29 Październik 2026
23-10-2026 przez Iza Janaczek
Jesteśmy niepodrabialni. Niezastępowalni. Nie do skopiowania. Koniec. Kropka. I naprawdę nie ma tu opcji na kopię zapasową. Z prostego powodu – jesteśmy wyjątkowi i jedyni, a kopia zapasowa będzie tylko… kopią. Czyli jak wolą piewcy złotych myśli: jakąś tam wersją siebie.
Niby oczywiste, a jednak jakoś tak żyjemy, jakby było inaczej. Jakby można było zapisać siebie w bezpiecznym miejscu i wrócić do tej wersji, kiedy wreszcie będzie na to czas. Kiedy skończy się gonitwa, uspokoją obowiązki, poprawią finanse a lista rzeczy do zrobienia przestanie przypominać spis treści encyklopedii.

Teraz nie ma kiedy. Teraz trzeba. Trzeba pracować, zarabiać, załatwiać, ogarniać, pamiętać, wychowywać, być dla innych, być do dyspozycji - być na bieżąco. Oczywiście. A poza tym - nie wypaść z obiegu, nie stać w szeregu, wyróżniać się, działać, nie zostać w tyle - nadążać.
Tymczasem jest tyle rzeczy, które chcielibyśmy zrobić, zobaczyć, sprawdzić. Tyle pomysłów, które wpadają do głowy w najmniej odpowiednim momencie i lądują w szufladzie z napisem „na później”. Tyle rzeczy, które mogłyby się wydarzyć, gdyby tylko znalazło się trochę miejsca między jednym obowiązkiem a drugim. I by to wszystko kiedyś przeżyć robimy stop-klatkę samych siebie, zapisując ją w kopii zapasowej, którą odpalimy, gdy przyjdzie czas.
Kiedy? Kiedyś. W praktyce: gdy kredyt będzie spłacony, pozycja w firmie stabilna, dzieci odchowane, dom dokończony. Czyli za 10-15 lat. Tylko wtedy my nie będziemy ludźmi mającymi tamtą energię i być może filozofię, co prowadzi do konkluzji, że przywrócenie tamtej kopii może nas zwyczajnie rozczarować.

Z tym, że te 10 czy 15 lat nie zawsze są tak samo łaskawe dla marzeń, które mieliśmy, mając dwadzieścia czy trzydzieści lat. To pyrrusowe zwycięstwo, bo mając wreszcie czas, jednocześnie wcale nie mamy go tyle, ile nam się wydaje. I co ważniejsze, wcale nie ma on tej samej mocy i siły co kiedyś. Pojemność wiaro-czaso-moco-przestrzeni trzydziestolatka to przecież nie to samo co ta sama jednostka dzisiaj. Dziś często nie mamy już tej samej odwagi graniczącej z brawurą, niewzruszonej wiary w to, że organizm da radę, ani energii pozwalającej tańczyć do białego rana, a po dwóch godzinach snu i trzech kawach być gotowym na wejście na Giewont...

Inne obowiązki, inne ciało, inne priorytety. Być może wreszcie możemy sobie pozwolić na to, co kiedyś odkładaliśmy. Tylko że my sami też już jesteśmy inni. To, co kiedyś wydawało się fascynujące, dziś może budzić obawy. Na to, co kiedyś chcieliśmy zrobić bez zastanowienia, teraz możemy szukać dziesięciu powodów, żeby jednak zostać w domu. Nie dlatego, że nagle przestaliśmy mieć marzenia, ale dlatego, że zmienia się w nas coś więcej niż tylko PESEL.
I nie ma w tym nic dziwnego. Zbieramy doświadczenia, uczymy się siebie, nabieramy rozsądku, czasem ostrożności. Zyskujemy jedno, tracimy drugie. Tyle że nie zawsze da się przewidzieć, co będzie nam potrzebne za kilkanaście lat, a czego wtedy będzie nam brakować. Dlaczego? Ponieważ nie da się zachować siebie z dziś na później. Nie można odłożyć obecnej wersji do przechowalni, żeby po latach kliknąć „przywróć”. Czterdziestolatek nie jest trzydziestolatkiem z większym doświadczeniem, a pięćdziesięciolatek nie stanowi ulepszonej, „rozważniejszej i mądrzejszej” wersji dwudziestolatka. To wciąż ten sam człowiek, tylko że z inną historią, innymi możliwościami i innym bagażem. Często takim, który go zmienia.

Co zrobić? Rzucić rutynę i na wyścigi nadrabiać życie? Niee, w żadnym wypadku. Mamy już wystarczająco dużo rzeczy, które każą nam się spieszyć.
Nie dajmy się zwariować - nie każda niewykorzystana możliwość jest straconą szansą i nie każdy pomysł wymaga realizacji. Wiele marzeń nigdy nie opuszcza tej szuflady w głowie i to wcale nie oznacza życiowej porażki. Jednak co tak samo ważne, niektóre rzeczy mają swój czas i właśnie o tym należy pamiętać. I nie warto ich odkładać na później bo najlepiej rezonują z nami właśnie tu i teraz.
Dlaczego? To proste. Ponieważ jesteśmy wyjątkowi, niepowtarzalni i niemożliwi. Także do skopiowania.
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

dzisiejsza galeria to zdjęcia, które powstały na Sri Lance, w miejscu gdzie gościnność natury przy jednoczesnym braku bodźców cywilizacyjnych sprawia, że łatwiej uczesać myśli i spriorytetyzować plany. Tym razem trafiło na Srti Lankę, ale z własnego doswiadczenia wiem, że równie dobrze zrobić to można w Beskidach, poza turystycznym szlakiem:)
Napisz komentarz