nicnierobienie-1.jpg

Sztuka nierobienia. Nie jest łatwo być bezproduktywnym

  16-12-2025 przez Iza Janaczek

Są takie dni, kiedy nic się nie chce. I nie chodzi o lenistwo z memów, tylko o ten krytyczny moment, w którym ciało i głowa mówią jednym głosem: „Dość”. Nie: „jeszcze pięć minut”, nie: „od jutra”, tylko właśnie teraz. Już. Natychmiast.

Tak, wiem — w świecie, który kocha checklisty, cele i wykresy produktywności, taka potrzeba brzmi jak herezja. Jak coś, czego w ogóle nie bierze się pod uwagę. I właśnie dlatego trzeba przestać się bać o niej mówić. Na przekór temu, co „wypada” według jakiegoś do cna odrealnionego kodeksu produktywności, bo „wypada nam” naprawdę zbyt wiele.

Przede wszystkim wypada być produktywnym. Coś robić. Coś tworzyć. Coś poprawiać. Nawet odpoczynek ma dziś swoją instrukcję obsługi: najlepiej by był aktywny, rozwojowy i koniecznie z aplikacją mierzącą efekty.
Wypada też wciąż czuwać — być online, pod telefonem i w kontakcie. Wypada cały czas ogarniać i nie dać się złapać na zmęczeniu. Leżenie i patrzenie w sufit nie mieści się w tabelkach. Jest podejrzane. A przez to traktowane tak, jakby było stratą czasu, a nie elementarną potrzebą.

nicnierobienie-6.png

I tak sobie myślę, że skoro opanowaliśmy do perfekcji sztukę wysoko funkcjonującej produktywności, to dla odmiany — i dla zdrowia — warto odkryć swój kolejny biegun. I żeby nie było zbyt łatwo: totalnie przeciwny.

I nie zasłaniajmy się brakiem przestrzeni. Damy radę. Skąd to wiem? Z obserwacji.
Zobaczcie sami: ogarnęliśmy wydłużanie sobie doby roboczej, zwielokrotniliśmy własne moce przerobowe, skompresowaliśmy sen, zmuszając organizm do akceptacji jego głodowych dawek. Nic nie robić też się nauczymy.
Ale łatwo nie będzie.

W ogóle — to niepojęte: „uczyć się odpoczywać”… Mówcie, co chcecie, ale według mnie brzmi to nie tyle niedorzecznie, co mocno złowrogo.

No bo… co się musiało podziać, że wyparliśmy tę umiejętność? Jak zawiadywaliśmy własną codziennością, że zgubiła się w niej przestrzeń na spokojny sen, wyrównanie oddechu, odpoczynek dla nóg?

nicnierobienie-4.jpg

Dlatego, póki czas, uczmy się sztuki nic nierobienia. Bo zaiste — o sztuce mówimy.

Nie jest wszak łatwo, pędząc przez życie, nagle przejść do liczenia dziur w niebie, nitek w obiciu fotela czy fal bijących w brzeg — jeśli ktoś akurat ćwiczy nad morzem lub oceanem.

Nie jest łatwo, ale jest warto. A na domiar wszystkiego — na efekty nie trzeba długo czekać. Zauważymy je zaraz po tym, jak przestaniemy odczuwać absolutnie niepotrzebne wyrzuty sumienia. Tak, to kij i marchewka. Efekty pojawią się szybko, ale ich kształt będzie zależeć od tego, co kto wybierze.

Mówiłam, że łatwo nie będzie. ;)

nicnierobienie-9.jpg

W gruncie rzeczy to niesłychanie trudne — tak po prostu „nic nie robić”.

Taka decyzja wymaga zmiany przyzwyczajeń, nawyków i sposobu myślenia. No bo jak to tak… nie słuchać podcastu przy piciu wieczornej herbaty? Nie czytać poradnika o tym, jak być bardziej skutecznym, podczas chwili poobiedniego chilloutu? Nie ćwiczyć słówek podczas spaceru... skoro „nałóg” wzywa?

Przecież to totalne marnowanie czasu. A co z optymalizacją, maksymalizacją i grafikiem?

nicnierobienie-7.jpg

Kiedy nic nie robimy, bardzo szybko pojawia się wewnętrzny krytyk.

Ten sam, który przypomina o mailach, planach i zaległościach, sugerując, że może i działamy, ale za wolno. I właśnie ten sam krytyk, gdy siadasz na ławce w parku, albo w fotelu z kubkiem herbaty, szepcze, że inni właśnie działają, rozwijają się i biegną do przodu. A Ty co? A Ty utknąłeś w miejscu. I to na całe pół godziny. I tak, nie ma co ukrywać, ta pierwsza myśl to moment krytyczny, w którym człowiek zaczyna szybciej trzymać kubek. Warto mieć tego świadomość, bo bez niej – ani się obejrzymy, jak ta kawa będzie na wynos.

Właśnie w tym miejscu zaczyna się prawdziwa praca — choć paradoksalnie polega ona na niepracowaniu. Na wytrzymaniu z ciszą. Z myślami, które wcześniej zagłuszaliśmy ciągłym ruchem i zadaniami. Z emocjami, tym trudniejszymi do ogarnięcia, że brak im formy punktów do odhaczenia.

Nierobienie bywa niewygodne, bo zdejmuje z nas pancerz zajętości. Przestajemy być „w trakcie”, „w procesie”, „w trybie” i zostajemy sami ze sobą.

Bez alibi w postaci zmęczenia, deadline’ów i pilnych spraw. To moment, w którym trudno się ukryć. Nie — nie przed światem. To mamy opanowane do perfekcji. To moment, w którym trudno się ukryć przed sobą (pamiętacie, jak kilka linijek wyżej pisałam o wyrzutach sumienia? No właśnie…).

nicnierobienie-5.jpg

I choć wydaje nam się, że to totalnie bez sensu — tak siedzieć i nic nie robić, nie zajmować ani rąk, ani głowy czymś pożytecznym i produktywnym — niepostrzeżenie zaczynamy odpoczywać.

Porządkują się myśli.
Cichnie szum. 
Ustaje gonitwa.
Pojawiają się pytania, na które wcześniej nie było miejsca. Czasem niosą spokój. Innym razem smutek. Nierzadko - ulgę.
Najczęściej jednak - nic spektakularnego — i to też jest w porządku.

nicnierobienie-2.jpg

I tak sobie myślę, że bycie bezproduktywnym — w dobie kultury pracy do utraty tchu — to nie tylko zdrowy egoizm, ale i akt odwagi.

Cichy sprzeciw wobec świata, który nie umie stać w miejscu, mimo że działanie bez pauzy nie tylko traci sens, ale jest również nomen omen - bezproduktywne. Dlaczego? To proste. Ponieważ człowiek to nie projekt do nieustannej optymalizacji, a regeneracja nie jest nagrodą za wydajność, tylko warunkiem życia.

Zatem — co powiecie na chwilę z kawą? Piętnaście minut z kubkiem w dłoniach, bez maili, podcastów i telefonu przy uchu?

Dzień dobry, dobrzy Ludzie :) Jesteście gotowi na odkrycie własnego drugiego bieguna?

nicnierobienie-3.jpg

PS. dziś na fotkach - nicnierobienie, które ja sama ćwiczyłam pilnie, gdy tylko nadarzała się okazja.  

Napisz komentarz
Imie:*
Komentarz: *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Fundacja STOMAlife - administratora danych osobowych - ul. Chałubińskiego 8 00-613 Warszawa, w postaci adresu e-mail na potrzeby otrzymywania powiadomień ze strony stomalife.pl

* Pola wymagane
Napisz odpowiedź
Imie:*
Komentarz: *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Fundacja STOMAlife - administratora danych osobowych - ul. Chałubińskiego 8 00-613 Warszawa, w postaci adresu e-mail na potrzeby otrzymywania powiadomień ze strony stomalife.pl

* Pola wymagane

„O rozwiązaniach i sprzęcie” - Jak wybrać to, co działaBlog Med4Me

Przejdź do bloga
Znajdź nas na
Znajdź nas na
Znajdź nas na