09 Styczeń 2026
27-06-2025 przez Iza Janaczek
No i przyszło w końcu to lato. Czekałaś, czekałaś i się doczekałaś... Lato to luz, lżejsze ciuchy, urlop.
Odpoczniesz… Wyluzujesz… No żyć, nie umierać…
Cholera jasna, mać...

Konia z rzędem, jeśli kogoś choć raz urlop nie zaskoczył jak zima drogowców w grudniu przed świętami. Tyle było czasu, by dopiąć sprawy, przygotować się na wolny czas, zaplanować, gdzie, co i za ile, oraz, gdy to miał być wyjazd we dwoje - co wtedy z dziećmi (ten sam schemat: gdzie, co i za ile). No i fajnie Ci nawet szło, bo jeszcze w kwietniu wszystko miałaś pod kontrolą. No ale kwiecień śmignął i tyle go widziano, przyszedł maj i długi weekend, a potem to już i w sto koni nie dogoni, mamy rozdanie świadectw i odwieczne pytanie: co dalej z tą pełnią szczęścia? Pierwsze dwa tygodnie lipca masz w miarę ogarnięte, bo dzieci jadą na obóz ju-jitsu, ale potem, to już serio siwy dym i wielka improwizacja. I musisz to szybko ogarnąć, zanim wyjdzie, że plan: Seszele lub Grecja, drinki, palmy, open bar i żarcie - nawet nie raczkuje. Tak jak i Twój bardzo wstępny plan, jak odrobinę schudnąć do urlopu.
..

No ale jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. Lipiec za pasem, plany trochę się rozjechały, budżet lekko się skurczył, a Ty siedzisz i myślisz: „I co teraz?”. No ale dobra, jest, jak jest. Oceńmy, co się z tego uda ułożyć. W końcu last minute też są dla ludzi, ewentualnie wyjazd na własną rękę. W końcu kiedyś tylko tak jeździliście i to działało jak najlepsza randka. Dzieciaki jadą na ten obóz – chwała im za to, chociaż sama jeszcze nie wiesz, czy bardziej się cieszysz z ich wakacji, czy z tego, że ktoś inny przez dwa tygodnie ogarnie, co mają jeść i kiedy się myć. No i teraz – teoretycznie – masz dwa tygodnie luzu. Czyli: święty spokój, ciszę, kawę bez przerwy na „maaamoooo!”, i czas, żeby się ogarnąć z planami.
Weź głęboki oddech. Jesteś w świetnej sytuacji. Nie, nie panikuj, wcale nie jest późno. A figura daje radę, w razie czego narzucisz jakieś fajne pareo i też będzie. Z resztą, celujesz we Włochy, a przecież tam się tyje od samego patrzenia na pizzę. Daruj sobie wyrzeczenia i listek sałaty na śniadanie oraz dwa na obiad – za chwilę będzie przecież tak samo jak jest. A jak spojrzysz obiektywnie – jest nieźle, Stara.
Serio.

Jeśli nadal uważasz, że dałaś ognia, to pomyśl, o jakie lata świetlne jesteś od siebie sprzed 3-4 lat. Wtedy uważałaś, że urlop jest dla słabych i 4 dni na działce za miastem wyczerpują temat. Dziś planujesz wybrzeże Amalfi. Totalny szok mentalny, a jednak dałaś radę.
I skończ się obwiniać, że nie dałaś rady wcześniej. No nie dałaś i już. To nie Boże Narodzenie, żeby choinkę ubierać przed wigilią, bo potem to trochę bez sensu. My tu mówimy o urlopie. I serio, last minute są dla ludzi. Tak jak i wyprawa bez planu, na własną rękę. Jak się przyjmie, że urlop bez planu i na ostatni moment to taki nowy styl planowania wypoczynku, to się okaże, że uprawia go co druga z nas.
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :) i niech te wakacje będą naprawdę fajne, nawet jeśli nie będą z katalogu biura podróży, a wprost z serducha, to też się liczy :)

Napisz komentarz