Ciąża? Ze stomią? A jednak... Z workiem na brzuchu i dzieckiem pod sercem

Aneta Sukiert nie wpisuje się w obrazek „idealnej mamy z brzuszkiem”. Ma blizny, worek stomijny i nowotwór. Dziś jest w ciąży. Mówi głośno o tym, o czym wielu milczy: kobiece ciało, nawet po wojnie, wciąż może być domem dla życia.

Widzę, że stomia nie jest żadnym przeciwwskazaniem dla ciąży, który to już tydzień? 
Dwudziesty siódmy. 

Długo wyczekiwany moment?
Bardzo. Zresztą zawsze marzyłam, by mieć rodzinę, dziecko, a kiedy zachorowałam, bałam się, że przez stomię nigdy nie zajdę w ciążę. Niewiele mówiło się o tym, że kobieta ze stomią może urodzić dziecko. Tak naprawdę to chyba aktorka Marianna Gierszewska, zaczęła mówić otwarcie, że ma stomię i zaszła w ciążę. Jej wyznanie zapaliło we mnie iskrę nadziei. 

DSC04882-e.jpg

Czy stomia zmienia się wraz z rozwojem dziecka i rosnącym brzuchem?
Może troszkę jest większa i mniej schowana jak zawsze. Jedyne co zrobiłam to zmieniłam płytkę na ciut większą, bo czułam, że w poprzednia mnie obcierała. Zresztą nie mam i nigdy nie miałam problemów ze zmianą sprzętu. Od samego początku jedyne czego używam z kosmetyków, to pasta uszczelniająca. Wiem, że niektórzy stomicy borykają się z wieloma problemami, ja mam poczucie, że operacja wyłonienia została zrobiona bardzo dobrze.

Z jakiego powodu została wyłoniona u pani stomia?
Z powodu wrzodziejącego zapalenia jelit. 

W jaki sposób lekarze doszli do diagnozy?
To bardzo ciekawa historia. Sześć miesięcy przed wyłonieniem, wyniki badań wykazały, że mam straszną anemię. Musiałam uzupełnić żelazo. Dostałam okropnej biegunki ale lekarze byli przekonani, że to z skutki uboczne suplementacji. Przez trzy, cztery miesiące próbowali mi dobrać odpowiednie leki - ale nie przyniosło to jakichkolwiek zmian. 

1.jpg
 
2.jpg
 

To musiało panią jeszcze bardziej osłabić...
Gdy miałam już siły samodzielnie wstać z łóżka, narzeczony zabrał mnie na SOR. Zrobili kolonoskopię, ale w trakcie badania zatrzymali się na jakiś 30 centymetrach i napotkali na zwężenie Nie pobrali żadnego materiału do badań i po dwóch tygodniach wypuścili mnie do domu. Stwierdzono, że mam wrzodziejące zapalenie jelit.  

Jaki był tok leczenia?
Szybko wróciłam, bo złapałam szpitalną bakterię Clostridium difficile. Miałam żywienie pozajelitowe. I tym razem w szpitalu spędziłam miesiąc. Niedrożność zaczęła się pojawiać trzy dni przed operacją, akurat w dniu moich urodzin.  Psychicznie czułam się bardzo źle dzwoniłam do wszystkich po kolei: do mamy, taty, partnera, przyjaciółki, żeby nie przychodzili do mnie, udawałam że jestem zmęczona, a tak naprawdę  i nie chciałam, by widzieli mnie w takim stanie. Wzięto mnie na blok operacyjny, planowano usunięcie całego jelita grubego ale w czasie operacji wykryto guz. Wycięli go, a badanie histopatologiczne wykazało, że to nowotwór esicy. Po operacji obudziłam się ze stomią.

Usłyszałam, że muszę odwiedzić onkologa, który ustali drogę leczenia, a potem kolejna kolonoskopia, żeby podjąć decyzję co dalej z  jelitem. 

Co lekarze ustalili?
Wynik ponownej kolonoskopii pokazał, że całe jelito mam we wrzodach.  Najpierw wycięto mi jelito grube, a podczas operacji stwierdzili, że jest potrzeba do wyłonienia stomii. Miałam dwie możliwości zgodzić się na operację wycięcia całego jelita grubego od razu albo czekać i zrobić ją za trzy lub cztery lata.

3.jpg
 
4.jpg
 

Co pani wybrała? 
Stwierdziłam, że skoro już raz mnie pocięli, niech tną raz jeszcze.

Po około dwóch miesiącach od pierwszej operacji przeszłam kolejną operację właśnie usunięcia reszty jelita grubego. Po niej zaczęłam chemioterapię uzupełniającą, żeby zniszczyć ewentualne komórki nowotworowe, które mogły jeszcze zostać w organizmie. Leczenie onkologiczne trwało około pięciu miesięcy. 

Jak pani to wszystko zniosła - od biegunek do operacji minęła chwila, a potem jeszcze nowotwór?
Miałam ogromne wsparcie od narzeczonego oraz całej rodziny. Musi pani wiedzieć, że w 2002 roku mój starszy brał zmarł na białaczkę. Nie wyobrażam sobie, jaką silną kobietą jest moja mama. Z chorobą walczyłam z myślą o niej. Nastawiłam się, że muszę przeżyć dla mamy, przejść leczenie, chemię uzupełniającą, bo ona nie poradziłaby sobie ze śmiercią kolejnego dziecka. Nie mogłam być kolejną stratą w jej życiu. O mojej motywacji powiedziałam Dawidowi i nawet go za to przeprosiłam.

Zrozumiał? 
Oczywiście, jest bardzo wyrozumiały. Nawet gdy miałam słabsze momenty na pewno nieraz się budziłam z płaczem i zadawałam sobie pytania, czemu mnie to spotkało - Dawid zawsze przy mnie był i wspierał. Czasem wydzierałam się na niego, byłam niemiła, to było silniejsze ode mnie, chyba z powodu stresu tak reagowałam. Nie wiem czy w tej sytuacji potrafiłabym być w jego skórze. Chyba wolę już chorować, bo jak mnie zabraknie to koniec i tyle, a jak ktoś traci partnera, to zostaje ze stratą i musi nauczyć się żyć na nowo. 

5.jpg
 
6.jpg
 

Miała pani szansę, by przygotować się psychicznie na stomię?
Ogólnie lekarz powiedział, z czym się wiąże ta choroba, poza tym nie wytłumaczył nawet, co to stomia, jakie są konsekwencje, czy będę mogła zajść w ciążę, bo w momencie gdy zaczęłam chorować, zaczęliśmy starać się o dziecko, więc całe szczęście, że nam nie wyszło. Informacji o stomii szukałam w Internecie, a ponieważ było to sześć lat temu, trudno było cokolwiek sensownego znaleźć. Pamiętam, że gdzieś na forum znalazłam historię chłopaka - stomika, że to nic strasznego, że można normalnie żyć. I wtedy mi ulżyło. Dopiero tuż przed samą operacją lekarz zapewnił, że pielęgniarka stomijna pokaże mi sprzęt i pomoże go dobrać. 

Nie miała pani w sobie niezgody na wszystko co się dzieje? 
Nie, wszystko jakoś poszło gładko. Byłam dobrze nastawiona, pogodziłam się z faktem, że będę mieć worek i już. Zdradzę w sekrecie, że jestem bardzo nieodpowiedzialnym pacjentem. 

Dlaczego?
Bo o zmianie płytki przypominam sobie, jak mnie swędzi skóra albo jak mi przecieka. 

7.jpg
 
8.jpg
 

Najmniej spodziewane odklejenie worka?
Zauważyłam, że płytka się odkleja, gdy jestem w stresie. Raz  miałam przygodę w podróży i musiałam zmienić sprzęt w samolocie. Pierwsze zmiany worka były stresujące, szczególnie te w przypadkowych toaletach publicznych albo toi-toi-ach. Ale to było na początku, teraz już się nie zastanawiam, jest to dla mnie kolejna czynność pielęgnacyjna.

Od początku nie miała Pani żadnej psychicznej blokady?
Nie. Mój narzeczony przed pierwszą wizytą u znajomych, zapytał się czy chcę powiedzieć wszystkim o stomii. Jak miałabym nie powiedzieć? Pojedziemy gdzieś na wakacje i wszyscy nagle będą się gapić na mój brzuch, to będzie bardziej stresujące, bo na początku pojawia si w jelitach dużo gazów i to wszystko słychać. I co miałabym wtedy powiedzieć? A tak wszystko od początku jest jasne.

Przyjaźnie, a nawet luźniejsze znajomości oparte są na szczerości...
Dokładnie, w ogóle nie miałam problemu, by o tym mówić. Proszę sobie wyobrazić, że po czterech latach zachorował mój kolega, miał nowotwór odbytnicy i jemu też wyłoniono stomię. Wiedział, że znajdzie we mnie wsparcie, zawsze rozmawialiśmy gdy tylko  tego potrzebował. 

Jak pani partner reagował lub wciąż reaguje na stomię?
Na początku, worek krępował bardziej mnie niż jego. Kiedy szliśmy do sypialni mówiłam "poczekaj, tylko opróżnię worek", a on przeżywał, że niszczę romantyczny klimat. Zaakceptował moją stomię, bo ma świadomość, że uratowała mi życie. 

9.jpg
 
10.jpg
 

Co w chorobie było najgorsze?
Najgorszy był wstyd kiedy już robiłam pod siebie. Dlatego cieszę się, że trafiłam w życiu na odpowiednią osobę, uważam, że niejeden facet by się poddał. Psychicznie tego nie dźwignął i powiedział, "co ja tutaj robię, muszę sprzątać, znosić to i nie wiadomo, co będzie dalej". Naprawdę jestem z niego dumna, że nie dał się pokonać bezsilności.

Wróćmy do tematu ciąży. Wyłonienie stomii, chemia uzupełniająca, co było dalej?
Mieliśmy dwa lata przerwy w staraniu się o dziecko. Później próbowaliśmy ale bez rezultatu. Zrobiliśmy wszystkie badania, mimo, że ja na jednym jajniku mam torbiel, wyniki mieliśmy idealne. Lekarze myśleli, że to przyczyna dla której nie zachodzę w ciążę. Trafiłam do Kliniki Bocian. Pani ginekolog ucieszyła się, że nie wycięto mi torbieli, bo w trakcie takiego zabiegu można uszkodzić narządy. Stwierdziła, że kwalifikujemy się do in vitro i poradziła byśmy odczekali do startu programu rządowej refundacji. Udało się. 

Chłopiec czy dziewczynka
Chłopiec, rodzina czekała na dziewczynkę, bo mamy samych chłopaków ale widać wpisaliśmy się w familijny trend.

Pamięta pani moment, kiedy na teście ciążowym pojawiły się dwie kreski?
Długo nam się nie udawało zajść w ciążę, a kiedy przyszedł czas pierwszego transferu nastawiłam się, że musi się udać. Kiedy zrobiłam test, nie było wzruszenia, bardziej mieliśmy o badaniach jakie trzeba zrobić, by być pewnym, że dziecko jest zdrowe. Podchodziliśmy do tego na chłodno, bo wiadomo, że w pierwszych tygodniach można poronić, szczególnie że jestem po trzydziestce. 

Jak zareagowała rodzina na informację o ciąży?
To chyba najbardziej wyczekiwany wnuk przez dwie strony rodziny. Chociaż nigdy nie czuliśmy presji, nie wysłuchiwaliśmy dziwnych pytań, a kiedy, czemu, itp. Wciąż chcieliśmy dołączyć do grypy szczęśliwych rodziców. Naciskanie i dopytywanie jest bardzo frustrujące dla pary, która stara się o dziecko. Nas na szczęście nikt nie męczył, myślę że raczej zastanawiali się, co może być nie tak... przyznaliśmy, że chcemy sprobować in vitro i bez względu na wynik powiemy im o rezultacie.

11.jpg
 
12.jpg
 

Poród będzie naturalny?
Nie mam przeciwwskazań, żeby rodzić naturalnie. Wszystko zależy jak ułoży się dziecko.

Chyba nawet wolałabym rodzić siłami natury niż przez cesarskie cięcie, bo nie wiadomo, co w tym brzuchu mam. Ginekolog prowadząca powiedziała, że mi daje skierowanie, do szpitala, muszę wcześniej pokazać lekarzom siebie oraz historię choroby. W razie gdybym miała jednak cesarkę i nie daj Boże znaleźli coś w brzuchu, mieli szansę wezwać innych chirurgów.

Imię już jest wybrane?
Tymoteusz. Mój partner wymyślił, a ja powiedziałam, że może być, bo mój zmarły brat miał na imię Mateusz, Tymoteusz kojarzy mi się z bratem, więc będzie na jego cześć. 

Chciałaby pani opowiedzieć o bracie czy to za trudne zwłaszcza w takim momencie?
To było trudne doświadczenie, bo miałam osiem lat. I wciąż czuję lekkie kłucie jak o tym myślę. Tata pracował, mama ciągle w szpitalu, a ja z siostrą. Mateusz wyszedł z choroby i miał nawrót. Szansą był przeszczep, lekarze dawali szansę pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Czekaliśmy na cud, niewiele z tego rozumiałam ale pamiętam strach. Kiedy wszyscy przechodziliśmy badania krwi, by sprawdzić kto z nas może być dawcą, nikt mi tego nie wytłumaczył, a ja bałam się i w myślach prosiłam "obym to nie była ja". Wszyscy byli pochłonięci Mateuszem. 

To tragiczne zdarzenie paradoksalnie wzmocniło moją rodzinę. Dziś możemy na siebie liczyć w każdej sytuacji. 

Czerwiec 2025
Zdjęcia: Małgorzata Jonczyk

Znajdź nas na
Znajdź nas na
Znajdź nas na