09 Styczeń 2026
25-10-2025 przez Iza Janaczek
Nie, to nie jest tekst o odchodzeniu, choć jesienią wiele takich się pojawia…
To tekst o próbie zapanowania nad przeciekającym przez palce czasem i ciekawości tego, co jest za zakrętem.
Im dłużej się sprawie przyglądam, jako czynny jej uczestnik, a nie bierny obserwator, dochodzę do wniosku, że marnowanie czasu to coś, co człowiek XXI wieku opanował do perfekcji. To trochę przerażające w obliczu tego, ile czasu poświęcamy na jego organizację, skalowanie, intensyfikowanie, wygospodarowywanie i... odkładanie na później.

Oczywiście nie musicie się ze mną zgadzać — każdy widzi świat po swojemu, ale... zastanówcie się – kiedy ostatnio tak porządnie „nic-nie-robiliście”?
Kiedy liczyliście dziury w niebie?
Kiedy słuchaliście ulubionej muzyki (dla rekreacji, a nie przy odkurzaniu)?
Kiedy wyspaliście się do syta?
No właśnie… Ja też nie pamiętam…
Czasem mam wrażenie, że żyjemy w epoce notorycznego: „jeszcze chwilę”. Ba, sama uprawiam tę sztukę i to na wielu płaszczyznach.
Jeszcze chwilę i odpocznę.
Jeszcze chwilę i zrobię coś dla siebie.
Jeszcze chwilę i przestanę się spieszyć.
Jeszcze chwila i się położę…

Nie wiem, jak u Was, ale u mnie najczęściej ta "jeszcze chwila" nie nadchodzi. Jakoś tak rozmywa się i traci na znaczeniu zakryta innymi tematami. Życie ma zwyczaj dokładania nam zadań i przesuwania granic.
Zawsze znajdzie się coś „na już”. Coś, co „musi być zrobione”.
I zanim się człowiek obejrzy — zrobiło się jutro, potem kolejna środa, następny rok. I owszem, z przyzwyczajenia i poczucia obowiązku w końcu kładziemy się spać, wyjeżdżamy na urlop, jadamy posiłki. Ale...
Czy poświęcamy tym rzeczom, należny im czas, czy tylko go wykradamy, upychając w czasie przeznaczonym na sen, jedzenie i urlop, tematy, które nie mieszczą się w grafiku, i trudno z nimi zdążyć?

Jakoś tak się porobiło ostatnimi laty, że łatwiej nam zapełniać kalendarze niż patrzeć w okno. Prościej też planować przyszłość niż zatrzymać się w teraźniejszości. Nie do końca podoba mi się ten plan na „wkrótce”. Za mało w nim „teraz”. I właśnie dlatego coraz rzadziej patrzę nerwowo co pięć minut na zegarek. Nie zapisuję też szczelnie kalendarza. Staram się żyć, a nie tylko funkcjonować.
Czy się przez to spóźniam? Czy nie nadążam i nie zdążam? Cóż... To zależy od tego, pod jakim kątem na te sprawy się spogląda. No więc - tak, spóźniam się w pogoni za idealnym, perfekcyjnym wyglądem, domem, psem i torebką. Nie nadążam też za sezonowymi modami na wdzięczność, uważność i tolerancję, traktując je od zawsze jak filary i fundamenty codzienności, które nie podlegają modernizacjom i retuszom. Pomyślałam sobie, robiąc szybki remanent dzisiejszych wartości, że "nie zdążyć" na takie okazje to raczej nawet wypada. Toteż – praktykuję ten proceder bez poczucia winy, co i Wam, Drodzy, Mili, polecam.
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

Napisz komentarz
Komentarze (od najnowszych)
03-11-2025 08:39:20
Czy to jest miejsce Twojego obecnego pobytu ? Cudne morze, takie chłodne z wyglądu...a co się wala po plaży ..? Brak czasu u mnie jest tylko sporadycznie bardzo , i nie wynika z nadmiaru obowiązków czy spraw do rozwiązania, a ze spowolnienia wykonywania niektórych czynności. Ludzie "uwikłani " w zawodowe, społeczne i inne różne zobowiązania mają tak właśnie jak odpisujesz. Są w notorycznym niedoczasie. Kiedyś trochę się to zmieni, chociaż trudno to sobie wyobrazić dzisiaj. Pomimo tego co jest dziś upragnione przez wielu , żyj tak aby bylo z tego jak najwięcej radości . Trzymam za to kciuki i wspieram całym serduchem.
Odpowiedz