09 Styczeń 2026
21-10-2025 przez Iza Janaczek
Jeśli każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku, co trzeba zrobić, by się na niego zdecydować? Skąd wiedzieć, że w ogóle chcemy wyruszyć w podróż? I jak ją zaplanować, by nie rozczarowała?
Czy to w ogóle jest możliwe, tak żyć, by zawsze z tą samą energią patrzeć przed siebie?
Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi…

Myślę sobie, że za dużo rozkminiamy. Porównujemy się do innych i innych do siebie.
Doktoryzujemy się więc z własnej niemocy, zamiast spróbować zweryfikować, czy ona faktycznie istnieje, czy jest zaledwie domniemaniem. I co z tego, że podróż zaczyna się od pierwszego kroku, skoro tak trudno nam podjąć decyzję, by wstać z fotela, ubrać buty, nacisnąć klamkę i przejść przez próg?
Ktoś powie, że to absolutnie nie jest prawdą, bo przecież wyjeżdżamy. Do rodziny na święta, na groby raz do roku i na urlop.
Bez dwóch zdań zmieniamy miejsce pobytu, i to nawet szalone kilka razy do roku, ale ja nie o tym…

Mnie chodzi o coś poza utartymi schematami i torami.
Czyli o spontanicznie podjęcie decyzji, by choć raz zrobić inaczej niż zwykle. O co chodzi?
O pomidorową w dniu, gdy zawsze jest rosół.
O kryminał zamiast zwyczajowo czytanego romansu.
O spódnicę zamiast spodni.
O góry zamiast Bałtyku.
O zmianę planów, tak, by już dziś nie wiedzieć, jak dokładnie będzie wyglądał kolejny weekend, urlop, czy ten sam dzień równo za rok.

Codzienne wybory to rozwiązania, które dają bezpieczeństwo i poczucie posiadania kontroli nad własnym życiem.
I owszem, pewna przewidywalność pozwala spać spokojniej i nie martwić się o zapasowy plan na każdy dzień i do każdej sytuacji. To zrozumiałe i bardzo potrzebne. Ale… co zrobić, by się ustrzec przed destrukcyjną rutyną, do której prowadzi nadmierne przywiązanie do stałych nawyków?
Jakby nie patrzeć – fakty są nieubłagane. Stabilność i stagnacja różnią się od siebie tylko jednym elementem — ruchem.
No właśnie... Co zatem zrobić, by nie utknąć w tym życiu, lecz by je przeżyć?

Cały czas staram się pamiętać, że równowaga to nie bezruch, lecz umiejętność utrzymania kierunku bez włączania autopilota. Mimo monotonii i jednostajności drogi.
Dlaczego? Ponieważ warto czuwać, by nie przegapić fajnej alternatywy do szerokopasmowej autostrady. Wygodnej i komfortowej, ale jednostajnej, a przez to nużącej.
Właśnie ta alternatywa wyboru innej drogi przed siebie jest opcją wyłamującą się ze schematu. Jest rosołem zamiast pomidorowej, kryminałem zamiast romansu, spódniczką zamiast spodni i góry zamiast Bałtyku.

Życie nie znosi stagnacji.
Nawet jeśli próbujemy je zamknąć w dobrze znanych ramach, prędzej czy później upomni się o zmianę. Zbyt długo toczone w tych samych koleinach, traci barwy, energię i sens. Z czasem przestaje przypominać przygodę, a staje się tylko echem samego siebie — powtarzanym do znudzenia schematem, w którym nic już nie zaskakuje.
I właśnie dlatego, im dłużej przyglądam się światu, tym mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że spokój ducha nie polega na tym, żeby mieć wszystko poukładane, ale żeby przestać się bać, że coś się zmieni.
Kto wie, do czego doprowadzi nas ten nagły zryw odwagi?
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

foto: pexels
Napisz komentarz