wiadomosc-6.jpg

Wiadomość nie została dostarczona. Co oznacza w komputerze a co w życiu

  28-08-2026 przez Iza Janaczek

Macie tak czasami, że mówicie coś do kogoś, produkujecie się, to co artykułujecie jest według Was ważne a adresat tych słów sprawia wrażenie, jakby:
a. niby słucha ale jest myślami daleko
b. mówi: - nieee, no to jeszcze nic – posłuchaj tego – ja to miałem tak, że …
c. nie słucha i wcale nie udaje, że obchodzi go to, co jest dla Ciebie na tyle ważne, że chcesz się tym podzielić.

Nieważne, z jakiego powodu mówisz do drugiego człowieka – tekstowo czy werbalnie: bo boli, bo cieszy, bo chcesz czegoś nauczyć albo przed czymś przestrzec. Jeśli ważny dla ciebie przekaz nie dociera, dostajesz w gruncie rzeczy ten sam komunikat, który czasem wraca do nas ze skrzynki mailowej: wiadomość nie została dostarczona.

I już. Tyle starań na nic.

image.png

„Wiadomość nie została dostarczona” - w życiu realnym, nie w komputerze, boli i frustruje. Nie lubię tego komunikatu, nie lubię go "doświadczać". Wiem jednak, że jest uczciwy i przez to - ważny. Nie udaje, że wszystko poszło dobrze. Nie próbuje też obrażać mojej inteligencji, podsuwając łagodniejsze wyjaśnienia w rodzaju: odbiorca jest zajęty, zamyślony albo chwilowo niedostępny. Nie. Ten prosty, bezduszny komunikat mówi rzeczowo: nie dotarło. Nie ma tu czego interpretować ani osładzać. Pozostaje tylko spróbować ponownie.

I oczywiście można próbować ponownie.
Powiedzieć jeszcze raz, jeszcze raz napisać, użyć innych słów, zmienić temat wiadomości lub zadzwonić o innej porze. Można robić piruety i szpagaty, żeby tym razem to, co dla mnie ważne, zabrzmiało bardziej interesująco dla kogoś, komu chcę to przekazać. To jednak wciąż nie gwarantuje sukcesu.

image.png

Z komputerem zwykle mamy przynajmniej tę przewagę, że wiemy, gdzie leży problem. System potrafi poinformować, że adres jest nieprawidłowy, skrzynka przepełniona albo serwer chwilowo nie odpowiada. Człowiek jest pod tym względem znacznie mniej komunikatywny. I nie, wcale nie mówię w tym wypadku tylko o odbiorcy.

Nie zawsze przecież można z całą pewnością stwierdzić, że problem z komunikacją leży po stronie odbiorcy. Nierzadko to my – nadawcy treści – sprawiamy, że trafiają one w komunikacyjną próżnię kryjącą się pod literkami a, b lub c z początku tego tekstu.

I myślę sobie, że jeśli prawdą jest obiegowa obserwacja mówiąca, że przeciętny konsument social mediów potrafi skupić uwagę na rozmówcy lub odbieranej treści na całe mocne 6 sekund, to marne mamy szanse, by dostarczyć wiadomość mająca więcej niż ten przysługujący limit uwagi... A w takiej sytuacji pytaniem najważniejszym jest nie – jak mówić ale - do kogo, by to nie był głos wołającego na pustyni - niekoniecznie - wirtualnej...

image.png

A co, jeśli odpowiedź jest mniej skomplikowana, niż nam się wydaje i brzmi: nie każdy jest dobrym odbiorcą każdej wiadomości, nie ma więc potrzeby wszystkich traktować z takim samym zaufaniem? To by miało sens, zwłąszcza, gdy dostrzeżemy, że są ludzie, którzy potrafią słuchać, ale nie potrafią pocieszać. Są tacy, którzy świetnie doradzają, ale kompletnie nie radzą sobie z cudzym wzruszeniem. Są również mistrzowie zmiany tematu, przy których nawet informacja o trzęsieniu ziemi potrafi w ciągu trzydziestu sekund doprowadzić rozmowę do opowieści o remoncie ich łazienki. I są tacy, którzy mają gdzieś to, co mamy do powiedzenia. A to często największa liczba naszych, że użyję mocno ostatnio modnego hasła – respondentów.

image.png

Zatem – pytając jak w poradniku – co zrobić, by nie czuć się niewidzialną dla rozmówcy?

Cóż, nie wiem, co zrobić ogólnie – wiem, co ja robię w takiej sytuacji. Nie staram się konkurować z social mediami. Liczę siły na zamiary, a te mówią, że nie dam rady. Zresztą – to taki smok nie z bajki, któremu nikt nie da rady.

Dlatego mniej boli, gdy zrozumie się, że są ludzie, przy których można powiedzieć dwa zdania i wiadomo, że zostały usłyszane. Ale warto też pamiętać, że są i tacy, którym można opowiedzieć pół życia, a oni, wyłączając się po przysłowiowych sześciu sekundach, finalnie zapytają: „Ale o czym właściwie mówiłaś?”.

I to jest właśnie powód, dla którego zdrowiej jest sobie odpuścić równanie do najwolniejszego wielbłąda w karawanie. Dlaczego? Ponieważ nie ma sensu przez całe życie zastanawiać się, jak skonstruować wiadomość, żeby działała niezależnie od zaangażowania rozmówcy.

Ja sama więc odpuszczam. I wybieram osoby, które – tak jak ja – wolą dłuższą rozmowę niż sześciusekundową quasi-relację

Dzień dobry, dobrzy Ludzie, lubicie rozmawiać? Tak? To super :) A umiecie? ;)

image.png

W dzisiejszej galerii jedna z malowniczych części Palawanu. To wspomnienie miejsca, do którego, choć znajduje się prawie na końcu świata - dochodziły wszystkie wiadomości. Zwłaszcza te metaforyczne ;)  

Napisz komentarz
Imie:*
Komentarz: *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Fundacja STOMAlife - administratora danych osobowych - ul. Chałubińskiego 8 00-613 Warszawa, w postaci adresu e-mail na potrzeby otrzymywania powiadomień ze strony stomalife.pl

* Pola wymagane
Napisz odpowiedź
Imie:*
Komentarz: *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Fundacja STOMAlife - administratora danych osobowych - ul. Chałubińskiego 8 00-613 Warszawa, w postaci adresu e-mail na potrzeby otrzymywania powiadomień ze strony stomalife.pl

* Pola wymagane

„O rozwiązaniach i sprzęcie” - Jak wybrać to, co działaBlog Med4Me

Przejdź do bloga
Znajdź nas na
Znajdź nas na
Znajdź nas na