09 Styczeń 2026
18-11-2025 przez Iza Janaczek
Wzbijamy się coraz wyżej. Mierzymy coraz dalej. Idziemy coraz prędzej. Nabieramy rozpędu w pędzie w dal i wzwyż. Często wymontowując hamulec, by nic nie przeszkadzało, nie rozpraszało i by nie było odwrotu. Ten przyrodzony pęd wzwyż mamy w genach od wielu, wielu wieków. Pamiętacie Ikara i jego potrzebę lotu tak wysoko, że aż niewiarygodnie? No właśnie…
Tak, zdaję sobie sprawę, że za przykład wybrałam mit — coś, co się nie wydarzyło, a jest jedynie wytworem ludzkiej wyobraźni, ale konia z rzędem temu, kto choć raz nie dał złapać się w pułapkę ambitnego lotu w górę. Albo temu, kto nie zna kogoś, kto frunął tak wysoko, że zapomniał o sprawdzeniu, czy skrzydła ma, aby na pewno z materiału stworzonego ze zdrowego rozsądku.

Pęd do mentalnej wspinaczki cechuje nas od zawsze.
Odkryliśmy ogień, pismo, pieniądze, modę, architekturę, transport, komputery, a nawet tabletki od bólu głowy i wszystkiego innego. Z jaskiń przenieśliśmy się do lepianek albo zamków — w zależności od tego, komu lepiej poszła przygoda z wynalezionymi wcześniej środkami płatniczymi. Potem z tych lepianek i zamków ruszyliśmy dalej: do mieszkań, willi, loftów, penthouse’ów i rezydencji zasiedlając je znowu w zależności od szczęścia, pracowitości i posiadania owej mamony, której siła sprawcza jest tak samo stabilna dziś jak i wieki temu.

„Szmal określa byt” — śpiewał niegdyś zespół Kombi. I abstrahując od mitologicznego Ikara, coś w tym jest. Skoro tak daleko odeszliśmy od jaskiń, surowego mięsa i pisma obrazkowego, to znaczy, że wspinanie się coraz wyżej mamy wyćwiczone, ba! wytrenowane prawie do perfekcji. Wzniosłe idee? Mamy ich na pęczki. Wielkie cele? Proszę bardzo — pięcioksiąg powodów, dlaczego warto może powstać nawet w pięć minut. Lista zadań dłuższa niż linia horyzontu? Tak, też to ogarniemy.
Tylko że w tej całej pogoni za wysokością zgubiliśmy jedną umiejętność.
Taką zupełnie przyziemną.
Dawniej oczywistą...
Umiejętność łagodnego lądowania.
Nie spektakularnego upadku, po którym człowiek zbiera się miesiącami. Nie awaryjnego przyziemienia na pierwszym lepszym skrawku rzeczywistości, bo zapomnieliśmy zatankować własne siły. Mówię o zwyczajnym, spokojnym osiadaniu na ziemi. Takim, w którym nie ma ani dramatu, ani wstydu, ani poczucia, że coś nam nie wyszło.
Prawda jest taka: współczesny człowiek nie lubi lądować. A przez to — nie umie. Bo lądowanie kojarzy mu się z przerwą, a przerwa z tym, że przecież mógłby wtedy zrobić coś koniecznego. Albo inspirującego. Albo produktywnego, A najlepiej wszystko naraz, zwłaszcza, że „jak nie my, to kto” no i „samo się nie zrobi”.

A przecież lądowanie to nie pauza w życiu. To jego pełnoprawny element. Moment na sprawdzenie, czy skrzydła wciąż trzymają się konstrukcji. Czy pióra nie zaczynają wypadać. Czy nie lecimy od miesięcy wyłącznie siłą rozpędu, kompletnie zapominając, dokąd i po co w ogóle zmierzamy.
Być może problem polega na tym, że miękkie lądowanie nie daje punktów do życiowego rankingu.
Nikt nie bije braw, nikt nie dokumentuje tego na Instagramie, nikt nie opowiada o tym przy kawie. Bo przecież czym tu się chwalić? A jednak to właśnie ono pozwala potem startować wyżej — z doładowanymi akumulatorami, wygładzonymi piórami i właściwą perspektywą. Perspektywa, swoją drogą, zmienia się diametralnie w zależności od tego, z jakiej wysokości patrzymy. A warto patrzyć z różnych, bo wtedy jest najlepsza.

I tak sobie myślę, że może największą odwagą wcale nie jest dziś mierzenie (zbyt) wysoko. Może prawdziwa siła leży w świadomym przyziemianiu. W zejściu na ziemię, które nie jest porażką, lecz decyzją. W powiedzeniu sobie: „Tu też jest dobrze. A kiedy znów zechcę lecieć wysoko, przygotuję się mądrzej — i do wysokości i do ciśnienia”.
A z drugiej strony... Może wcale nie chodzi o to, by każdego dnia przebijać głową chmury. Może chodzi o to, by nauczyć się lądować. Elegancko, na własnych zasadach — zanim słońce stopi nam wszystkie zabezpieczenia.
W obu przypadkach bezpieczna opcja jest taka sama: przestać bić rekordy i zacząć naprawdę żyć.
Umiecie jeszcze? Ja wciąż uczę się od nowa.
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

zdjęcia: pexels
Napisz komentarz