12 Wrzesień 2026
23-08-2026 przez Iza Janaczek
W telefonie jest taka funkcja: „dostęp do lokalizacji”. Jeśli jest włączona – wiadomo, gdzie jesteśmy. Jeśli wyłączona – urządzenie przestaje nas śledzić. Proste? Oczywiście.
Czasami myślę sobie, że człowiek też powinien mieć taki przycisk. Nie po to, żeby znikać z życia innych, tylko żeby od czasu do czasu nie musieć nikomu pokazywać, gdzie jest, co robi i dlaczego akurat teraz nie ma ochoty być dostępny. Proste? Wcale nie.
Żyjemy w czasach, w których bardzo łatwo być „na widoku”. W sumie to dość logiczne – sami do informacji o tym, gdzie jesteśmy dajemy szeroki i w sumie – nielimitowany dostęp. Telefon wie, gdzie przebywamy. Media społecznościowe wiedzą, co oglądamy. Znajomi wiedzą, gdzie byliśmy na wakacjach, co jedliśmy na śniadanie i z jakiego powodu właśnie siedzimy w domu. Sami zresztą chętnie o tym opowiadamy całemu światu, będąc wciąż aktywnymi w sieci. Zdjęcie, relacja, meldunek, komentarz, jeszcze jedno powiadomienie, jeszcze jedna wiadomość. Kolejny post i rolka informujące o tym, czym żyjemy i to nierzadko w trybie rzeczywistym.
I nagle okazuje się, że właściwie, to cały czas jesteśmy podłączeni.

Technologia nie jest zła, nie można więc winić jej o to, że robi to – do czego została stworzona. Jest narzędziem, które (w zależności od sposobu i natężenia używania) staje się wsparciem naszych ludzkich działań, lub czaso-pułapką.
Jak to działa?
Internet daje nam możliwość kontaktu z ludźmi praktycznie na całym świecie, a także jak pokazały choćby relacje z orbity prowadzone przez Sławosza Uznańskiego Wiśniewskiego – poza nim :).
Internet to cała masa dobrych rzeczy – szybki dostęp do informacji, możliwość znalezienia pomocy, wiedzy czy innych osób z podobnymi doświadczeniami. Dla wielu ludzi media społecznościowe są ważnym miejscem wymiany doświadczeń i zwyczajnego poczucia, że nie jest się samemu z problemem. W świecie, gdzie samotność idzie po rekord w niechlubnych statystykach – to bardzo ważne.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy zamiast korzystać z internetu, zaczynamy w nim mieszkać.

Tak naprawdę to nie wiadomo kiedy dokładnie dochodzi do zmiany sposobu myślenia o swoim czasie i samopoczuciu.
Siedzimy sobie na kanapie, teoretycznie – odpoczywamy – przecież nie pracujemy, czyli relaksujemy się. Brzmi logicznie i wiarygodnie, ale niestety - tylko brzmi. Skąd takie podejrzenie? Z obserwacji świata i siebie samej, A obserwacje te pokazują, że siedząc na kanapie z wyłożonymi na pufie nogami bez kapci, człowiek jednocześnie może być w kilku innych miejscach. Jak?
Wystarczy – w tym samym czasie:
oglądać serial,
scrollować social media i średnio co 6 sekund (bo tyle ponoć trwa skupienie na oglądanym materiale) przenosić się do innego miasta, na inną górę, nad inne morze, do innego hotelu, domu czy kawiarni,
a do tego jeszcze czatować z kilkoma osobami.

Patrząc zdroworozsądkowo - przecież to się można wykończyć od mentalnych zakwasów. Tymczasem tak wygląda „godzinka relaksu” po obiedzie. A to nie koniec - kolejna seria czaso-pułapki wypada przed snem. Internet nie śpi, nie znosi próżni, nie wybacza spóźnialskim, każe niewidzialnością nieobecnych. Trzeba więc reagować. To żaden wysiłek, pamiętacie? – sam chillout i relaks. Jesteście dawno po pracy, domowe tematy też już odhaczone, teraz już leżycie w łóżeczku i odpoczywacie przemierzając kilometry internetu. No wypisz wymaluj - stuprocentowa regeneracja.
Ktoś napisał. Ktoś coś skomentował. Ktoś właśnie wrzucił kolejne zdjęcie. Ktoś opublikował wiadomość, która koniecznie wymaga naszej uwagi. Algorytm znalazł dla nas kolejną rzecz, której wcześniej wcale nie szukaliśmy, ale teraz przecież musimy ją zobaczyć. I tak, zupełnie niepostrzeżenie, z kilku minut robi się godzina, z godziny kolejna, a wieczór zamienia się w środek nocy. Wychodzimy z czaso-pułapki, by złapać kilka godzin snu przed kolejnym dniem, który prawdopodobnie będzie miał taki sam schemat. Praca, powrót do domu, relaks w socialach, ogarnięcie domu i znów „chwilka” z telefonem.

Przemierzamy kilometry internetu chłonąc cudze wakacje, cudze problemy, cudze poglądy, cudze sukcesy, cudze porażki i cudze życie, które przez ekran wchodzi nam do własnego. By nie być gorszym i my się meldujemy – z wakacji, z sushi baru z przymierzalni w galerii handlowej i z własnej łazienki…
Najgorsze w tym sunięciu palcem po chłodnym szkiełku telefonu jest to, że człowiek zapomina, że może żyć inaczej. Poza czaso-pułapką, w świecie, który istnieje równolegle, i w którym nie trzeba wciąż na coś reagować, a wystarczy po prostu być.
Bez podawania swojej lokalizacji.
Dzień dobry, dobrzy Ludzie, znikacie czasami z internetowego radaru?

Napisz komentarz
Komentarze (od najnowszych)
26-08-2026 12:08:10
Jak zawsze supcio temat i trafiony w 10 :)
Ukryj odpowiedzi | Ilość odpowiedzi: 1 | Odpowiedz
06-09-2026 11:38:38
Samo życie, rzec można ;) Pozdrawiam cieplutko i dziękuję za dobre słowo :)
Odpowiedz