08 Kwiecień 2026
08-04-2026 przez Iza Janaczek
Świat stoi nowoczesnością. Choćbyśmy, jak się uważali za tradycjonalistów nieulegających ofercie przyszłości – ona i tak nas dopada. Nie pierzemy przecież bielizny i pościeli w rzece, nie rozpalamy ognia przez pocieranie suchych drewnianych hubek czy krzesząc go za pomocą dwóch krzemieni. Czas odliczamy, patrząc na zegarek, a nie w niebo. Jeździmy samochodami a nie konno, itd., długo by wymieniać...
No a skoro tak, to nie ma co się odżegnywać od kolejnej oferty usprawnienia nam życia. Choć ja do niej podejdę dziś trochę przewrotnie, bo metafizycznie.

O czym mowa? O GPS-ie, gadającym supporcie mówiącym we właściwym albo ostatecznym momencie: skręć w prawo, zmień trasę, bo korki, albo – jesteś u celu.
Tyle że ja nie o GPS w sensie dosłownym dziś myślę. Lecz o tym, który powinien wspierać kompas moralny, mentalny czy jakkolwiek inaczej nazwiemy ten nasz własny cichy prywatny głos w głowie.
Już tłumaczę, w czym rzecz.
Każdy ma taki moment – u niektórych trwa dłużej, u innych jest tylko epizodem – gdy człowiek po odhaczeniu całej listy tego, co miał w planach na dzień, na tydzień, na cały kwartał, stoi w miejscu i nie bardzo wie, co dalej.
Plan wykonany. Wyszło całkiem zacnie, a jednak z tyłu głowy włącza się jakiś dziwny niepokój. Coś jak natrętne swędzenie po ugryzieniu komara, choć gdy się przyjrzeć – brak śladu ugryzienia. A jednak swędzi. Dziwne to o tyle, że przecież obowiązki odhaczone, dzień za dniem mija bez większych wstrząsów, trwa sobie nieniepokojona, błoga, znana, bezpieczna rutyna lub – jak kto woli – totalny rozleniwiający autopilot.
Żyjemy sobie zatem w tej błogo-bańce-braku-nowości i nagle ni stąd, ni zowąd zaczynamy odczuwać jakiś niepokój. Coś jest inaczej, choć na pierwszy rzut oka – wciąż tak samo. Dziwne, ale… konia z rzędem temu, kto choć raz tak nie miał…

Myślę sobie, że to mentalne swędzenie, choć brak śladu po ugryzieniu, to jest ten moment, w którym odzywa się coś, co kiedyś nazywaliśmy intuicją lub - własną inwencją.
Dzisiaj rzadko używamy tego słowa serio. Bardziej w kontekście „przeczucia” albo „kobiecego nosa do spraw”. A przecież kiedyś to był nasz podstawowy system nawigacji. Wewnętrzny GPS. Coś, co pozwalało wiedzieć, kiedy skręcić, kiedy się wycofać, kiedy powiedzieć „tak”, mimo że rozsądek mówił „nie”, i odwrotnie. I tak, dobrze przeczuwacie – ja wcale nie mówię o drodze do galerii handlowej w dużym, zatoczonym mieście pełnym jednokierunkowych ulic.

Dziś rzadko kiedy posługujemy się intuicją. W dzisiejszym internecie o wiele trudniej o ludzkie, empatyczne przemyślenia czy porady, niż kiedyś, ale nie to zamierzchłe, ale to całkiem niedawno.
Dzisiejszy internet stoi generycznymi tekstami, których do syta w każdej dziedzinie życia, zwłaszcza tego wirtualnego. Płaskie i płytkie jak woda w kałuży przemyślenia i obserwacje krzyczą wypolerowanym, identycznym dla wszystkich schematem. A pełno ich wszędzie – w profesjonalnych poradach zdrowotnych, urodowych, parentingowych, mentalnych. Nie oszczędzają słów pokrzepienia i wsparcia. Obecne są w poważnych tematach, a także – o zgrozo – w przemyśleniach i sugestiach podpisywanych jako własne. Mnóstwo ich też we „własnych” przeżyciach z podróży, z kursów, z życia codziennego.

O.K., być może się mylę.
Może to żadne tam posiłkowanie się wygenerowanym, sztucznym i płytkim tekstem, lecz rzeczywiście własne myśli i odczucia nas, ludzi, ale to by oznaczało, że na przestrzeni tylko ostatnich lat, a w zasadzie – miesięcy, to, co kiedyś było głębią, przeszło nomen omen głęboką transformację, stając się zaledwie brodzikiem i to – z mało przejrzystą wodą… A z tego poziomu nikogo porwać na głębiny – przemyśleń, uczuć, spostrzeżeń – zabrać się nie da… No bo i jak, skoro naród brodzi przy brzegu, zapominając, że rozwój to ciągłe poszukiwanie i doskonalenie, a nie – droga na skróty i odtwarzanie.

I tak sobie myślę, że skoro wszystko jest dla wszystkich (bo w sumie czemu nie) to na pewno powinniśmy, jeśli jeszcze jest taka możliwość, zweryfikować ilości tego, co chłoniemy. Ba, co często bezrefleksyjnie pobieramy, wypychając z organizmu wartości odżywcze i zastępując je pustymi kaloriami – że się posłużę własnym, niegenerowanym porównaniem kulinarnym.
I idąc dalej tą nomenklaturą, skoro jesteśmy tym, co jemy, a pochłaniamy wszystko, co łatwo dostępne, strach przyznać, czym się staniemy, skoro słychać głosy, że dzisiejszy internet ogłupia do cna.
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

PS. Dziejsza galeria to miejsca, gdzie mój własny gps działa najlepiej.
Napisz komentarz