Praca nad sobą nie jest łatwa. Czasami wydaje się, że kiedy wreszcie zaczynam zdrowieć, pojawia się jeszcze więcej bólu. Czuję ścisk w klatce piersiowej, napięcie w brzuchu i gardle.
Pojawiają się łzy, których przez lata nie dopuszczałam do siebie. To tak, jakby moje ciało w końcu mogło opowiedzieć historię, którą przez długi czas nosiło w milczeniu.
Często jest mi przykro, że akceptowałam tyle zła. Że zgadzałam się na sytuacje, które mnie raniły.
Dziś patrzę na to z innej perspektywy. Wiem, że wtedy robiłam wszystko, co potrafiłam, aby przetrwać. Jednak świadomość tego nie zawsze zabiera ból. Czasem wręcz go uwalnia.
Dopiero teraz zaczynam puszczać to, czego trzymałam się kurczowo. Wraz z tym przychodzą emocje, których wcześniej nie chciałam lub nie mogłam czuć. Mam wrażenie, że moje ciało przez lata przechowywało smutek, lęk, złość i żal. Teraz te emocje wychodzą na powierzchnię i domagają się zauważenia.
W tym procesie pomagają mi joga, terapia i lekcje śpiewu. Kiedy śpiewam, czuję, że coś się we mnie otwiera. Dźwięk połączony z oddechem dociera do miejsc, które przez lata były zaciśnięte.
Wokal sprawia, że wracam do życia, do siebie, do swojego wnętrza. Budzi to, co przez długi czas pozostawało uśpione.
Dziś podczas zajęć jogi patrzyłam na kobiety wokół mnie. Przez chwilę poczułam się gorsza. Nie dlatego, że im zazdrościłam. Raczej dlatego, że zobaczyłam, jak swobodnie mogą być w swoich ciałach. Jak dbają o nie i jak się w nich poruszają.
Ja natomiast patrzę na swoje ciało i widzę blizny. Widzę historię choroby, operacji i walki o życie. Czasami wraca myśl, że nie ma już powrotu do tego, co było kiedyś. Że zostanę z workiem. Sam worek zaakceptowałam, ale ostatnia operacja i usunięcie kikuta były dla mnie ogromnym ciosem. To kolejna strata, którą próbuję oswoić.
Wciąż się odbudowuję. Krok po kroku uczę się żyć w nowej rzeczywistości. Uczę się patrzeć na siebie z większą czułością. Nie zawsze mi się to udaje. Są dni, kiedy łzy przychodzą same. Tak jak dziś.
Może jednak te łzy nie są oznaką słabości. Może są dowodem na to, że moje serce przestaje się bronić. Że pozwalam sobie czuć. Że wracam do siebie po latach odcinania bólu.
A może właśnie w tym jest początek prawdziwego zdrowienia.
Jak Wy sobie radzicie?
Psychlożka Yona
7 lipca 2026
Napisz komentarz