Alchemia granic - kiedy ciało i psychika mówią "dość"

Przesycona. Zmęczona.

Moje ciało mówi: dość.
Moja dusza mówi: nie pozostawaj dłużej w cierpieniu, bo to, co nosisz w środku, zaczyna Cię zatruwać.

Czuję się czasem jak butelka, która zamiast czystą wodą przez lata była napełniana żrącą substancją. Kropla po kropli. Dzień po dniu. Aż w pewnym momencie zabrakło miejsca na kolejną kroplę.

Butelka pękła.

85aa155e-d00d-44dd-beb5-66855adc804a.jpeg

Tak symbolicznie patrzę dzisiaj na własne ciało — ciało doświadczone chorobą Crohna, przetokami i kolejnymi operacjami. Ciało, które było dosłownie ranione od środka.

Nie oznacza to, że emocje spowodowały moją chorobę. Choroba Crohna jest złożoną chorobą zapalną i nie można sprowadzać jej przyczyn do psychiki. Jednocześnie współczesna wiedza o stresie pokazuje, że psychika i ciało nie funkcjonują jako dwa odrębne światy. Długotrwały stres wpływa na układ nerwowy, hormonalny i odpornościowy, a także może wpływać na przebieg i odczuwanie choroby.

Dlatego słowa „moje ciało mówi dość” mają dla mnie dzisiaj szczególne znaczenie.

Podobnie czuję swój oddech. Płytki. Jakby ciało nadal pozostawało w gotowości, nawet wtedy, kiedy umysł chciałby już odpocząć.

Kiedy człowiek przez długi czas doświadcza strachu, napięcia, gróźb czy nieprzewidywalności, jego układ nerwowy może nauczyć się funkcjonować tak, jakby zagrożenie nigdy naprawdę się nie kończyło.

Nie wszystko, co minęło, minęło dla naszego układu nerwowego.

Kiedy granice były naruszane zbyt długo

Od dzieciństwa znałam stan naruszonych granic i niezdrowych więzi.

Psychologia przywiązania, rozwijana między innymi przez Johna Bowlby’ego, pokazuje, jak fundamentalne znaczenie dla dziecka ma bezpieczna i przewidywalna więź. To dzięki niej dziecko może poznawać świat, wiedząc, że istnieje bezpieczna baza, do której może wrócić.

Jeżeli natomiast bliskość łączy się z nieprzewidywalnością, lękiem czy ciągłym napięciem, człowiek może nauczyć się obserwować otoczenie:

  • Czy jest bezpiecznie?
  • Czy ktoś zaraz się zezłości?
  • Czy muszę uważać?
  • Czy muszę się bronić?

To, co kiedyś było sposobem przetrwania, może później stać się automatycznym sposobem funkcjonowania.

Bliska jest mi tutaj również terapia schematów Jeffreya Younga. Opisuje ona, jak niezaspokojone potrzeby emocjonalne z dzieciństwa mogą prowadzić do powstawania trwałych schematów dotyczących siebie, innych ludzi i relacji.

Czasami człowiek nieświadomie powraca do tego, co zna.

Nie dlatego, że chce cierpieć.

Dlatego, że znane bywa przez psychikę rozpoznawane szybciej niż zdrowe i nowe.

Schemat może więc się powtórzyć.

Ale schemat nie jest przeznaczeniem.

I właśnie dlatego dzisiaj mówię:

STOP!

Mała Paulinka

Po wielu doświadczeniach zaczynam rozumieć, że gdzieś we mnie nadal istnieje mała dziewczynka.

Mała Paulinka.

Widzę jej rany.

Widzę również jej kolce, które czasami potrafią wystrzelić, kiedy czuje zagrożenie.

Dzisiaj nie chcę już tych kolców oceniać.

W języku psychologicznym można spojrzeć na nie jak na strategie ochronne — sposoby reagowania, które kiedyś pomagały przetrwać, odzyskać kontrolę albo ochronić własne granice.

Złość nie zawsze jest wrogiem.

Czasami mówi:

„Ktoś przekroczył moją granicę.”

Lęk czasami mówi:

„Potrzebuję bezpieczeństwa.”

A zmęczenie może powiedzieć:

„Nie mogę już dłużej wszystkiego unosić.”

Dzisiaj słucham tych sygnałów inaczej.

Mała Paulinka nie musi już sama walczyć.

Bo dzisiaj istnieje również dorosła Paulina.

To ona może powiedzieć „nie”.

Może odejść.

Może nie odpowiadać.

Może zdecydować, że nie każda osoba zasługuje na dostęp do jej najbardziej wrażliwych części.

Może wybrać spokój zamiast kolejnej walki.

Może postawić granicę bez tłumaczenia się z niej bez końca.

Bo zdrowa granica nie jest karą dla drugiego człowieka.

Granica jest informacją o tym, gdzie kończysz się Ty, a zaczynam ja.

Nie chcę więc budować wokół siebie murów, których nikt nigdy nie będzie mógł przekroczyć.

Chcę zbudować granice z drzwiami — i sama trzymać do nich klucz.

Moja róża

Wracam myślami do Małego Księcia.

Musiał odbyć swoją podróż, zobaczyć inne planety, spotkać różnych ludzi i zobaczyć tysiące róż, żeby naprawdę zrozumieć znaczenie tej jednej, którą pozostawił na swojej planecie.

Ja również odbyłam swoją podróż.

  • Przez około sto krajów.
  • Przez uniwersyteckie mury.
  • Przez różne kultury i systemy myślenia.
  • Przez spotkania z uzdrowicielami z różnych części świata.
  • Przez psychologię, wiedzę, duchowość i własne doświadczenie.

Szukałam.

Poznawałam.

Próbowałam zrozumieć.

A po tej całej podróży odkrywam coś niezwykle prostego:

jedną z moich najważniejszych róż jestem ja sama.

Nie dlatego, że jestem ważniejsza od innych.

Dlatego, że jestem odpowiedzialna za życie, które zostało mi dane.

Musiałam przemierzyć kawał świata, żeby wrócić do tej małej dziewczynki i zobaczyć, jak bardzo potrzebowała, żeby ktoś wreszcie stanął po jej stronie.

Tym kimś mam być dzisiaj ja.

Moja własna alchemia

Myślę tutaj również o Carlu Gustawie Jungu i jego zainteresowaniu alchemią.

Jung widział w dawnych symbolach alchemicznych coś więcej niż próbę przemiany zwykłego metalu w złoto. Dostrzegał w nich metaforę wewnętrznej transformacji człowieka — procesu poznawania tego, co nieświadome, spotkania z własnym cieniem i integrowania różnych części siebie.

Może właśnie na tym polega moja osobista alchemia.

Nie na zamianie metalu w złoto.

Ale na przemianie:

  • bólu w świadomość,
  • strachu w granice,
  • złości w informację,
  • doświadczenia w mądrość,
  • a potrzeby ciągłej walki — w możliwość wyboru.

Nie chcę wymazywać swojej historii.

Chcę sprawić, żeby przestała kierować moją przyszłością.

Dorosła Paulina ma dziś jedno z najważniejszych zadań swojego życia:

stworzyć bezpieczeństwo dla siebie.

Bo dopiero z bezpiecznego miejsca mogę chronić nie tylko małą dziewczynkę żyjącą symbolicznie we mnie.

Mogę chronić również tę małą dziewczynkę, której naprawdę trzymam dłoń.

Moją córkę.

Nie chcę uczyć jej, że miłość oznacza znoszenie wszystkiego.

Nie chcę, żeby nauczyła się, że bliskość musi boleć, że trzeba zasłużyć na spokój albo że cudze emocje są jej odpowiedzialnością.

Chcę pokazać jej coś innego.

  • Że można kochać i mieć granice.
  • Że można być empatycznym i powiedzieć „nie”.
  • Że można odejść od cierpienia bez nienawiści.
  • Że wrażliwość nie oznacza zgody na krzywdzenie.
  • I że czasami największym aktem miłości wobec dziecka jest pokazanie mu własnym życiem, że człowiek ma prawo siebie chronić.

Może właśnie tutaj kończy się powtarzanie schematu.

Nie wtedy, kiedy zmieniam przeszłość — bo tego zrobić nie mogę.

Ale wtedy, kiedy świadomie decyduję:

to, co było przede mną i to, czego sama doświadczyłam, nie musi zostać przekazane dalej.

Dzisiaj wybieram bezpieczeństwo.

Dla małej dziewczynki .

Dla dorosłej kobiety .

I dla mojej córki.

A może największą alchemią życia nie jest nawet przemienienie cierpienia w siłę?

Może największa przemiana zaczyna się wtedy, kiedy przestajemy pozwalać, żeby cierpienie było nam wciąż zadawane?


Psycholożka Yona
25 sierpnia 2026

Napisz komentarz
Imie:*
Komentarz: *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Fundacja STOMAlife - administratora danych osobowych - ul. Chałubińskiego 8 00-613 Warszawa, w postaci adresu e-mail na potrzeby otrzymywania powiadomień ze strony stomalife.pl

* Pola wymagane
Napisz odpowiedź
Imie:*
Komentarz: *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Fundacja STOMAlife - administratora danych osobowych - ul. Chałubińskiego 8 00-613 Warszawa, w postaci adresu e-mail na potrzeby otrzymywania powiadomień ze strony stomalife.pl

* Pola wymagane
Znajdź nas na
Znajdź nas na
Znajdź nas na