zanim-okok.jpg

Zanim się obrażę. Czyli: tylko dystans może nas uratować

  16-11-2025 przez Iza Janaczek

Ponoć babskim światem rządzi foch. Fochem wymuszamy spokój, kanapkę w macku i małą awanturkę, jak jest zbyt spokojnie…

Czy to prawda? W sumie to nie wiem, bo z „domyśl się” wyrosłam jakoś w 8 klasie podstawówki, a cichych dni nie uprawiam, bo tyle jest do powiedzenia, że jak zamilknę i będę tkwić w urażonym milczeniu, to połowę tego, co mam do powiedzenia - zapomnę.

Okej… to był sarkazm pomieszany ze szczyptą autoironii. Ale fakt faktem – luzu nam czasami brak. I nie, nie tylko kobietom, żeby nie było. Faceci też się obrażają. Tylko że u nich to wygląda inaczej. Bardziej powściągliwie. Nieco ciszej. I w sumie, jakby to plastycznie podsumować - bezobjawowo.
zanim-4.jpg

Czym w ogóle jest obrażanie się? Już sama nazwa brzmi komicznie. A już na pewno – mało poważnie. Obraza, bez względu na to, czy mowa o tej skrytej, czy tej z efektem wow, to trochę „wypinanie się na świat”. Z tą różnicą, że czynimy to tak, by wszyscy wiedzieli lub tak, by nie wiedział nikt, mając satysfakcję bycia dobrym w pokerowej twarzy.
Czy warto się obrażać? Nie mam pojęcia. Nie praktykuję. Czy trzeba? Cóż… Będąc zwolenniczką czystych sytuacji i rozmowy mimo wszystko, zamiast urażonego milczenia, nie jestem chyba najbardziej odpowiednią osobą do wygłaszania tak poważnych teorii. 

Obrażamy się na ludzi, bo nie zrobili, jak chcieliśmy. Na los, bo nie ułożył się po naszej myśli.
Na siebie – bo nie wykorzystaliśmy szansy, która się pojawiła, lub znów daliśmy się sprowokować i zareagowaliśmy za mocno, za słabo, wcale (niepotrzebne skreślić).
Na świat, że pędzi, a my nie nadążamy.
Ba, czasem obrażamy się nawet na pogodę, bo pada i wieje, i to dziś, gdy akurat w kalendarzu wolny weekend. Pierwszy od miesiąca.

zanim-2.jpg

I ok. To wszystko jest w sumie bardzo ludzkie. Czasami każdy ma dość i potrzebuje chwili. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy trwa ona za długo. Bo wtedy obraza z gwałtownej, jednorazowej emocji zamienia się w styl bycia, w manierę, która definiuje i zamurowuje w pewnym schemacie.

Dystans to waluta, której najbardziej nam brakuje. Zwłaszcza tego do siebie.

Kiedyś mówiło się: „nie bierz tego do siebie”. Dziś nikt już tak nie mówi, bo większość z nas bierze do siebie wszystko. Trochę jakby z automatu.
Odnoszę wrażenie, że poziom napięcia w narodzie doszedł do takiego ekstremum, że nierzadko wystarczy jedno zdanie, by człowiek był gotów wypisać się ze wszystkiego, co dla niego ważne: począwszy od wylogowania się z czyjegoś życia czy dobrej znajomości na rezygnacji z samego siebie.

zanim-3.jpg

Dystans to coś w rodzaju emocjonalnej higieny. Jak codzienny prysznic – tylko dla głowy.
Nie chodzi o to, żeby nie reagować, nie przeżywać, nie mieć emocji. Tylko żeby nie pozwolić im kierować wszystkim. Bo wtedy to one sterują nami, a nie my nimi.
Dystans to umiejętność powiedzenia sobie: „okej, może nie o mnie chodziło”. Albo nawet: „może i o mnie, ale trudno – przeżyję”.

I myślę sobie, nie – ja wręcz jestem pewna, że gdybyśmy wszyscy mieli odrobinę więcej dystansu, to świat byłby lżejszy o połowę. Byłby też lepszy i mniej w stosunku do nas zawzięty.
Bo dystans nie jest brakiem emocji. To po prostu ich mądrzejsza wersja.
Nie zawsze da się mieć rację, wygrać dyskusję, postawić na swoim. Ale da się zachować spokój i poczucie humoru. A to, jak na dzisiejsze czasy, brzmi już jak supermoc.

zanim-1.jpg

Więc zanim się znów poobrażamy, może warto wziąć głębszy oddech, policzyć do 10 tam i z powrotem i zastanowić się, czy ten gest spektakularnego wypięcia się na świat wpłynie w jakiś budujący sposób na to, jak się nam w nim będzie żyło?

Bo jeśli ten foch ma niczego nie zmienić, może warto sobie go odpuścić i spróbować inaczej?

Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

zanim-5.jpeg

wszystkie zdjęcia: pexels

Napisz komentarz
Imie:*
Komentarz: *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Fundacja STOMAlife - administratora danych osobowych - ul. Chałubińskiego 8 00-613 Warszawa, w postaci adresu e-mail na potrzeby otrzymywania powiadomień ze strony stomalife.pl

* Pola wymagane
Komentarze (od najnowszych)
  • Henryk

    17-11-2025 14:58:03

    Dzień dobry wszystkim Jestem stomikiem od ponad 25lat. Patrząc na moje dotychczasowe życie ze stomią widzę, że za mało jest informacji na temat przekonywania stomików do irygacji. Pamiętam swoją pierwszą irygację kilka miesięcy po operacji. Wtedy były tzw pielęgniarki stomijne w każdym byłym jeszcze województwie. Mi mega pomogła i uświadomiła, jak bardzo może irygacja pomóc w codziennym życiu. Dziś nie wyobrażam sobie życia codziennego bez irygacji. Dzięki niej zapominam wychodząc na basen na słonce plaże gdziekolwiek że ją mam. Kiedy idę do lekarza i nie mam woreczka ( tak nie noszę na co dzień woreczka ale mam własny patent do wyjaśnienia jeśli będziecie zainteresowani) lekarz zawsze zadaje pytanie no a gdzie woreczek przecież Pan ma stomię? Tak nawet lekarze bywają mega zdziwieni patrząc na brzuch i widząc tylko okrągły plasterek jakbym miał jakąś zaklejoną rankę. Jeśli będziecie zainteresowani tym tematem zapraszam bardzo chętne podzielę się swoją wiedzą doświadczeniem i tym jak można super żyć każdego dnia mimo stomi.

    Odpowiedz

Napisz odpowiedź
Imie:*
Komentarz: *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Fundacja STOMAlife - administratora danych osobowych - ul. Chałubińskiego 8 00-613 Warszawa, w postaci adresu e-mail na potrzeby otrzymywania powiadomień ze strony stomalife.pl

* Pola wymagane

„O rozwiązaniach i sprzęcie” - Jak wybrać to, co działaBlog Med4Me

Przejdź do bloga
Znajdź nas na
Znajdź nas na
Znajdź nas na