09 Styczeń 2026
22-08-2025 przez Iza Janaczek
Jako żywo mamy problem z proporcjami. I to na wszystkich płaszczyznach. Pracujemy za dużo, odpoczywamy za mało, śpimy za krótko, jemy zbyt pospiesznie, śmiejemy się zbyt rzadko, smucimy za często… Wymieniać można jeszcze długo…
Gdzieś w ferworze szukania najlepszej wersji siebie i zaspokajania potrzeb wewnętrznego dziecka zgubiliśmy gdzieś właściwy balans. We wszystkim.
Mimo najszczerszych chęci czujemy się więc zbyt:
przytłoczeni,
przepracowani,
niedoceniani,
niedostrzegani,
nierozumiani i
po ludzku tym wszystkim – zmęczeni.

Przemy więc do przodu, pchając przed sobą ten cały pakiet, jakbyśmy torowali sobie drogę, bo właśnie runęła z nieba ilość śniegu przygotowana na 40 najbliższych zim. I tak codziennie.
By wyrównać proporcje, chcemy lepiej, jaśniej, bardziej i... więcej, nie biorąc nawet pod uwagę, że być może mamy wystarczająco. Tylko zajęci ciągłym gromadzeniem nie widzimy, że się wręcz przelewa z przesytu.

Tak naprawdę, wszystko sprowadza się do jednego pytania: ile to jest „dość”?
Niby mamy pełne szafy, półki uginające się od książek, kalendarze zapchane po brzegi tematami, wydarzeniami i spotkaniami. A mimo to… ciągle chcemy „więcej”. Więcej rzeczy, więcej osiągnięć, więcej doznań. I ok., być ambitnym to całkiem dobra rzecz, tylko że akurat w tym konkretnym temacie nie ma żadnej mety ani znaku stop.
A to już w żadnym razie dobre nie jest...
I w sumie nierzadko z czasem wychodzi tak, jak z tą przykładową szafą: wisi w niej trzydzieści rzeczy, a my i tak nie mamy się w co ubrać. Kupujemy też kolejną aplikację do planowania, ale wciąż brakuje nam godzin w dobie, by się zająć następnymi wpisami z listy. Uczestniczymy w jednym kursie, już myśląc o tym, że zaraz zaczyna się kolejny i trzeba w tym „zaraz” zmieścić i posiłek, i kawę, i siusiu, i sen…
I co? I to wciąż za mało...

Tymczasem im więcej sobie dokładamy, tym większy robi się bałagan. Czy w tym chaosie, choć osiągamy zamierzone cele? Czy jest: „wystarczająco”?… Cóż... Na to pytanie będzie tyle odpowiedzi ilu odpowiadających. I tym sposobem dochodzimy do wyliczanki, od której zaczęłam ten tekst...
Mimo najszczerszych chęci czujemy się więc zbyt:
przytłoczeni,
przepracowani,
niedoceniani,
niedostrzegani,
nierozumiani i
po ludzku tym wszystkim – zmęczeni.

Tymczasem „wystarczająco” to słowo, które brzmi niepozornie, ale kryje w sobie wielki potencjał.
To słowo rewolucja niemal obyczajowa. To moment, kiedy człowiek odpuszcza pogoń za wszystkim i pozwala sobie odetchnąć. Kiedy patrzy na to, co ma – i zamiast liczyć, ile jeszcze brakuje, mówi: „jest wystarczająco. Dla mnie ok”.
Zamiast więc tęsknić za „chcę więcej, zasługuję na to”, może warto rozważyć wybór: „jest wystarczająco, zasługuję na to”.
To by dopiero była zmiana, prawda?
Odpuścić ciągłe gromadzenie (rzeczy, emocji, wiedzy, uczuć, ludzi) to żadna rezygnacja. Ani przegrana. To wybór, który możemy sobie dać.
A w świecie, który krzyczy do nas „za mało - chciej więcej, szybciej, lepiej, ”, prawo wyboru zmiany kursu postrzegania świata i siebie w nim to prawdziwy luksus. I warto o niego powalczyć. Kto wie, do jakich przełomowych wniosków dojdziemy i co dostrzeżemy tak naprawdę.
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

wszystkie zdjęcia: pexels
Napisz komentarz