09 Styczeń 2026
25-07-2025 przez Iza Janaczek
Magia letnich spacerów… Tak się dziś często mówi o aktywności fizycznej, która powinna być powszechna, wszak wiemy, czym grozi zastój, bezruch i zasiedzenie – dosłownie i w przenośni. Zatem magia letnich spacerów… Znacie? Kojarzycie? Praktykujecie często czy od święta?

Magia letnich spacerów to jednak jedna z chwytliwych nazw mających znormalizować nam od nowa to, co normalne było, zanim o tym zapomnieliśmy, wpatrzeni w telefon i to, jak spaceruje ktoś inny. I to na tyle było normalne, że nie trzeba było robić z tego mody… Dziś musimy sobie na nowo zareklamować normalność. Trochę to przerażające, ale funkcjonuje na wielu płaszczyznach. Życie uczuciowe, kuchnia, hobby etc. W przypadku spacerów mamy więc jeszcze inne, nie mniej sugestywne wersje, a mianowicie:
magia leśnych spacerów,
magia górskich spacerów,
magia samotnych spacerów,
magia zimowych, wiosennych, letnich i jesiennych spacerów.
Teraz brzmi bardziej znajomo?

Czy od tych chwytliwych haseł przybywa osób żyjących aktywnie albo chociaż w tym zakresie – poprawnie? Nie mam pojęcia. Wiem natomiast, że przybywa innych osób. Tych chorujących na otyłość, serce, jelita, głowę…
Czy to się jakoś łączy, mam podejrzenie graniczące z pewnością, że niestety tak.
Kiedy zrobiliśmy takie przetasowanie naszych zdrowotnych priorytetów? Czy to wtedy, gdy, jak to pokazują humorystyczne grafiki, zamieniliśmy się gabarytem z telewizorem. O co chodzi? Już tłumaczę, kiedyś to telewizor miał obłość/mocną wypukłość, a człowiek nie, dziś – to telewizor jest płaski, a człowiek, no cóż… sami wiecie. Czy my się kiedyś jakoś specjalnie lepiej odżywialiśmy? Według wielu dzisiejszych bezobjawowych ekspertów – absolutnie nie i choć ich "eksperctwo" w istocie z reguły też jest, jak oni sami - bezobjawowe, tym razem mają rację. Nie odżywialiśmy się jakoś bardzo świadomie. Ale – odżywialiśmy się racjonalnie i z umiarem, traktując posiłek jako część życia, a nie jego treść.

Pozostałe części życia wypełniały nam rozwój, kontakty towarzyskie, szkoła/praca, ruch na świeżym powietrzu i sen. Gdy tak patrzę na tę listę, ale oczami osoby żyjącej tu i teraz, a nie w poprzednim wieku, to myślę sobie, że to przecież jest niewykonalne, by zmieścić tyle w ciągu doby, podczas gdy na sam sen odliczając cenne 6-8 godzin. Sarkazm? O tak, zdecydowanie. W klimacie, jaki sobie stworzyliśmy, tylko on ratuje – i sytuację, i głowę.

O.K. Może jestem staroświecka i nie nadążam za dzisiejszymi kanonami i wytycznymi, ale wydaje mi się jednak, że skoro coś działało i przynosiło efekty, to nie było potrzeby tego zanikać.
Zwłaszcza, że teraz, kiedy się okazuje, że aktywność obejmująca li i tylko – kciuk nie wystarcza, by mówić o świadomym dbaniu o własny fizyczny i psychiczny dobrostan. Co nam szkodzi znów spróbować. Dlaczego by nie teraz? Skoro wybór opcji mamy co najmniej zacny.
Dzień dobry, dobrzy Ludzie

Napisz komentarz