09 Styczeń 2026
04-07-2025 przez Iza Janaczek
Piątek, 18:47 i nagle słyszysz telefon… Odrywasz się od tego, co robisz i odbierasz…
- Halo? – rzucasz niecierpliwie, bo Ci ten dzwonek wszedł w środek maila, którego jeszcze musisz wysłać, zanim wreszcie zamkniesz laptopa.
- Halo i hello! – słyszysz w telefonie. – Weekend z tej strony. Może byśmy się spotkali?
Usiłujesz odpowiedzieć, że to jakaś pomyłka, bo nie znasz nikogo takiego i nie masz planów na weekend, i uświadamiasz sobie, że to brzmi po prostu niedorzecznie. Chcesz wyłączyć telefon i odłożyć go, i widzisz, że leży obok. Nie dzwonił, a Ty wcale nie odebrałaś go po drugim dzwonku i wcale przez niego nie rozmawiałaś.

Myślisz, że to prawdopodobne? Że mogłoby zdarzyć się i Tobie? O czym myślisz, gdy uświadamiasz sobie, że właśnie gadałaś przez telefon, który wciąż leży przed Tobą na biurku?
Być może pierwsza myśl brzmiałaby tak: no, stara… doigrałaś się… Trzeba było wziąć ten zaległy urlop.
A druga mniej więcej w ten deseń: o.k., skoro już zwariowałam, to dokończę ten projekt i potem się będę martwić, gorzej już chyba nie będzie.
Zastanawiam się, czy w takiej sytuacji byłaby przestrzeń na trzecią, chyba najbardziej pożądaną w takim abstrakcyjnym momencie myśl, a mianowicie.
O.K., to było mocne. Czas zabrać się za to, co do tej pory szumnie nazywałam życiem

Taka sytuacja pewnie nigdy nie miała miejsca, bo gdyby miała, to by oznaczało, że doprowadzony do ostateczności organizm, jak onegdaj Skynet w "Terminatorze" – przejął władzę i teraz będzie tak, jak on chce. I o ile wizji Skynetu nie ma co powielać, o tyle może niegłupio byłoby dopuścić do głosu własny organizm.
A my co?
Jak senny – to chlup – kolejna kawa,
jak rozbity – coś na chillout,
jak boli – coś na ból,
a jak sypie się psychicznie – coś na potrzymanie wydolności, poprawę pamięci, kumowania i zborności...

A gdyby organizm mógł mówić tak, byśmy zrozumieli… Co mógłby powiedzieć? I w jaki sposób powinien, żebyśmy posłuchali? Bo gdyby przekaz był jasny, można by było od razu zareagować i żaden weekend nie musiałby dzwonić, przypominając, jaki mamy dzień. Hmmm… O.K., plan wygląda na sprytny, tylko po co nam to wiedzieć, skoro i tak nie jesteśmy zainteresowani odpowiedzią…? Skąd to wiem? Trochę z własnej historii, trochę z historii innych.
No i w ogóle to bądźmy uczciwi – przecież faktem jest, że organizm usiłuje cały czas nam coś powiedzieć. Jasno i czytelnie, a nie jakimiś ledwo wyczuwalnymi niuansami. I my dokładnie wiemy, kiedy on do nas usiłuje zagadywać. Wiemy, słyszymy i reagujemy… Tylko nie zawsze tak, jak on by sobie tego życzył, bo....:

- gdy zgłasza, że jest zmęczony i senny – zamiast położyć go spać, wlewamy w niego kolejną kawę,
- gdy po całym dniu sprężu nie potrafi się wyciszyć, choć to już czas po pracy, zamiast usiąść, popatrzyć na zieleń, włączyć sobie Brahmsa lub Mozarta – aplikujemy mu coś na szybki reset,
- gdy zgłasza ból głowy, brzucha czy kłucie w klatce – zamiast zastosować mu punkt 1 i 2 i badania kontrolne – neutralizujemy nieprawidłowości machnięciem ręki albo czymś, co doraźnie stłumi problem,
- a gdy wszystko, na co patrzy, przybiera odcienie przygaszonego światła i smutku – tłumimy to pracą, brak światła w głowie zastępując tym bijącym z ekranu telefonu lub komputera.
Brzmi trochę strasznie, prawda? Więc, jeśli cokolwiek z powyższych podpunktów pasuje, nie czekaj, aż zadzwoni weekend. Zrób mu niespodziankę i sama się odezwij :)
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

wszystkie zdjęcia: pexels
Napisz komentarz