Ami znaczy przyjaciel

Rozmowa z Krystianem Czekalskim

Witaj Krystianie. Bardzo się cieszę z naszego spotkania i czekającej nas rozmowy. Pozwól, że zacznę standardowo i poproszę cię, byś kilka słów nam o sobie powiedział.

Dzień Dobry. Mam na imię Krystian, jestem 28- latkiem. Skończyłem liceum ogólnokształcące ( bez matury ), gdyż uważam, że matura w mojej sytuacji nie jest mi potrzebna. Mieszkam sam od ponad roku w malowniczym miasteczku Mieszkowice w województwie zachodniopomorskim. Pracuję zdalnie. Jestem pracownikiem biurowym w firmie transportowej. Moi rodzice od 2 lat są po rozwodzie . Mam trójkę młodszego rodzeństwa- siostrę i dwóch braci w wieku 21, 17 i 14 lat. Interesuje się motoryzacją i muzyką, ale moje prawdziwe pasje to psy i siłownia.

att.R34INrhxwvMzZorvCQAaqLcsuruBpUIai91J4B07znY.jpg

Psy i siłownia. Bardzo ciekawe zestawienie. Wrócimy do tych tematów w dalszej części rozmowy, ale pozwól, że najpierw zapytam Cię, jak długo jesteś stomikiem? Jaki był powód wyłonienia?

Stomikiem jestem od 10 lat. Powodem wyłonienia u mnie urostomii była niewydolność nerek. Po przebytej rozmowie z lekarzem podjąłem decyzję o tym, aby poddać się operacji i wg mnie przedłużyć sobie życie, ponieważ bez tej operacji czekałyby mnie dializy, a wszyscy wiemy, jaka to uciążliwość. To właśnie problemy z nerkami są powodem tego, że mam stomię.

Jak radzisz sobie z obsługą stomii? Akceptujesz ją?

Początki nie były kolorowe. Worki się odklejały, zdarzało się , że przyklejałem worek, siadałem i już po chwili klej nie trzymał, ale z czasem doszedłem do wprawy. Zajęło mi to około 2 tygodni od operacji. Dziś zmiana worka zajmuje mi kilka minut i przeważnie jest to… zero stresu. Wiadomo, zdarzają się sytuacje awaryjne, ale to raczej rzadkość.

Czy akceptuję stomię? Dobre pytanie. W zasadzie nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Wybrałem życie bez dializ i tak po prostu żyję. Wydaje mi się, że akceptuję siebie takim, jakim jestem, ponieważ nie wstydzę się o tym mówić i wydaje mi się, że osoby które mnie znają, też mnie akceptują takim, jakim jestem. Nie ukrywam, że ważne dla mnie jest, jak postrzegają mnie inni, więc też nie do końca prawdą jest, że nie przejmuję się opinię innych na mój temat. Chciałbym, aby samoakceptacji towarzyszyła akceptacja otoczenia. Wtedy byłbym w pełni szczęśliwy.

att.4QxuwPu5_qkyJMtink4n2p3UM-71W1aZ_Mqm1j6CEKU.jpg

Określenie „człowiek niepełnosprawny” odchodzi do lamusa. I dobrze. Częściej używamy sformułowania „ osoba z niepełnosprawnością”. O stomii mówi się, że to niepełnosprawność niewidoczna. Stomikami jesteśmy oboje, ale w twoim przypadku stomia to nie jedyna niepełnosprawność. Poruszasz się na wózku inwalidzkim. Powiesz nam jaki jest tego powód?

Tę niepełnosprawność mam od urodzenia. To rozszczep kręgosłupa i obustronne zwichnięcie stawów biodrowych. Mam także zastawkę oponowo- rdzeniową, ponieważ miałem wodogłowie. Jestem po amputacji obu stóp, ponieważ z uwagi na słabe krążenie występuje u mnie duże ryzyko odleżyn i to właśnie z ich powodu musiałem mieć amputowane stopy.

Mówisz o tym tak spokojnie, a mi trudno tego słuchać bez emocji.

Mam sporo dystansu do siebie i mojego życia. Uważam, że dokonując amputacji, pozbyłem się problemów z odleżynami i jeżdżenia po szpitalach, a przecież tak naprawdę stopy nie są mi potrzebne do codziennego funkcjonowania, bo poruszam się na wózku inwalidzkim. Podobnie podszedłem do Hamletowskiego pytania: Stomia czy dializy? Wybieram to, co dla mnie lepsze i…nie rozpamiętuję strat. Chcę iść ( a właściwie jechać) przez życie do przodu i korzystać w tej drodze z możliwości, jakie daje mi medycyna.

Jestem pełna podziwu dla twojej dojrzałości i logiki twojego myślenia, o którą bardzo trudno zwłaszcza wśród chorych, którym trudno się pogodzić z poczuciem straty czy wręcz użyję ostrego sformułowania- okaleczenia. Twoje podejście jest po prostu fantastyczne i budujące. Szacun!

Dziękuję, że tak mówisz. To dla mnie ważne. U mnie takie myślenie jest naturalne, ale jeśli komuś pomogę wyjść z depresji czy traumy, to będę bardzo szczęśliwy.

att.CZUBJl5gGpGHuOwUmbYCyUyIyds4G0sYAGu4oZPpIz8.jpg

Nie będę ukrywać, że pierwsza informacja, jaką o Tobie usłyszałam, to: Krystian-miłośnik zwierząt. Stomicy kochają zwierzęta i tak samo kochają ich opiekunów. Powiesz nam, jak u Ciebie ta pasja się zaczęła? Jak się rozwija? Jak wygląda dziś?

Od dziecka mam bzika na punkcie zwierząt domowych i otwarcie mówię o sobie, że jestem psiarzem. Moim pierwszym zwierzęciem domowym był chomik, później miałem świnkę morską, a teraz mam psa, który wabi się Dragon. Jest to prawdopodobnie mieszaniec owczarka niemieckiego z owczarkiem australijskim. Mówię prawdopodobnie, ponieważ został przygarnięty i nie wiem do końca jakiej jest rasy. Został wzięty od znajomej, której urodziły się szczeniaki i nie miała się jak nimi zająć, więc rozdawała psiaki. Moja siostra jednego szkraba przywiozła do nas i od razu się w nim zakochałem. Niestety z uwagi na to, że jestem na wózku, nie mogę go mieć u siebie i ubolewam nad tym faktem bardzo, ale nie byłbym w stanie z nim sam wyjść na spacer. Dlatego Dragon został z moją mamą w rodzinnym domu, ale odwiedzam go często, ponieważ jak wspomniałem, mam pracę zdalną i mogę sobie pozwolić na częste przyjazdy. Staram się pomagać jak mogę, nie tylko zwierzętom. Nie potrafię patrzeć na krzywdę zwierząt, a także ludzi. Los pokrzywdzonych nigdy nie był mi obojętny.

att.dy1Jo4bMI1PEzvoLx6J1KWaSitPer3ufXDv40n37LmI.jpg

Mówiłeś także o siłowni?

Tak, to moja druga pasja. Niestety,  z uwagi na kłopoty z tarczycą, które mnie dosięgnęły, musiałem na chwilę przerwać treningi, bo przygotowywałem się do operacji wycięcia tego gruczołu. Miałem podejrzenie choroby Riedla czyli  dość rzadko występującego schorzenie polegającego  na włóknieniu tarczycy. Dowiedziałem się, że radykalna operacja może pomóc i bardzo na to liczyłem. Od kilku tygodni mam już  tę operację za sobą. Lekarz, który mnie operował, powiedział, że  moja tarczyca była największa ze wszystkich, jakie widział w życiu. Miałem, na szczęście niepotwierdzone, podejrzenie chłoniaka. Aktualnie mam podejrzenie amyloidozy . Pod tą trudną nazwą kryje się choroba po polsku zwana skrobawicą, która polega na gromadzeniu się w tkankach i narządach  nierozpuszczalnych, nieprawidłowych białek, co prowadzi do włóknienia i w konsekwencji uszkodzenia narządów. Prawdopodobnie przez tę chorobę doszło do tak szybkiego i dużego rozrostu mojej tarczycy. Tarczycę mam wyciętą i muszę jej brak suplementować syntetyczną formą hormonu czyli popularnym Euthyroxem. Na dniach idę do szpitala. Lekarze będą sprawdzać, czy absolutnie niechciana przeze mnie skrobawica nie usadowiła się w innych narządach? Z wrodzonym optymizmem patrzę w przyszłość, wierząc, że wraz z wycięciem tarczycy pozbyłem się tej podstępnej choroby. Plan B też oczywiście mam. Jeśli będzie trzeba- nie poddam się chorobie tylko zabiegom ratującym moje zdrowie.

Mój podziw i szacunek do Ciebie Krystianie wzrasta z każdym chwilą naszej rozmowy. Życie Cię nie oszczędza i stawia przed Tobą kolejne wyzwania, a Ty podchodzisz do nich po prostu zadaniowo. Mimo obiektywnych trudności jesteś bardzo aktywnym, młodym człowiekiem. Wiem, że nie o wszystkim nam jeszcze powiedziałeś?

Owszem. Startowałem w ostatnich wyborach samorządowych na radnego, ale niestety mandatu nie uzyskałem. Nie oznacza to, że się poddałem i że nie spróbuję następnym razem. Staram się udzielać publicznie, niedługo stanę się członkiem Towarzystwa Miłośników Ziemi Mieszkowickiej. Czekam na telefon w tej sprawie. Od 9 lat jestem wolontariuszem WOŚP.

att.hBnWGbre7ODUtbNzH3HJGPOi1BzQBMcUa1f9iTHl-dY.jpg

Moje serce wolontariuszki i działaczki na rzecz Fundacji Stomalife rośnie, gdy słyszę takie słowa. Brawo Krystian. Czy o współpracy z WOŚP mógłbyś nam powiedzieć coś więcej?

Moja „ przygoda z Orkiestrą” zaczęła się, jak u wielu z nas, w…szpitalu, gdzie wielokrotnie korzystałem ze sprzętu sygnowanego serduszkiem WOŚP . Od wczesnego dzieciństwa jeżdżę po szpitalach i naklejki z czerwonym sercem widziałem na aparaturze medycznej zanim jeszcze poznałem ideę Orkiestry. Gdy trochę podrosłem, oglądałem z mamą finały WOŚP w telewizji , aż kiedyś pomyślałem, dlaczego ja nie miałbym spróbować zostać wolontariuszem? U mnie od pomysłu do realizacji droga nie jest zbyt długa, więc skontaktowałem się z tutejszym Mieszkowickim Miejskim Ośrodkiem Kultury, w którym co roku jest sztab WOŚP i w ten sposób zostałem „muzykantem” w najpiękniejszej orkiestrze świata. Mam zamiar w niej grać do końca świata i jeden dzień dłużej!

Brawo, jestem pod wrażeniem, naprawdę.

Chciałabym, żeby nasza rozmowa była otwarta i szczera, ale ma być jednocześnie dla ciebie komfortowa. Powiesz nam tyle, ile będziesz chciał. Pamiętasz prośbę Małego Księcia o narysowanie baranka? A jego słowa, że ..wśród ludzi jest się także samotnym. Czy masz podobne przemyślenia? Czy miłość zwierząt i do zwierząt rekompensuje ci nie zawsze odpowiednie zachowanie homo sapiens?

Nie od dzisiaj wiemy, że zwierzęta, a zwłaszcza psy to najlepsi przyjaciele człowieka. A z ludźmi? Bywało różnie. Jestem singlem. Czy z tego powodu czuje się samotny? W pewnym stopniu na pewno tak, ale czy to jest problem w codziennym życiu? Myślę że nie. Wierzę, że na wszystko w życiu przyjdzie czas i znajdę swoją połówkę pomarańczy. Staram się nie rozpamiętywać smutnych przeżyć, choć oczywiście, jak każdy człowiek też takie mam. Gdybym miał się załamać, to dziś nie siedzielibyśmy tutaj, nie udzielałbym tego wywiadu i nie robiłbym tego, co robię. To, jaki jestem i jaki stopień samodzielności osiągnąłem, zawdzięczam w największym stopniu mojej mamie, która nigdy nie dawała mi "forów" i zawsze nakłaniała mnie do samodzielności. Jeśli moja mama wiedziała, że mogę coś zrobić sam, to musiałem to zrobić sam. Mam na myśli na przykład zrobienie sobie śniadania, ubieranie się, kąpiel czy nawet ugotowanie obiadu. Nigdy mnie przesadnie nie wyręczała i za to jestem jej dzisiaj bardzo wdzięczny.

att.JrbA_ZT6E9GBGTAOHsZuCq89S6WfiXjsJf6YHFxY86E.jpg

Taka mama to skarb, ale mówiłeś mi już wcześniej, że ukształtowały cię także relacje rówieśnicze, które wcale do łatwych nie należały?

Dużą rolę w tym, abym miał do siebie taki duży dystans, jaki mam dziś, odegrały lata szkolne, które mnie nie rozpieszczały. Prawie przez cały okres swojej edukacji chodziłem do szkoły z pełnosprawnymi dziećmi i niektórzy rówieśnicy mi dogryzali z powodu mojej niepełnosprawności. Były to czasy podstawówki i po części gimnazjum. Jeden kumpel, z którym do dzisiaj mam kontakt, dogryzał mi w czasach szkoły. Kiedy po latach się spotkaliśmy, przeprosił mnie za swoje zachowanie. Oczywiście nie oczekiwałem tego, bo przecież byliśmy wtedy dziećmi, ale nie ukrywam, że było to dla mnie ważne. Patrząc przez pryzmat czasu, mogę paradoksalnie powiedzieć, że jemu i innym rówieśnikom, którzy mi dokuczali, jestem w pewien sposób wdzięczny, bo dzięki tej „zimnej kąpieli” stałem się silniejszy i odporniejszy. Nie chcę przez to powiedzieć, że pochwalam takie zachowania rówieśnicze i nikomu nie życzyłbym takich przeżyć, jak moje, ale dziś jako dorosły mężczyzna patrzę na to trochę inaczej.

Powiedziałeś o sposobach mamy i kolegów, by Cię…usamodzielnić. Oboje wiemy, że mama znalazła metodę optymalną. Nie zagłaskać, nie wyręczać, a stawiać coraz wyżej poprzeczkę, wspierając jednocześnie. Wątek szkoły chętnie bym rozwinęła, bo jako nauczycielka zastanawiam się, gdzie byli wychowawcy, pedagodzy, gdy rówieśnicy dawali Ci…ciężką szkołę życia?

Nauczyciele oczywiście interweniowali i zwracali kolegom uwagę. Tłumaczyli ,czasem nawet bardzo surowo w postaci uwag do dziennika czy też wezwań do szkoły rodziców tych, którzy mi dokuczali, ale jak to dzieci, nie zawsze sobie coś z tego robiły i sytuacje potrafiły się powtórzyć. Ale jak już wcześniej wspomniałem, dziś nie mam nikomu niczego za złe, ponieważ wtedy wszyscy byliśmy dziećmi i nie wszystko było tak zrozumiałe, jak dziś, dlatego bardzo ważne jest dla mnie, by uświadamiać i nie trzymać w zamknięciu swoich niepełnosprawności, bo to żaden wstyd. Pamiętajcie! Pragnę też dodać, że mam spore grono wiernych przyjaciół, którzy mnie wspierają w gorszych i tych dobrych chwilach i z którymi dzielę swoje pasje.

att.K6p0T_Y6rbdsrD9FLWevl3Nn8Vo4nvjILs1n4G6vYiU.jpg

A wracając do mojej miłości do psów, chciałbym przytoczyć słowa, które kiedyś przeczytałem i absolutnie się z nimi zgadzam. Wiesz dlaczego ludzie żyją dłużej niż psy? Ludzie rodzą się po to, by nauczyć się, jak prowadzić dobre życie - na przykład kochać i być miłym. Cóż, psy od urodzenia wiedzą, jak to mają robić, dlatego nie żyją tak długo, jak my.

Dlatego my – niesłusznie się wywyższający homo sapiens kochajmy siebie nawzajem bez względu na to, jacy jesteśmy, bo wszyscy jesteśmy równi i dbajmy o naszych czworonożnych przyjaciół, ponieważ moglibyśmy się od nich wiele nauczyć. Święty Franciszek z Asyżu nazywał zwierzęta naszymi braćmi mniejszymi i są to…święte słowa.

Słowa Franciszka są święte, a twoje-piękne. Nie wiedziałam, że przytoczysz taki fantastyczny cytat, ale po jego usłyszeniu chciałabym nawiązać do tytułu, który nadałam naszej rozmowie.

"Ami znaczy przyjaciel" to tytuł książki mojego dzieciństwa. To napisana przez Mariana Orłonia historia niezwykle przyjaźnie nastawionego do ludzi psa bernardyna. Wiedząc, że mam rozmawiać z Tobą, historia ta ukryta głęboko w mojej pamięci od razu przyszła mi do głowy. Ami możemy nazwać przyjaciela dla człowieka. Ami może znaczyć przyjaciela dla psa. Ty na pewno jesteś AMI dla Dragona, a on jest AMI dla ciebie.

Dziękuję za takie piękne podsumowanie. Jestem wzruszony i bardzo wdzięczny, że mogłem podzielić się z wami swoją historią.

Lipiec 2023
Zdjęcia: Sławomir Trojanowski

Znajdź nas na
Znajdź nas na
Znajdź nas na