Rok.
Dziś mija dokładnie rok od dnia, kiedy w Rijece, w Chorwacji, zostałem poddany operacji ratującej życie. Tego dnia, zupełnie nieświadomie, dołączyłem do różowej rodziny kangurów.
I chyba nikt wtedy nie powiedziałby mi, że dokładnie rok później wrócę w to samo miejsce. Że stanę w tym samym morzu, spojrzę w stronę chorwackiego wybrzeża i będę mógł powiedzieć:
„Jestem. Wróciłem.”

Pamiętam tamten czas. Pamiętam bezsilność. Strach. Ból. Pamiętam myśl, że już nigdy nie wrócę do normalnego życia.
I właśnie dlatego dzisiaj nie patrzę na tę wodę jak na zwykłe morze.
Patrzę na nią jak na symbol.
To tutaj, w Chorwacji, dostałem drugą szansę. Tutaj narodziłem się na nowo.
Przez ten rok wiele razy zadawałem sobie pytanie: dlaczego ja?
Czy na coś sobie zasłużyłem? Czy byłem złym człowiekiem i dlatego zachorowałem?
Myślę, że każdy z nas, kiedy słyszy diagnozę albo nagle zostaje postawiony przed czymś, czego kompletnie się nie spodziewał, zadaje sobie podobne pytania.
Dziś wiem jedno.
Nie. Nie zachorowałem dlatego, że na to zasłużyłem. Tak po prostu miało być.
A może właśnie to, co wydawało się końcem, było początkiem czegoś zupełnie nowego.
Bo rok temu nie wiedziałem, czy jeszcze kiedyś będę mógł wejść do tego morza.
Dzisiaj w nim jestem.
Jeżeli ktoś z Was jest właśnie na początku tej drogi, jeśli ma stomię i wydaje mu się, że jego życie się skończyło — chcę, żeby zobaczył te zdjęcia.
Nie skończyło się.
Może będzie inne.
Może trudniejsze.
Może będzie wymagało ogromnej cierpliwości.
Ale przyjdzie dzień, w którym spojrzycie za siebie i powiecie:
„Udało się… naprawdę przez to przeszedłem.”
Ja właśnie mam ten dzień.
Minął rok.
Jestem tutaj.
Żyję.
I cholernie się z tego cieszę.
Czy powrót w rocznicę był łatwy? Nie, bo nic nie jest łatwe po takich doświadczeniach ale zmierzyłem się z tym.
Dziś wiem też, że moje życie dzieli się na „przed” i „po”.
13 sierpnia minęły dokładnie 4 miesiące od zespolenia jelita i przywrócenia ciągłości przewodu pokarmowego. Kolejny rozdział został napisany.
A życie?
Biegnie dalej.
Plany. Marzenia. Cele. Codzienność. I nowe wyzwania, których jeszcze nawet nie znam.
Ale już się ich nie boję tak jak kiedyś.
Bo wiem, że skoro rok temu dostałem drugą szansę, to teraz chcę ją po prostu dobrze wykorzystać.
Masz wątpliwości i boisz się przyszłości ? Masz do tego pełne prawo i bój się, ale nigdy nie poddawaj bez walki bez względu na finał.
Walcz jak za ojczyznę - do końca !!!
PS
W cieniu 36 stopni ”
Pierwszy etap - Makarska, Chorwacja
Kolejne relacje nadejdą.
Napisz komentarz