24-05-2026 przez Iza Janaczek
Znacie to uczucie, kiedy pobiera człowiek nową aplikację albo program i na ekranie wyskakuje komunikat: „Twoja wersja próbna wygasa za 14 dni, aby korzystać z pełnych możliwości, wykup pełną wersję”. Co robimy w takiej sytuacji? Kupujemy od razu i mamy spokój?
Nieee…
Najczęściej zabiegany i nie mający czasu na głupoty człowiek XXI wieku, macha ręką, myśląc: „na razie wystarczy to, co jest, zobaczę, jak to działa, a potem się pomyśli”.
I choć ta decyzja brzmi dość lekko, tak naprawdę oznacza nie lada wyczyn, bo umówmy się, wersja próbna to mocno zgrzebna wersja – funkcje są okrojone, co chwilę wyskakują reklamy i nie można zapisać najważniejszych projektów, ale pomimo tego, jakoś w tym trwasz. Oczywiście z założeniem, że to „na chwilę i tymczasowo”.
Niestety, finalnie okazuje się, że to „na chwilę” zmienia się w plan na życie, które staje się wersją próbną.

Spoiler alert: idealny moment nie istnieje. Świat nie zapyta nas, czy parametry naszego życia są już optymalne. On po prostu pędzi dalej, nie biorąc pod uwagę, że wpadliśmy w pułapkę tymczasowości i tkwimy w niej bez szans na progres. Życie w wersji próbnej ma jedną zasadniczą wadę: niesie ze sobą ogromne poczucie tymczasowości, co oznacza, że rzadko traktujemy je z należytą uwagą.
No bo to chyba logiczne, że się człowiek nie przywiązuje do niewygody, zwłaszcza że to przecież tylko „na tymczasem”.
OK. Nie przywiązujemy się…
Robimy coś znacznie gorszego – my się przyzwyczajamy…
I siedzimy w poczekalni życia, z nosem wciśniętym w szybę, patrząc, jak inni po prostu idą do przodu.

Myślę sobie, że robimy to po to, by nie cierpieć. Tak, wiem, to paradoksalne, bo i tak finalnie nic tak nie boli i nie rozczarowuje, jak uczciwe podsumowanie tej tymczasówki. Zwłaszcza wtedy, gdy na full pakiet jest już trochę za późno.
Dla wielu osób, zwłaszcza tych z nas, których ciało w pewnym momencie mocno zaskoczyło – chorobą, operacją, zmiany bezpiecznej rutyny na zupełnie nową – ta wersja próbna staje się bezpiecznym schronem. Przynajmniej tak nam się wydaje. Bo dopóki nie przejdziemy do „pełnej wersji”, dopóty nie ryzykujemy, że coś połacie nie tak. Ograniczony pakiet funkcji chroni nas przed rozczarowaniem. Sęk w tym, że przed frajdą wynikającą z wprowadzenia do własnej egzystencji nieprzewidywalnego elementu zagadki – też chroni.
I tak mijają tygodnie, miesiące, czasem lata.
A my wciąż działamy na okrojonych uprawnieniach systemowych, zapominając, że nasz czas na tym dysku jest jednak bardzo mierzalny.

Tymczasem kolejna zima za nami, wiosna też powoli zmienia ciuchy na lżejsze, dojrzewając do poziomu: lato. Nasza wersja premium właśnie się dzieje, tylko niestety gdzieś obok, bez nas, bo my – wciąż na tymczasówce. Chyba już czas kliknąć: „aktywuj pełną wersję” i przekonać się, że niebo nie spadnie nam na głowy tylko dlatego, że pozwolimy sobie naprawdę żyć, a nie zaledwie funkcjonować.
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

zdjęcia: pexels
Napisz komentarz