09 Styczeń 2026
15-10-2025 przez Iza Janaczek
W zasadzie tytuł dzisiejszego bloga brzmieć mógłby:
"historia o kubku kawy",
"słów kilka o obiedzie",
"legenda o sałatce".
Nie o wiktuały tu jednak chodzi...
To tylko taka wdzięczna i smaczna metafora. Chciałam dziś napisać o czymś, co coraz częściej nam umyka — o chwili, o drobnych rytuałach, które trzymają nas przy zdrowych zmysłach. No więc wybrałam herbatę, bo jeśli mowa o rytuałach to jednak bardziej godnie brzmi niż: "sałatka" ;) „Rytuał”... Swoją drogą nadal nie potrafię się zdecydować, czy to słowo lubię (bo ładne i kojarzy mi się z czytanymi w młodości książkami o pradawnych wierzeniach), czy nie (– bo strasznie dziś modne i przez to wyświechtane).

A wracając do tych rytuałów, myślę sobie, że filiżanka herbaty to nie tylko napój. To pewien stan ducha (teraz pewnie już wszyscy mają jasność, dlaczego, jako metafory, nie wybrałam jednak sałatki).
Po kubek z herbatą sięgam w każdym stanie ducha. Zarówno w chwilach spokoju, jak i stresu czy radości. Gdy siedzę w fotelu, na zwalonym pniu albo - będąc na szlaku. Ten kubek w dłoniach to parę minut tylko dla mnie. Mogę wtedy wszystko, co chcę. Albo milczeć, albo rozmawiać. Słuchać lub rozmyślać. Analizować lub robić plany. Tak, w rzeczy samej, ten kubek w dłoniach to najbardziej mocodajne 15 minut w ciągu dnia. A że działa ożywczo na ducha, a nawadniać się trzeba, bo to zdrowe też dla ciała, serwuję sobie takie strzały mocy częściej niż raz na dobę. Spróbujcie i Wy. Warto!

Przyznam, że nie zawsze tak było. Kiedyś wszystko musiało być szybciej — w biegu, między jednym zadaniem a drugim. Kubek z gorącym napojem był wtedy zaledwie dodatkiem do spotkania, tłem rozmowy, towarzyszem w pracy, pretekstem do wytrzymania jeszcze jakiś czas bez pauzy, a nierzadko pierwszym i drugim posiłkiem...
Na szczęście dla samej siebie, chyba w ostatnim dobrym momencie zdałam sobie sprawę, że to równia pochyła. Z czasem dorosłam mentalnie do przyjęcia i zaakceptowania prostej wiedzy. Jakkolwiek wybrzmi to pompatycznie, życie jest zbyt krótkie, by przejechać je na autopilocie, wybierając ciągły pośpiech zamiast równowagi i świadomej celebry.

I nie wiem już teraz, czy to ta bardzo metaforyczna herbata uratowała mój wcale nie taki znów metaforyczny spokój, czy to ten spokój pozwolił mi wreszcie dostrzec, jak dobrze jest odczuwać go na własnej skórze, ciesząc się drobiazgami takimi jak herbata pita solo lub w towarzystwie.
Coraz częściej łapię się na tym, że potrzebuję mniej — mniej bodźców, mniej hałasu, mniej pędu.
Nie wiem do końca, czy to jakaś życiowa mądrość oparta na herbacie, czy zwykłe zmęczenie i instynkt przetrwania cywilizacyjnych wyścigów, kto szybciej, lepiej i bardziej efektywnie, ale - to działa.

Więc jeśli i Ty dziś też czujesz, że świat trochę za szybko ci wiruje — nalej sobie herbaty...
Usiądź...
Nie rób nic...
Niech to będzie twoja mała, osobista baśń, która na parę minut przeniesie Cię w lepszy moment i czas. Ponoć jesień to czas magii... Sprawdźmy to zatem.
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

Napisz komentarz