10 Październik 2026
05-09-2026 przez Iza Janaczek
Codzienność ma pojemność jednego dnia i ani grama więcej. Mieści się w niej to, co człowiek da radę zrobić w 24 godziny, plus to, co wydaje mu się, że jeszcze w tej dobie zmieści. A to, czego żadną miarą nie da się upchnąć w terminarzu, ląduje w miejscu na tak zwane później, lub by brzmiało bardziej mierzalnie: „w najbliższej przyszłości”.
Podobny schemat działania obserwować można na płaszczyźnie technologicznej. Coś, co planujemy zrobić, doświadczyć, przeczytać lub zobaczyć później, albo do czego rzadziej zaglądamy, ląduje w chmurze.
Czy gdyby powiedzieć, stosując w przenośnię przenośni, że pół naszej codzienności w takiej chmurze ląduje, byłoby to przesadą? Nie, ani trochę.

Do typowej chmury trafiają zdjęcia z wakacji, dokumenty i pliki, do których zaglądamy raz na kilka miesięcy. Do chmury będącej przedłużeniem doby trafiają rzeczy i sprawy, które się nie zmieściły w grafiku, lub które prokrastynujemy, odkładamy, bo są zwyczajnie niewygodne. Co to jest? Wszystko to, na co nie ma przestrzeni, co w tym konkretnym kontekście znaczy – ochoty, a nie – czasu. Jest tu więc telefon, który człowiek miał wykonać, bo już cztery razy odkładał, ale nadal nie ma na tę rozmowę dobrego momentu. Wizyta, którą trzeba umówić, albo odmówić, to chyba jeszcze gorsze, bo wypada podać choć z grubsza wiarygodny powód. W chmurze jest jeszcze kontakt z kimś, z kim kiedyś było nam po drodze, a dzisiaj nie bardzo wiemy, od czego zacząć, decyzja o badaniach (po co mam tam iść? Żeby wywołać wilka z lasu?), odpoczynek (eee tam, sen jest dla słabych, jak mawiało się przed sesją egzaminacyjną) i plany.

Te mają w chmurze chyba najwięcej miejsca. Kurs szkicowania, na który kiedyś się zapiszę. Portugalia, do której wrócę, kiedy będzie więcej czasu. Babski wyjazd na Bali, porządki w starych, dawno nie odświeżanych kontaktach. Wszystko jest. Niczego nie trzeba wyrzucać. Chmura ma przecież tę przewagę nad kalendarzem, szafą czy mieszkaniem, że nie trzeba jej zamykać – nie ma ograniczających drzwi, więc mieści się w niej prawie wszystko, a nawet więcej.

Jak się tak na spokojnie zastanowić, to tam, w chmurze, mamy drugie życie – lepsze, wymarzone i trochę zapasowe, choć to pojęcie funkcjonuje tylko w chmurze chmury, czyli w planach będących zaledwie marzeniami, bo konia z rzędem temu, kto z własnej woli rzuci swój codzienny kierat szumnie zwany rutyną i zacznie żyć życiem alternatywnym, w którym jest więcej czasu na wszystko, na co go dziś brakuje. Dlaczego nie zaryzykujemy i nie otworzymy kilku katalogów, które tam zalegają tak długo, że trudno sobie przypomnieć, kiedy tam trafiły?
Nie mam pojęcia, bo to nie pytanie do wszystkich, ale do każdego. A to oznacza, że do mnie też. Myślę więc sobie, że to trochę ze strachu. Teraz życie daje w kość, ok, to wiemy. Bywa do bani, ale tę stronę mostu znamy. Wiemy, gdzie dziura, gdzie obluzowana deska, w końcu drepczemy tą samą trasą od wielu lat, więc jak mamy nie wiedzieć?… Co innego drugi brzeg. Nowe tematy, tyle spraw do nauczenia, ogarnięcia, zaufania, a przede wszystkim ta irytująca świadomość, że nie ma żadnej gwarancji, że jak się już człowiek zdecyduje, to naprawdę będzie lepiej. Może być inaczej. I to właściwie jedyne, co można o tym powiedzieć na pewno.

Dlatego tak wygodnie jest mieć wszystko w chmurze. Nie trzeba wyrzucać, ale nie trzeba też korzystać. Można sobie od czasu do czasu otworzyć podgląd, pomyśleć: fajnie byłoby, gdyby… i zamknąć. Bez ryzyka, kosztów czy konieczności sprawdzania, czy to, co sobie kiedyś wymyśliliśmy, nadal jest tym, czego chcemy. Tylko że czas ma jedną właściwość, której chmura nie ma – płynie. I pewnego dnia możemy odkryć, że pliki są nadal na miejscu, tylko nasza wydolność do ich zagospodarowania uległa drastycznemu zmniejszeniu.
Może więc, skoro już wybrzmiało, warto zrobić sobie ciepłą herbatę z tym, co tam człowiek lubi, usiąść w fotelu, bez telefonu, i bez laptopa na kolanach, i zrobić przegląd tego, co w chmurze. Być może okaże się, że są tam rzeczy, które nie mogą czekać i aż się palą do tego, by nas uratować przed dreptaniem wciąż po tej samej stronie mostu?
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

Dzisiejsza galeria to żarcik z chmurą w roli głównej. Zważywszy jednak, jak piękne bywają chmury w naturze, żal trzymać ich wspomnienie nomen omen - tylko w chmurze. Dziś zatem - chmury świata, te metaforyczne i te naprawdę :)
Napisz komentarz