09 Styczeń 2026
24-06-2025 przez Iza Janaczek
Dwa klasyki, dwa style podróżowania, dwie wizje świata. „Lubię wracać tam gdzie byłem już” – śpiewał Wodecki i jest moc, i już się rozmarzyłam, bo oczywiście mam takie swoje miejsca, że w każdej chwili pakuję się i jadę. Ale zaraz z tyłu głowy słyszę jak na zawołanie zadziorny głos Maryli zachęcającej by: „wsiąść do pociągu byle jakiego”….
No i znów stoję w rozkroku jak ta żaba na łące, co to się nie może zdecydować czy jest bardziej piękna, czy bardziej mądra, więc nie dołącza do żadnej z opcji.
No bo w sumie jak tu coś wybrać, jak urlopu raptem szalone 2 tygodnie? Los nie jest sprawiedliwy, ooo nie…
Dwa tygodnie i dwie opcje i tyle pomysłów w każdej z nich. I jedna ja, która nie potrafi się zdecydować...
no...
Dramat…

I stojąc tak, jak ta żaba, myślę sobie, że połączę obie te rzeczy, choćby nie wiem co. Bo i fakt, może i życie jest sztuką kompromisów (choć ja lubię uważać, że sztuką samą w sobie bardziej), ale też do odważnych (i kreatywnych) nomen omen świat należy.
Zatem w tym roku robimy mix. Będą ukochane Włochy – jak Wodecki radzi, wszak wracać warto, bo rutyna to oś, wokół której oplata się nić bezpieczeństwa, tworząc mocną, solidną linę. Ale przy okazji – jako że jadąc dookoła, widzi się więcej – zahaczymy o Słowenię.
Czytałam, że rafting rzeką Sočą to mega frajda. Sprawdźmy to ;)

Czy warto (było) szaleć tak, że zacytuję Agnieszkę Chylińską, skoro jesteśmy już przy polskich utworach-legendach. Cóż... No jak się to mówi – chyba nie ma wyjścia, jak się ma tak pięknie zapisany grafik. Skoro w pracy daję radę wyciskać z doby półtora, to i tu dam radę.
Zwłaszcza że okoliczności i cel jakiś taki hmmm bardziej kreatywny, twórczy i przyjemny. Skoro mam tylko dwa tygodnie, to niech one będą nie do podrobienia. Włoskie espresso w znanej knajpce ze znanym widokiem i adrenalinę podczas spływu brzmi jak plan godny zrealizowania.

Czy dam radę? Cóż... Nie takie rzeczy się już robiło... Tak, wiem, wiem, "mamo, to było 20 lat temu", jak mawiają moje trzeźwo myślące dzieci. Mając świadomość, że inni mają świadomość, mam też plan B i C, gdyby A nie dał rady.
Bez względu na to, czy wszystko się tak pięknie zepnie jak w katalogu gotowych wycieczek, wiem, że będzie tak, jak ma być. Czyli klimatycznie, spontanicznie, a już zdecydowanie nie według listy: „10 miejsc, które musisz zobaczyć przed 50.”
Skąd ta pewność? Bo wyrzuciłam taką listę, zanim dobiegłam 40-ki, bym nie wymiękła i nie sięgnęła po nią dobiegając 50-ki. Listy must have, must do, must must są ok, jeśli się ich potrzebuje. Ale póki sprawia mi frajdę układanie od zera, własnej, odpuszczę zerkanie do cudzych.
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :) I udanej podróży – dokądkolwiek się wybieracie.

wszystkie zdjęcia: pexels
Napisz komentarz