomalife.pl

* Pola wymagane
Znajdź nas na
Znajdź nas na
Znajdź nas na