07 Luty 2026
04-02-2026 przez Iza Janaczek
Są takie słowa, które robią dziś zawrotną karierę w codziennych ocenach. Te słowa to: leniwa, nieproduktywny, niedopasowana, nieambitny. Padają szybko, bezrefleksyjnie, często w tonie absolutnie pewnym zgodności opinii ze stanem faktycznym.
Leniwa, bo nie odpisuje od razu.
Nieproduktywny, bo nie ogarnia miliona spraw naraz.
Nieambitna, bo odpuściła.
Niedopasowany, bo nie ma energii, uśmiechu, entuzjazmu rodem z reklamy jogurtu.
A prawda jest zwykle dużo mniej efektowna i zdecydowanie mniej chwytliwa.
Ona nie jest leniwa.
On nie jest nieproduktywny.
Oni są po prostu przeciążeni.

To słowo z kolei jest zupełną odwrotnością poprzednich. Mało kto w nie wierzy, mało kto je rozumie i mało kto w ogóle bierze je pod uwagę.
Przeciążenie nie wygląda spektakularnie.
Nie krzyczy. Nie robi dram. Siedzi cicho. Chodzi do pracy, odhacza zadania, pije kawę za kawą, żeby jakoś funkcjonować. Przeciążenie nie robi scen. Jeśli już się odzywa, mówi ściszonym głosem, bezbarwnym tonem oznajmiając, że jest „całkiem okej”, choć w środku coś już dawno przestało być okej.
Żyjemy w czasach, w których produktywność stała się cnotą, a zmęczenie – osobistą porażką. Jeśli nie biegniesz, to znaczy, że stoisz w miejscu. Jeśli stoisz, to pewnie dlatego, że ci się nie chce. A jeśli mówisz, że nie masz siły, to na pewno przesadzasz. Bo przecież inni jakoś dają radę.
No właśnie. Jakoś. "Jakoś" to kolejne słowo normalizujące bezrefleksyjną nadambicję.

Używamy słów i pozwalamy, by inni używali ich, opisując nas.
Niestety bardzo często te, które do nas trafiają, nie są ani miarodajne, ani adekwatne, ani sprawiedliwe. Są szybkie. Dają efekt. A dziś musi być szybko i z efektem. To nic, że na dłuższą metę zupełnie niemiarodajnie.
Problem w tym, że etykietki są wygodne. Pozwalają nie zadawać pytań. Zamiast zapytać: „co u ciebie?”, łatwiej rzucić: „za mało się starasz”, „nie jesteś produktywna”. Zamiast spróbować zrozumieć czyjąś ciszę, brak reakcji albo wycofanie, prościej dopasować człowieka do gotowego schematu.
Bo schemat nie wymaga empatii. I można go użyć szybko. Szybko uzyskując efekt. Jaki? A kogo to interesuje…
Nasze życie coraz częściej przypomina kadr na taśmie instagramowych postów. Jest przewijane, skrolowane, zaszczycane uwagą przez kompletnie dla nas nieistotnych ludzi i oceniane przez nich na podstawie wybiórczego, dziesięciosekundowego „researchu”.

Tymczasem przeciążenie to wielowarstwowe zaniedbanie własnej strefy komfortu.
To nie tylko nadmiar obowiązków. To emocjonalny hałas, presja bycia „ogarniętą” i konieczność ciągłego reagowania. To lista rzeczy do zrobienia, która nigdy się nie kończy. To oczekiwania – cudze, własne, społeczne – które nie znają słowa „stop”.
Przeciążenie często dotyka tych, którzy długo dawali radę. Tych „silnych”, „zaradnych”, „tych, co zawsze ogarną”. Bo skoro zawsze ogarniałaś, to teraz też powinnaś. A jeśli nie ogarniasz, to znaczy, że coś z tobą nie tak.
Nie. To znaczy tylko tyle, że jesteś człowiekiem, a nie maszyną.
Wiem… trudny temat się dziś wylosował. Ale myślę sobie, że warto i takie podejmować. Właśnie po to, by nie trzeba było budować życia na słówku „jakoś”. A jeśli komuś bardzo zależy na etykietkach – niech przynajmniej dobiera je ostrożniej. Bo za słowem „leniwa” bardzo często stoi ktoś, kto po prostu za długo był silny.
Dzień dobry, dobrzy Ludzie

wszystkie foto: pexels
Napisz komentarz