30 Styczeń 2026
19-12-2025 przez Iza Janaczek
Święta to czas, który obchodzimy lub który nie do końca nas obchodzi, mimo że w nich uczestniczymy. Może dlatego, że nie zawsze z własnej woli.
Wiele osób w grudniu czuje się jak element z innego zestawu. Niby wszystko pasuje — kalendarz się zgadza, światła wiszą, kolędy lecą w tle — a jednak wewnętrznie coś zgrzyta. Jakby ktoś próbował wcisnąć człowieka w formę, która od dawna nie jest już jego. Lub nigdy nie była, choć brakowało przestrzeni i zgody (otoczenia i własnej), by się w końcu do tego przyznać.

Bo w sumie... Jakoś nie było okazji, by tak postawić sprawę. Święta przychodzą jak huragan, porywając wszystko i wszystkich do szalonego tańca. Mają instrukcję obsługi, listę kontrolną do odfajkowania: podłogi, kurze, pierniczki, okna, barszcz, sałatka, pasterka, obiad u rodziców, kawa u teściów…
No gdzie tu przestrzeń, by choć pisnąć, że człowiek ma inną wizję?
No właśnie...

Z każdym rokiem bardziej ugruntowuję się w przekonaniu, że Boże Narodzenie to nie tylko czas. To także zestaw oczekiwań. Społecznych, rodzinnych, kulturowych i tych wobec siebie. Niewypowiedzianych, a przez to trudnych do odparcia. W tym zestawie jest świąteczna, odświętna radość, wdzięczność, bliskość, pojednanie i obowiązkowa wersja siebie „lepsza niż na co dzień”. Spokojniejsza. Cierpliwsza. Bardziej uśmiechnięta. Taka, która nie narzeka, nie psuje atmosfery i nie stawia pytań.
Presja bycia najlepszą wersją siebie w opcji świątecznej rzadko bywa głośna. Ona raczej sączy się drobnymi komunikatami. „To tylko kilka dni — dasz radę”. „Nie przesadzaj”. „W święta trzeba się cieszyć”. I nagle okazuje się, że zmęczenie jest niestosowne, smutek niewygodny, a zniecierpliwienie i słabość wręcz nie na miejscu. Jakby emocje też miały świąteczny dress code.

Efekt świątecznej, pięknej katastrofy pod choinką dopełnia otoczenie. Ludzie, którzy zbyt mocno weszli w rolę „zachowuj się, są święta”. Utrwalając niszczące stereotypy przez podniesienie ich do rangi tradycji.
Jakie stereotypy? Te, według których święta muszą wyglądać w określony sposób, bo inaczej coś się nie uda. A jeśli ktoś nie pasuje — to pewnie dlatego, że się nie stara, stara się za mało, albo jest wrogiem tradycji.
Tylko że niedopasowanie rzadko ma coś wspólnego z brakiem chęci. Częściej jest efektem realnego życia. Trudnego roku. Straty, która nie zmieściła się w kalendarzu. Relacji, które niedbane latami, nie naprawiają się magicznie wraz z pierwszą gwiazdką. Ciała, które potrzebuje spokoju, a nie kolejnego maratonu. Głowy, która nie chce przyspieszać tylko dlatego, że wokół przyspiesza wszystko.

Święta są paradoksalne. Mówią o bliskości, a potrafią boleśnie uwypuklić dystanse. Przypominają o rodzinie, jednocześnie obnażając brak, pustkę albo napięcie. Zachęcają do wspólnoty, ale nie zawsze pytają, czy ktoś ma dziś przestrzeń, by w tej wspólnocie być.
Wielu z nas boi się niedopasowania. Milczymy więc i obchodzimy święta, choć w tej całej świątecznej atmosferze mało kogo obchodzi – jakim kosztem. To tradycja. Raz do roku to wytrzymamy, poza tym – mamie będzie przykro. Zawalczę o siebie za rok…
Mam wrażenie, że bycie niedopasowanym dotyka coraz więcej z nas. I to nie tak, że jesteśmy wrogami świąt. Nie jesteśmy. Jesteśmy tylko zmęczeni dążeniem do ideału nawet w święta, czyli w czas urodzin Dziecka, którego życie jest wzorem dla wielu z nas. Tymczasem to Wyjątkowe Dziecko, według licznych przekazów, przyszło na świat w bardzo, ale to bardzo nieidealnych warunkach. Nie, nie była to stajenka, lecz grota, ale uboga stajenka, licha, zdecydowanie ładniej i sugestywniej brzmi w kolędach.

I patrząc na historię Dziecka, które całym swoim życiem pokazywało, że zamiast pustych, choć odświętnych gestów nazywanych tradycją, warto postawić na autentyczne wspólne bycie z sobą, myślę sobie, że nie każdy musi kochać grudzień. Nie każdy musi czuć magię. Nie każdy musi odnajdywać się w rytuałach, które bardziej przypominają obowiązek niż wybór. Magia to dar akceptacji. To cieszenie się pomimo, a nie za. Trudno powiedzieć, ile jeszcze wigilii przed nami, ale zakładając, że nie warto marnować żadnej – może dla odmiany zaczniemy bardziej niż tradycję obchodzić wspólne, ciepłe i serdeczne bycie obok. To by dopiero były święta!
Dzień dobry, dobrzy Ludzie

Napisz komentarz