09 Styczeń 2026
06-08-2025 przez Iza Janaczek
Nastała moda na sport – a właściwie na sportowe karnety, które obok legendarnych owocowych czwartków stały się syrenim śpiewem niemal każdej firmy chwalącej się prężnym, młodym zespołem zorientowanym na samorozwój i sukces.
Czy to brzmi sarkastycznie? Może odrobinę. Jednak, w czasach, jakie sobie zaprojektowaliśmy, odrobina sarkazmu i ironii jest co najmniej bardziej niż wskazana. Toteż korzystam i polecam innym. Dobrze robi na głowę. Zwłaszcza gdy chce się złagodzić nieco wnioski, które się kreują, gdy człowiek tak spokojnie patrzy na to, co wokół.
A wnioski te są smutne i alarmistyczne.

Żyjemy w czasach, w których w ramach lubienia sportu kibicujemy z fotela naszym – często z puszką piwka w ręku. Bo i co prawda mamy kartę multi sport, ale już przestrzeni i sił na to, by z niej systematycznie korzystać – po prostu brak.
Za więzi rodzinne i domowy obiad często wystarczyć musi firmy lunch, na który wychodzimy do knajpy obok biura z kolegami z pracy. A za domowe zwierzątko - legendarny, metaforyczny króliczek, który wygrywa z materialnym pieskiem tym, że nie trzeba go wyprowadzać co rano, bo nawet jak człowiek goni, to i tak z marnym skutkiem.
Jednak, choć być może wygląda milusio, to wcale milusi tak do końca nie jest. Ten króliczek to nie tylko metafora codziennej gonitwy. To także nasza własna, spersonalizowana pułapka — zastawiona przez nas na nas samych. W tym nieustannym pędzie za białym ogonkiem łatwo zapomnieć, że to, co dzieje się teraz, jest wszystkim, co naprawdę mamy. To właśnie ten moment może nas zbudować i dopełnić.

Problem w tym, że cel w zasięgu ręki często wydaje się nam zbyt skromny i zwyczajny. I zamiast docenić, że możemy żyć „tu i teraz”- żyjemy nie do końca sprecyzowanym wyobrażeniem przyszłości, traktując ją jako jedyne miejsce, w którym szczęście wydaje się możliwe, choć wcale tego nie wiemy na pewno.
W efekcie takich działań teraźniejszość traktujemy jak przystanek, na którym nasz pociąg pospieszny często nawet się nie zatrzymuje, a jeśli tak, to tylko na moment.
Żyjemy więc planami na przyszłość, zamiast ćwiczyć ją już teraz, sprawdzając, czy obrany kierunek się nam spodoba...
Kiedyś odpocznę i się wreszcie wyśpię.
Kiedyś nauczę francuskiego... Zwiedzę Paryż. Zrobię sobie fotkę pod wieżą Eiffla i zamówię ślimaki z masłem czosnkowym i pietruszką.
Kiedyś obejrzę wszystkie zamki nad Loarą, i może nawet w tej Francji zamieszkam na chwilę?
Kiedyś... No i pięknie, bo nie brzmi jak nigdy, a to już duży plus aleeee, co, jeśli się okaże, że mamy uczulenie na skorupiaki, a na plan B, czyli na przykład Japonię lub Wietnam już za późno?

I tak dzień za dniem przemykamy obok własnego życia, nigdy się w nim nie zatrzymując na dłużej.
I owszem, bywamy w nim. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Bywamy, ale zazwyczaj tylko przejazdem. Ot na tyle, by się załapać na nocleg, biznesowy lunch czy owocowy czwartek. Cała reszta naszej codzienności to z reguły przyglądanie się światu przez szybę pędzącego pociągu. Jest na tyle duża, że mimo prędkości, wyraźnie widać przez nią króliczka, uciekającego z naszą doskonałą, szczęśliwą i spokojną przyszłością. Tak ciekawą i ekscytującą, że nieświadomie poświęcamy dla niej teraźniejszość.
Co jest w tym wszystkim najsmutniejszego? To, że być może ta nasza przyszłość jest równie ciekawa i ekscytująca, ale mało kto ma czas to dostrzec.
Dla wielu nas teraźniejszość to trochę sypialnia życia. Takie miejsce, gdzie parkujemy samochód, jadamy biznesowe lunche, które wyparły rodzinne posiłki i planujemy dobre życie - kiedyś, w przyszłości, choć to tu i teraz też mogłoby całkiem dobrze się w tej roli sprawdzić.

Może więc, zamiast wciąż gonić za nierealnym króliczkiem, warto pójść do schroniska i dać się wybrać realnemu psu? Albo gdy ktoś nie ma przestrzeni na żywe, a nie wyimaginowane zwierzątko - zamienić część „pracowych lunchów” na spotkania przy domowym stole? Zaletą takiego wyboru jest zakotwiczenie w teraźniejszości trochę bardziej niż na chwilę i zyskanie zupełnie innej perspektywy przyglądania się przyszłości.
Być może wtedy zaczniemy ją traktować jako naturalną kolejkę rzeczy, a nie nagrodę dla wybrańców, którzy mają na koncie wiele (prawie) złapanych króliczków.
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

Wszystkie zdjęcia prócz miniaturki - pexels. Dziś do galerii wybrałam pociąg w wersji: wolniej i z opcją przesiadki kiedy przyjdzie na to ochota. Wszak nie zawsze trzeba wybierać tylko te pospieszne :)
Napisz komentarz